Wpisy otagowane ‘Bocheńska’

Rozdz. CXLVII – Śpiewy ogródkowe i fraszki domowe

czwartek, 29 Lipiec 2010

Po teatrze: Muzyka, taniec i śpiew a z nim  i kabaret.  Było w tym coś nowego, coś co zacieśniało wspólnotę, zadzierzgiwalo ją do tańca, do wspólnego przeżywania teatru, wreszcie do rozmowy. Wtorki ze śpiewem i kabaretowe piątki w czerwcu oraz w lipcu przyciągać będą nieprzebrane tłumy.

ŚPIEWAJĄCE OGRODY  odbywały się we wtorki. …

Rozdz. CXXXII – 4 czerwca

niedziela, 30 Maj 2010

Cykl letnich wydarzeń zdecydowałem więc otworzyć imprezą plenerową upamiętniającą Czerwcowe Wybory. …

Rozdz. LXXVI – Wiadomości o Dniach Dobrych Wiadomości

wtorek, 8 Wrzesień 2009

poprzedni pierwszy następny

8 września na Dzień Dobrej Wiadomości wybrała Małgosia Bocheńska w roku 2001. To miało być otwarcie nowej epoki – nowego tysiąclecia. Stworzyła wspaniałą kapitułę, rozesłała apel. Prezydent Warszawy Paweł Piskorski przyjął patronat. Ja – mówiąc szczerze nie do końca z pomysłem tym się identyfikowałem. Czułem w nim niebezpieczeństwo lansowania „pozytywnej wizji świata”, która zatruwała nam młodość w dobie gdy, jak mawiało się za późnego Gierka, dzięki talentom Mariusza Waltera by napełnić lodówkę –  wystarczyło podłączyć ją do telewizora. Mnie to

Małgorzata Bocheńska podczas DDW

Małgorzata Bocheńska podczas DDW

niepokoiło.


Rozdz. XLVII. Szpital Świętego Ducha

niedziela, 2 Sierpień 2009
poprzedni pierwszy następny

Rujnowały go dwa Powstania: Warszawskie z 1 Sierpnia 1944 i to z 19 kwietnia roku 1943 , też warszawskie tyle, że zamknięte w Getcie,  na którego samej granicy przy ulicy Elektoralnej 12 był położony. Najwięcej jednak ucierpiał w trakcie Obrony Warszawy, gdy 25 września 1939 roku bestialsko zbombardowany stał się mogiłą płonących w nim pacjentów i lekarzy.

Szpital Świętego Ducha

Szpital Świętego Ducha

Cd. w wydaniu książkowym:

Rozdz.XLIV – Mariensztat

czwartek, 30 Lipiec 2009
poprzedni pierwszy następny

Pogoda niezbyt sprzyjała. Media były nasze. Ludzi coraz więcej, ale miejsce nie było idealne. Baryłeczce załatwiłem ogródek i cieszyłem się, że ludzie mają na czym siedzieć. Pojawił się jednak problem sceny. Zacząłem liczyć… pieniądze

Od trzech lat umowy, które jako firma Media ATaK zawierałem z Urzędem Dzielnicy oparte były na kosztorysie, gdzie uwzględniano koszt montażu sceny przez … Stołeczną Estradę. Tak jakby była ona jedynym wykonawcą. No cóż, instytucja była miejska,  a Ustawa o Zamówieniach Publicznych w powijakach. Per saldo sądzę, że i tak było niż teraz uczciwiej… Tak czy siak koszt wynajmu wynosił kilkaset złotych za dzień.  Niby nic ale w skali dwóch miesięcy było to dobre 5-6 tysięcy. Jak dobrze poszukałem okazało się, że wartość sceny nie musiała wiele przekraczać tysiąca złotych. Zacząłem więc skupować własny sprzęt i „kombinować” kosztorysy. Rzecz bowiem w tym, że kosztorysy wszystkich imprez plenerowych oparte są na wynajmie. Jest to zrozumiałe i uzasadnione, gdy buduje się scenę doraźnie w przypadkowym miejscu. Wtedy koszt uwzględnia montaż i demontaż, szybkość i bezpieczenstwo konstrukcji oraz likwidacji. Jednak moja scena coraz bardziej dążyła do stałości. Potrzebna jej była intymność, swoista powtarzalność.

