Z komunizmem skończyliśmy, gdzieś po roku ’69 gdy komendantem szczepu został Stefan Kawalec
(późniejszy wiceminister finansów i główny realizator denominacji złotówki w ramach reformy Balcerowicza).
Byłem „zuchowym” zastępcą Stefana.
Spotkaliśmy się u Andrzejka Axera w domu: i zdołaliśmy przekonać całą kadrę, mimo oporu Frenkla i Gurjanowa - do zamiany w przyrzeczeniu szczepowym słowa „komunizm” na „szczęście wszystkich ludzi na świecie” – ponad wszystko.
Teraz brzmiało lepiej:
Przyrzekam całym życiem służyć Tobie Ojczyzno
Stawiać sprawy zastępu ponad sprawy własne
Sprawy drużyny, ponad sprawy zastępu,
A szczęście wszystkich ludzi na świecie – ponad wszysztko
Tak oczyszczeni z pryszczy janczarskiej ideologii z Sahibkiem jeszcze w trzeciej klasie liceum jeździliśmy razem do mazurskich Krzyży z pierwszymi dziewczynami.
Andrzej po roku socjologii przeszedł na świeżo stworzony przez Czesława Czapów IPSIR (Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji). Do śmierci opiekował się swoją matką – wielką aktorką i znakomitym profesorem szkoły teatralnej – Zosią Mrozowską. Potem – wyjechał.
W połowie lat siedemdziesiątych asystowałem jego Ojcu Erwinowi, gdy reżyserował Kordiana w Teatrze Współczesnym. Kordiana z Wojtkiem Wysockim, Mają Komorowską w roli Laury, niezapomnianą parą Wołłejką i Czechowiczem – jako Konstanty i Car.
Andrzeja Axera z Pawłem Konicem łączyła nadzwyczajna więź z matką. Ojciec Andrzeja – Erwin nie był z Mrozowską nigdy formalnie związany, gdyż po prostu nigdy nie rozstał się z matką Jurka, dziś wybitnego profesora filologii klasycznej. Jednak Mrozowska do śmierci pracowała w teatrze Axera. Ojciec był jej szefem, a syn opiekunem. Rodzice Pawła byli „normalnie” rozwiedzeni.
Obydwaj chłopcy w moich oczach zaczynali pełnić rolę mężczyzn i opiekunów. Robili prawo jazdy, dosiadali matczynych maluchów, punktualnie odwożąc lub przywożąc ukochaną do domu czy z pracy.
Zazdroszczę im – moje stosunki z matką z wiekiem stawały się coraz gorsze. Nie umiemy zgodzić się na siebie. Można by powiedzieć, że to inteligencki przerost ocen nad emocjami. A przecież – Andrzej i Paweł to też inteligenci w każdym calu i w gruncie rzeczy samotnicy. Jednak przez nich przemawiała wspólnota. Wspólnota, tym silniej strzeżona im bardziej zagrożona. Przez wroga, ojca, nawet przyjaciela – w centrum pozostawała matka pewna jak rodzina. Lecz i Ojciec jest też poza osądem. Hierarchia niewzruszona nakazuje szacunek… Tradition…
„Ja tego instynktu właściwie nie miałem. – mówił mój Ojciec w radiowym „Notatniku ze współczesności” – i w tym młodym człowieku, który czasem przychodzi, którego bardzo lubię i, z którym lubię rozmawiać - najbardziej mi pewnie przeszkadza, że jest moim synem.”
Także i ja – po Ojcu czy wręcz po Ojczyźnie ? – nie pojmuję wspólnoty. Je me sens exclu de l’horde. I nigdy nie znałem miejsca w szeregu. Zawsze wybiegałem przed orkiestrę. Choć – starałem się, czy może sam przed sobą udawałem, że się staram. No ale co to był za pozór, gdy nie brałem serio – nawet perror Adama Michnika.
Tagi: Axer, Frenkiel, Gurjanow, Kawalec, Ojciec (a.kijowski), Opis Obyczajów
