Rozdz. X. Ogórkowe Ogródki

Cztery konkursy i trzecia teatralna przestrzeń. Po Café Lapidarium, była kawiarenka Gwiazdeczka, potem trafiliśmy do Starej Dziekanki. Łączyło te miejsca otwarte powietrze i ograniczenie przestrzeni oraz fakt, że publiczność nie przychodziła tam do teatru po to by „zachłystywać się sztuką”. Ludzie przychodzili do tych miejsc, by się spotkać, pogadać napić kawy lub wina. Ludzie już byli. Teatr przybywał potem. I próbował zagrać swoją rolę.

Nie frekwencja zatem budziła w teatrach ogródkowych lęk organizatora i aktorów. Ona tak naprawdę zależała od pogody. Od aktorów jednak zależało skupienie uwagi publiczności na scenie. I to był właśnie zasadniczy przedmiot oceny jury. Świetnych zawodowców, którzy swoim prestiżem sprawili, że nikt w tym ogródku nie mówił, iż nie godzi się „grać do kotleta”.

A jury to: szef najpoważniejszego pisma teatralnego: „Dialogu” Jacek Sieradzki, wybitni reżyserzy i pedagodzy: Izabella Cywińska i Maciej Wojtyszko, znakomity aktor Wojciech Malajkat oraz świetny krytyk Paweł Konic .

Pawełek już nie żyje. Pracował w piśmie „Teatr”, w „Dialogu”. Współpracował z Maciejem Prusem.  Była czas jakiś kierownikiem literackim w warszawskim Teatrze Dramatycznym, a także Teatru im. Jaracza w Łodzi.  Potem – nie bez wpływu doświadczeń jakie dało mu jurorowanie w Konkursie Teatrów Ogródkowych -  przekształcił warszawski Teatr Mały w Scenę Impresaryjną. Zmarł nagle wnet po objęciu funkcji szefa Teatru Telewizji. Będzie jeszcze o nim więcej i osobno.

Idea teatru ogródkowego odrodziła się w czasach optymizmu, gdy wydawało się, że wszystko będzie po nowemu, wszystko inaczej, a gdy jednocześnie było już widać pierwsze syndromy kryzysu sztuki.

W Pierwszym Teatrzyku Ogródkowym w Lapidarium Jacka Kilińskiego nawiązywaliśmy świadomie do tradycji XIX wiecznej, kiedy to teatry Eldorado, Tivoli, Alhambra, Pod Lipką czy Pod Mostem etc. były niewątpliwą odpowiedzią na zmiany społeczne jakie dokonywały się w kraju po roku 1863.

Taką samą odpowiedzią na zmiany dokonujace się po roku 1989 były organizowane przeze mnie przedstawienia. Były one przede wszystkim propozycją pozytywną – dla tych, którzy chcieli coś robić, za takie pieniądze jakie były do zdobycia, wtedy, gdy to możliwe, takim nakładem środków jaki był osiągalny.

Teatr ogródkowy istniał dzięki hojności radnych Dzielnicy Śródmieście Gminy Warszawa Centrum. Dyrektor Dzielnicy, fundował nagrody: było 70 milionów, potem sto, wreszcie na IV Konkursie w Dziekance 14 tysięcy nowych złotych. Sponsor zwracał koszta jednego środka transportu i opłacał jedną noc w tanim hotelu w Warszawie. Dla mnie  to było mnóstwo, a przecież środki, dzięki którym organizowałem  kilkanaście przedstawień, teatrowi państwowemu wystarczyłyby ledwie na jedną większą premierę.

Czy wróci jeszcze w Polsce taki hojnie dotowany teatr do jakiego przyzwyczailiśmy się w latach politycznej posuchy i teatralnych uniesień czasu PeeReLi? Czy jedyną receptą są podobne do  tych ogródków imprezy?

Konkurs Teatrów Ogródkowych wymyślony został na lato. Wtedy, gdy w czas kanikuły gwiazdy schodzą z piedestału by odpoczywać,  szansę mają ci, którzy są skłonni, bądź wręcz muszą zrezygnować z urlopu. A,  że lato u nas coraz dłuższe i gorętsze, więc i sezon ogródkowo – ogórkowy wydłużał się nawet do czterech prawie miesięcy.

Czy to dobrze ?   Czy po czwartym konkursie ma nadejść piąty, a po piątym jubileuszowy dwudziesty piąty,  po którym już pogrzebią w powązkowskim ogródku steranego kierownika artystycznego ? Stawiałem pytanie nie wiedząc, że trzeba będzie wielkiego sukcesu piętnastolecia, by zawistnicy spróbowali jeszcze mnie żywcem pogrzebać…

Pytałem  też o to, co przez cztery pierwsze lata podczas pięćdziesięciu przeszło przedstawień pokazała nam artystyczna Polska?

Pokazała nam wolę istnienia. I chęć przezwyciężenia marazmu. Teatr ogródkowy był z pewnością jakąś formą demonstracji, manifestu artystycznego Pokolenia Solidarności. Tych, którzy powiedzieli nowemu ustrojowi „tak”. Tych, którzy zdobyli się na to by skrzyknąć się w czasie urlopu. Tych, którzy potworzyli artystyczne firmy i po czterech latach zbierania doświadczeń kilku konkursowych weteranów pieczętować  zaczynało  się godnie:  REGON-ami i NIP-ami.

Teatr ogródkowy jest niewątpliwie poszukiwaniem przez sztukę teatralną nowej formuły instytucjonalnej. W 1993 roku, jeszcze w Lapidarium , gdy najbardziej nie sprzyjała pogoda, obiecywałem zadaszenie. Dzięki panom z Polish Travel, któremu w 1995 roku Teatr Ogródkowy zawdzięczał darmowe locum na wynajętym przez nich podwórku Starej Dziekanki, kawałek płóciennego dachu pojawił się nad naszymi głowami.

„Czy za rok przyjdzie budować ściany ? Czy artyści ogródkowi będą  potrzebni ?  - Sądząc ze stale zwiększającej się liczby zgłoszeń raczej tak, sądząc z coraz większego zrozumienia władz samorządowych z panią Teresą Stanek i Markiem Rasińskim z Dzielnicy Śródmieście na czele, raczej tak, sądząc z niesłabnącego zainteresowania mediów i coraz bardziej własnej publicznośći, raz jeszcze tak. A więc <Zagrajmy to jeszcze raz>”.

Tak w 1995 roku zapraszałem na piąty Konkurs.  Ogródki są po to, by zabrakło ogórków w Warszawie - wołałem.

No i co ? – Gdy zbrakło ogródków pozostało… piwo i ogórki. O czym w czerwcu 2009 roku można przeczytać w felietonie Pawła Sztarbowskiego zatytułowanym Piwne Ogrody Frascati

Tagi: , ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.