W wynajętym mi na biuro skromnym pokoiku na Wilczej zacząłem pierwsze potyczki z techniką. Po raz pierwszy zacząłem przeszkadzać. –  Stołecznej Estradzie, która nawykła raz w tygodniu w niedzielę wystawiać coś ( jakiś koncert) na Mariensztacie. A tu ja z moim  teatrem.  I to w dodatku na stałe. Wiedziałem bowiem, instynktownie, iż teatru dramatycznego na estradzie bez pleców i boków wystawić się nie da. Projekt zresztą miałem w oczach. Przypadkiem podejrzałem kiedyś w Instytucie Sztuki wywieszone rysunki Józefa Galewskiego, scenografa, który debiutował w 1905 roku jeszcze w teatrzykach ogródkowych i (obdarzony wyjątkową pamięcią wzrokową) z  pamięci je wraz z wieloma innymi fragmentami zrujnowanej Warszawy potem odrysował.

Teatr Belle Vue - rysunek Józefa Galewskiego

Teatr Belle Vue - rysunek Józefa Galewskiego

Wg. tego projektu pracowała w 1998 Małgosia Domańska, a w 2004 ( już dla Frascati) Majka Zielińska i każda,  z poprawką na dziesięciokrotną różnicę budzetów  jakimi na projekt scenografii dysponowałem zrobiła co umiała.

Więc najpierw była Domańcia. Projekt mojej teatralnej budki wykonanej za środki uzyskane z ówczesnego Biura Zarządu Miasta, realizowały pracownie Teatru Rampa. Przetrwała ona demontowana i zwożona po sezonie do stodoły w Ołtarzach trzy sezony.

Teatrzyk na Mariensztacie wg projektu Małgorzaty Domańskiej-Wójcik

Teatrzyk na Mariensztacie wg projektu Małgorzaty Domańskiej-Wójcik

Jakiż ja byłem z niej dumny, a przecież  każde  Suwałki mają jak ostanio odkryłem na rynku nie gorszą scenę. Ta nie była już tymczasowa. Choć używać jej miałem tylko raz w tygodniu. Więc dlatego mi tak zależało by otoczyć ją kawiarnią, która da prąd i upilnuje nocą. Cóż upilnowała.

Na Mariensztacie zaczęły się tłumy. Atmosfera więcej jednak miała z festynu niż z teatralnego festiwalu. Jeszcze szukałem. Przed spektaklem  lub po zapraszałem jakiegoś śpiewającego aktora, ogłosiliśmy po raz kolejny  (pierwszy raz zrobiłem to na VI KTO jeszcze w Dziekance) plebiscyt publiczności. Gazeta Wyborcza przyjęła patronat, drukowała nasze logo czyli biust KTO

Pierwsze logo KTO wg projektu Władysława Kufko

Pierwsze logo KTO wg projektu Władysława Kufko

wykonany przez polsko-białoruskiego malarza Władka Kufko. Wydrukowała karteczki plebiscytowe, a nawet – rzecz niebywała ofiarowała żywy pieniądz – tysiąc złotych nagrody, które na finale naczelny stołecznej Wojciech Fusek wręczał osobiście.

Mariensztat to także pierwsza próba współpracy z Małgosią Bocheńską, która wyprowadziła dla mnie swój Salon na powietrze. Zorganizowała  w podcieniach kamieniczek ( nieco te z Rynku w Kazimierzu Dolnym przywodzących na pamięć ) przy aptece Galerię Salonu 101. To dla  Małgosi ( w ramach promocji pisma Grizzli) pojawił się na rynku Antoni Chodorowski rysujący gratis przybyszy, a i Salon Niezależnych, kto wie czy nie ostatni raz wystąpił w Finale w komplecie z Kleyfem,  Tarkowskim i Weisem .

Marek Sułek, bardzo dziś znany w swiecie performer zrealizował na Mariensztacie dla publiczności ogródkowej jedną z pierwszych swoich plastycznych prowokacji. Nazywała się Akcja  Blue* 6  czyli Sen o błękicie. Powstała w ramach  projektu „Warszawa Niezwykła”.

