Rozdz.CXII – Z ducha tańca


Pewna Grupa z Warszawy - Mistrz Pathelin ( spektakl w Dolinie Szwajcarskiej

Wróciłem wprost na XII Konkurs. Był już właściwie przygotowany. Skromniej niż przed rokiem. Dużo skromniej niż dwa lata wcześniej. Bo i pieniędzy było w sumie o ponad 20 tysięcy mniej niż przed rokiem. Wystartowałem więc w tym 2003 roku dopiero 6 lipca. W tym roku także w Lapidarium, które pod swoją kuratelę przejął już stanowczo Sebastian Lenart ze Staromiejskiego Domu Kultury.

Wracając do naszych baranów. Wróciła sprawa miejsca. Do Doliny Szwajcarskiej byłem przywiązany ale przecież nie mogłem tak w kółko tkwić pod namiotami. A czułem, że przeciwciała są dużo mocniejsze. No i z pieniędzmi wcale nie było wesoło. W rozproszeniu poprzedniej struktury Miasta wyciągałem od każdego po trochu. Dzięki Krzysztofowi Marszałkowi ciężar sponsorski przesunął się z Dzielnicy Śródmieście na Gminę Centrum ale jeszcze kapał grosik z tzw. Powiatu i z Sejmiku Mazowieckiego. W sumie byłem w stanie zebrać w granicach 180 tysięcy.

Teraz, po reformie, odebraniu dzielnicom osobowości prawnej, likwidacji powiatu i gminy Centrum i stworzeniu w to miejsce jednego Biura Kultury suma 150 tysięcy, którą Urbański zgodził się z oporami podpisać dla fundacji znajomego ( cóż z tego, że Miastu równie dobrze znanego) zdawała się kwotą astronomiczną. Dostałem więc 154 tysiące od „swoich” czyli …. O 26 tysięcy mniej niż w poprzednim roku od „wrażych”.

Czułem, że coś z tym trzeba zrobić. Że musi być jakieś „nowe otwarcie”. Nieco tylko ( co pozytywnie odróżnialo mnie od wielu) okrojona dotacja z przeznaczona była jak w poprzenim raku na wykonanie ogródka jak dotąd: w Dolinie Szwajcarskiej oraz w odrestaurowanym Lapidarium.

Pewna Grupa z Warszawy - Mistrz Pathelin ( spektakl w Lapidarium)

W trakcie XII KTO postanowiłem odarte przez Sebastaiana z całego swego wdzięku Lapidarium wykorzystać jako platformę reklamową dla Doliny Szwajcarskiej.

II Parada Dionizyjska - sierpień 2003 (XII KTO)

Skupiłem się na Paradzie Dionizyjskiej. Już drugiej. Nie było  więc powodu by nie została lepiej zorganizowana. Zgłoszeń było, wiele a wśród nich teatr tańca z Poznania. Wsiadłem w samochód, z rowerem na bagażniku i pojechałem na Maltę. Poznałem tam naprawdę nawiedzonych tańcem ludzi: Martynę i Piotra Bańkowskich i ich wspaniale roztańczoną młodzież. “Medea – moja sympatia” nazywał się spektakl, który zaprosiłem na otwarcie klasyfikowanej przez jury części konkursu.

A zaprosiłem także po to by mieć tłum zdolnych statystów do przedefilowania z Lapidarium do Doliny w niedzielę sierpniowym wieczorem. W Warszawie to niemozliwe. Po pierwszy każdy jest na urlopie. Po drugie – wpierw pyta o kasę. Przecież zadzwoniłem do Andrzeja Niemirskiego, o którym wiedziałem, że przedstawił Miastu podobny projekt:  Teatralne Parady wszystkich teatrów na wozach. Zaproponowałem współpracę. Wspólne szukanie sponsorów. Nie był tym zainteresowany. Zwróciłem się do Darka Sikorskiego aktora zatrudnionego w niedawno pwstałym Domu Kultury Śródmieście ( jeszcze nie wiedziałem, że za kilka miesięcy przyjdzie mi zostać jego szefem) i on także nie dysponował młodzieżą ( nawet tą z Lata w Mieście) by wzmocnić liczbowo Paradę.

Piotr Bańskowski

Martyna Bańkowska

Baniak jednak potrafi.  ”Baniak” czyli   Piotr Bańkowski to  tancerz, pedagog, ale przede wszystkim choreograf poznańskiego Teatru Tańca Zakręconego, artysta. Swoją przygodę z tańcem rozpoczął w 1984 roku, jak sam mówi – to właśnie wtedy powiedział sakramentalne „tak”. Niebanalny, zabawny, o niecodziennym wyglądzie i stylu bycia, człowiek, który cały jest tańcem

Mówi o sobie w wywiadzie dostępnym w internecie: Kim jest Piotr Bańkowski? -  Na pewno zwariowanym ‘old schoole’m', który bawi się swoją pracą. Moją pasją jest tworzenie, budowanie projektów artystycznych o różnym zabarwieniu. Teraz wróciłem do swoich korzeni, czyli kultury hip-hop i w niej odkrywam siebie na nowo…  Gdzieś po drodze przygody z tańcem zajmowałem się też innymi dziedzinami sztuki tanecznej np. współczesny rap dance. Próbowałem też aktorstwa, śpiewu, studiowałem muzykę, wszystko to jednak kierowało mnie w stronę tańca.

Baniak ma jeszcze znakomitą żonę – Martynę , z którą razem  pracują. Znaleźliśmy szybko wspólny język i krótko mówiąc udało mi się ściągnąć do Warszawy za jakiś symboliczny grosz (zwrot kosztów autobusu i noclegi) tłum roztańczonej młodzieży.

Do nich dołączył Artur Lis. Założyciel towarzystwa teatralnego Makata, z którym poznali mnie Konsekwentni.

Artur to świetny aktor plenerowy, aranżer ale i młody biznesmen. Umie starać się o środki unijne. Realizuje prejekty

Artur Lis (2003)

międzynarodowe. Myślę, że z czasem osiągnie pozycję nie mniejszą od obecnego króla polskich plenerów
– Jerzego Zonia z krakowskiego teatru KTO ( zbieżność skrótów z Konkuresm Teatrów Ogródkowych niezamierzona ale też nie nadużywana chyba nadto przeze mnie). Tak więc zaczął się dwunasty przegląd. Późno i spokojnie. Tak jak jedenasty.

Artur Lis na Frascati ( 2005)

Siedziałem na wsi z dziewczynkami. Na niedzielę zjeżdżałem  do miasta. Tu tylko należało zadbać o kilka plakatów, sprawdzić czy goście zakwatrerowani, jeszcze kotyliony „Braw” i „Klap”. Programy w formacie A-4 składny moim zwyczajem na pół do postaci broszuki  w Verso drukowałem ze sporym wyprzedzeniem. Słowem rutyna.

CDN – Rozdział CXIII –  Karaoke czyli wspólne śpiewanie

Tagi: , , , ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.