Rozdz. XXVIII – Sahibek

Na przerwie spotkałem Sahibka, mojego przyjaciela i przybocznego w drużynie zuchów, której dowodziłem.  Andrzejek Axer ( syn Zosi Mrozowskiej i Erwina Axera) długie opadające powieki miał jakby podgrążone od napięcia czy może nawet lęku albo płaczu.  Szliśmy wąskim, burym  korytarzem łączącym szkołę podstawową nr 48 przy ulicy Sempołowskiej dwa z ulokowaną w tym samym budynku szkołą nr 43, w której mieściła się stołówka. Tuż przed drzwiami dzielącymi korytarz Sahibek chwycił mnie za rękę:

- Wiesz Mama powiedziała mi wczoraj, że jesteśmy: no … wiesz. Powiedział ze ściśniętym gardłem.

- Nie rozumiałem. Była to dla mnie informacja absolutnie abstrakcyjna. Jakby mi powiedział, że nie wiem Pani Zosia pochodzi z Francji.

-No i fajnie, czym się tu przejmować. Chyba coś tak powiedziałem.

- Jak to przecież na nas teraz napadają.

Nie znaliśmy słowa pogrom.

-Mówisz, zamyśliłem się, – Ale to przecież mojego Ojca, a nie Twojego wczoraj Gomułka wymieniał powiedziałem.

– No bo pewnie i ty jesteś też, Sahibek na to.

-  No pewnie, zgodziłem się chętnie.

Weszliśmy na teren 43-ciej.  Szkoły skautowskiej jak nazywaliśmy 263 WDHiZ działającą za murami.  My byliśmy harcerzmi drużyny kultuwującej tradycję Walterowców stworzonych  przez Jacka Kuronia odsiadującego właśnie od roku wraz z Karolem Modzelewskim wyrok za – słynny List do Partii.

Mieliśmy swoje przyrzeczenie i czerwone chusty. Przyrzeczenie brzmiało: „Przyrzekam całym życiem służyć Tobie Ojczyzno. Stawiać sprawy zastępu ponad sprawy własne. Sprawy drużyny ponad sprawy zastępu. A ideę komunizmu – ponad wszystko! „

– Tak nam dopomóż Bóg,  dorzucił scenicznym szeptem, przyjmując ode mnie to przyrzeczenie w 64 roku w Siecinie  z-ca komendant szczepu – Włodek Frenkiel. Czerwoną chustę przyjąłem klęcząc niemal, harcerskie krzyże z Inicjałami ONC (Ojczyzna, Nauka, Cnota) dorzucał Frenkiel w pociągu kiedyśmy wracali. częstując nimi z plastykowej torebki. Jak cukierkami.

No cóż. Podobno nie było uczciwego człowieka, który nie doznał ukąszenia heglowskiego i nie był komunistą. Ja zatem komunistą byłem: od 10 do 14 roku życia. Byłem także – odrzuconym.

A właściwie stałem się nim w w chwilę po wyznaniu Sahibka, gdy w naszych czerwonych jedwabnych pionierkach (dla  kadry przywoził je z Moskwy wraz z najnowszymi nagraniami Okudżawy  Saszka Gurjanow – syn inżyniera Edmunda Goldzamta ober-architekta Warszawy z czasów stalinowskich ) wkroczyliśmy na teren sąsiedniej szkoły. Pamiętam teczki, dużo teczek czarnych skórzanych po prawej stronie korytarza i dzieci odwracające się od nas plecami. Zatykając nosy wołali:

- Uś, uś, uś…  idą.

- A to chołota – zawołałem buńczucznie do Andrzejka, –  Chodź dowalimy gojom!

- Nie, lepiej nie, pociągnął mnie w stronę stołówki. – Lepiej nie zadrażniać.

Przyjażń z Andrzejem trwała długo. Wielu przyjaciół z harcerstwa wyjechało. Wyjechał nasz szczepowy uwielbiany geodeta Jurek Sarnecki – jest profesorem socjologii, mieszka w Szwecji. Rodzice Włodka Frenkla wraz młodszym synem Sergiuszem udali się do Francji, gdzie Serek ma dziś sieć stacji benzynowych. I Andrzej też wyjechał. Dopiero w 1990 wybrał Stany. Mieszka ( jak mnie pouczył Internet) w Portland, OR, gdzie kieruje ośrodkiem rehabilitacji psychiatrycznej dla osób poważnie chorych psychicznie.

Frenkiel został by stać się w czasach 15-lecia ober szefem wiekszości warszawskich lokali rozrywkowych ( Pod galerią na Chmielnej,  potem Labirynt, Klub Kon-tiki nad Wisłą, Tango&Cash, Dawne kino „Klub”) – tylko z Domu na Smolnej 9 (nb. podobnie jak Tango&Cash pod numerem 15 zaprejektowanego przez rodziców Saszki Gurjanowa)  w 2003 roku go wykurzyłem. Ale wybaczył mi to chyba jakoś – po starej przyjaźni.

Tagi: ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.