Marek  Sułek - Sen o błękicie

Marek Sułek - Sen o błękicie

To ostatnie dość skandalizujące wydarzenie zwróciło na nas uwagę artystowskiego światka,. Akcja polegała bowiem na pokryciu nagości pięknej młodej dziewczyny gipsem, w który zakuta i pomalowana na niebiesko –  zdawała się antycznym aktem.Po jakimś czasie jej odkuwanie, wyzwalanie z kamienia ku  oswobodzeniu ciała odbywało się ku uciesze  licznie przybyłych artystów fotografików, w których oczach akt rzeźbiarski przekształcał się w naturalny.

Na Mariensztacie narodziła się formuła teatru jako miejsca spotkania. Jeszcze nieśmiało, nawet nie do końca świadomie realizować zacząłem to, co wymyśliłem w „Chwycie teatralnym”, spotkanie w którym grupa gromadzi się wokół jednostki czy sprawy, popijając herbatę czy piwo i w takim spotkaniu znajduje przyjemność, takie spotkanie oczyszcza ją i podnieca.

Było dużo telewizji. Warszawski Osrodek Telewizyjny co tydzień dawał relacje. Pojawiły się ważne spektakle z Grupą Rafała KmityGrupa Rafała Kmity

czy Kabaretem Moralnego Niepokoju na czele.

Publiczność też nie byle jaka. Na jednym ze spektakli pokazał się nawet societariusz Komedii Francuskiej – Andrzej Seweryn.

Andrzej Seweryn wśród widzów na Mariensztacie -  VII KTO

Andrzej Seweryn wśród widzów na Mariensztacie - VII KTO

A wystartowaliśmy w telewizji. Kawą i Herbatą z zapowiedzią występu Teatru Rampa z Muzykoterapią Strzeleckiego w aranżacji Jasia Raczkowskiego. Tego samego Jasia, który rok wcześniej uratował gdyńskie wystawienie sztuki Strzeleckiego w Starej Dziekance. Tylko, że na zapowiedzi się  skończyło! Tego dnia zalało nas ze szczętem. To była jedna z trzech chyba klęsk pogodowych jakie sobie przypominam wsród 350 przedstawień scenicznych, a dziewięcuset zdarzeń teatralnych jakie w ciągu 15 lat zafundowałem Warszawie.

Raz, to było jeszcze w Lapidarium kiedy zalało Andre Ohodlo. W Dziekance choć deszcz srożył się zarówno na Teatr Miejski z Gdyni jak na Wybrzeże nie odwołałem jednak żadnego spektaklu. Jeszcze raz papa Kijowski  ( jak już wspominałem miał za pokutę z czyśćcowych przedsionków do Raju parasol nad mym ogródkiem rozciągać)  zaśpi coś w Dolinie ale zasadniczo wpadka z Rampą była najpoważniejszą. Hucznie zapowiedziana inauguracja: elektroniczne pianino, cuda niewidy, ale nad sceną ani kawałka dachu, ani osłony dla aparatury. Technicy z „Rampy” to już nie szaleńcy z „Wybrzeża” pod komendą nawiedzonych Pań –  powiedzieli pas. W prasie ukazały się nawet moje zdjęcia jak krążę zrozpaczony wokół mej pięknej sceny.

Ulewa na Mariensztacie

Ulewa na Mariensztacie

Ale za tydzień nie było silnych. Po pierwsze porozumiałem się z panem Maciejem Sarapatą z firmy Bossar i kupiłem u niego pierwszy namiocik profesjonalnie okrywający scenę.     ( Będzie mnie pan Maciej przez następnych lat dziesięć wspierał i w namioty zaopatrywał). Przywiozłem go wraz ze stelażem na dachu mojego Tiponka. A, gdy w następnym tygodniu deszczowe chmury zbierały się  nad Kolumną Zygmunta, zwróciłem się do deszczu ze skuteczną przemową. – Witam Państwa na VII KTO, powiedziałem, witam także deszcz co zbiera się nad nami, ale ponieważ deszcz za bilet nie płacił uprzejmie proszę by ominął nasz teatr nie zakłócając zgromadzenia. I podziałało! Gazety następnego dnia opisały jak deszcz skutecznie zaklinam, a tylko ja dziś wiem ( choć wtedy jeszcze się nie domyślałem), że to ten pokutujący Dyrektor Teatru Słowackiego z okresu solidarnośiowego karnawału tak nad moim zgromadzeniem czuwał.

Marynka Bersz-Szturo zajęła się programem, który zresztą ukazał się dopiero pod koniec imprezy, gdy wszystko już było wiadomo nawet o wielkim finale z Salonem Niezależnch ( Weis, Kleyf i Tarkowski bodaj czy nie po raz ostatni występowali razemi) i fińskimi gośćmi, których sprowadzenie rekomendowało mi ITI ( Międzynarodowy Instytut Teatralny). Rodzący się festiwal coraz już wyraźniej w głowie mi się układał. Zacząłem rozumieć ten, jak go wówczas nazwałem

XLV. Paradoks o Ogródkach

CDN

Rozdz.XXXVIII Obyś nie miał wnuków

środa, 22 Lipiec 2009

O Bocheńskiej  już było. I było, że jest ich wiele. Może nawet więcej. Małgosia z domu nazywa się  Gąsiorowską i jest kuzynką wybitnego polskiego pisarza,  autora „Huraganu” i „Księżny Łowickiej” – Wacława Gąsiorowskiego. Jest też siostrą rodzoną marksizującego poety z pokolenia Hybryd – Krzysztofa Gąsiorowskiego.

Małgosia ma w sumie czwórkę dzieci, w swym Salonie  101 hołubiła polską prawicę z zajmującym nawet krótko stanowisko jej męża Janem Parysem czy stawiającym pierwsze kroki na polskich salonach Radkiem Sikorskim.

Więcej w wydaniu książkowym:

Rozdz. XXXVII – Góral z Góry Synaj ( albo z Wildsteinem na Charenton)

wtorek, 21 Lipiec 2009

Spotkanie z Lutkiem Stommą w jakiejś kafejce w XVIII dzielnicy. Przypominam sobie: Paryż – rok 1984. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu żeśmy obaj uciekli z kart „Straconych Złudzeń”: on zakorzeniony już od lat kilku Rastignac tłumaczył przybyłemu z prowincji wielkiemu człowiekowi, że się spóźnił – już wszystkie miejsca powstałe z solidarności Francuzów zajęte. Można jednak spróbować wejść na  któryś z salonów.

Więcej w wydaniu książkowym:

Rozdz. XXIII. Czas Fundacji

piątek, 10 Lipiec 2009

Małgorzata zakładała właśnie Fundację Salonu 101. Także  czułem, że jako osoba fizyczna dłużej nie uciągnę imprezy. W wydaniu Bocheńskiej współtwórczyni słynnego Studia Irzykowskiego w TVP w latach siedemdziesiątych, zaangażowanej w ruch Solidarności RI w czasie karnawału roku 81, w stanie wojennym tworzącej z Grupą Filmową „Index” reportaże filmowe, nareszcie próbującej wzruszać, w krótkim w okresie prezesury Romaszewskiego, zmurszałe struktury publicznej TV – jej związki z PSLem czy trwalsze z PolSatem znaczyły, znaczą mało.

Choć oczywiście w kontaktach naszych nigdy nie zapomniałem, że jako pracowniczka TVP w latach 70’tych – należała do grona tych ludzi, którzy za komuny i potem mogli przynajmniej skorzystać z szansy by się uczyć. Synowi autora rezolucji marcowej z 1968 roku przeciw cenzurze, nawet dostęp do kulturowych środków produkcji ( tj. ludzi i maszyn) był wzbroniony.

Więcej w wydaniu książkowym:

Rozdz. XXII. Figura Mityczna

piątek, 10 Lipiec 2009

Przecież, kiedy przez pięć lat słyszało się o Bocheńskiej szedł za nią hyr majątku i możliwości. Układu i kontrwywiadu. A pojawiający się wokół Małgosi Mężczyźni świadczyli o niej lepiej niż o sobie.

Więcej w wydaniu książkowym:

Rozdz. XXI. Wielkie Państwo

piątek, 10 Lipiec 2009

Więc Koenig, przynajmniej dla mnie i dla tradycyjnie polskich Hankiewiczów – dżentelmenem nie był. – A kto nim jest ? Ten, kto miejsce jak ja sam sobie wykuwa ? Wpierw krytyczne. Zdobywszy (z pomocą Andrzeja Urbańskiego) pozycję szefa działu kultury w kierowanym przez Jarosława Kaczyńskiego „Tygodniku Solidarność” próbowałem po raz drugi przebić się do krytyki teatralnej.

Więcej w wydaniu książkowym: