Na przerwie spotkałem Sahibka, mojego przyjaciela i przybocznego w drużynie zuchów, której dowodziłem. Andrzejek Axer ( syn Zosi Mrozowskiej i Erwina Axera) długie opadające powieki miał jakby podgrążone od napięcia czy może nawet lęku albo płaczu.
Szliśmy wąskim, burym korytarzem łączącym szkołę podstawową nr 48 przy ulicy Sempołowskiej dwa z ulokowaną w tym samym budynku szkołą nr 43, w której mieściła się stołówka. Tuż przed drzwiami dzielącymi korytarz Sahibek chwycił mnie za rękę:
- Wiesz Mama powiedziała mi wczoraj, że jesteśmy: no … wiesz. Powiedział ze ściśniętym gardłem.
- Nie rozumiałem. Była to dla mnie informacja absolutnie abstrakcyjna. Jakby mi powiedział, że nie wiem Pani Zosia pochodzi z Francji.
-No i fajnie, czym się tu przejmować. Chyba coś tak powiedziałem.
- Jak to przecież na nas teraz napadają.
Nie znaliśmy słowa pogrom.
-Mówisz, zamyśliłem się, – Ale to przecież mojego Ojca, a nie Twojego wczoraj Gomułka wymieniał powiedziałem.
– No bo pewnie i ty jesteś też, Sahibek na to.
- No pewnie, zgodziłem się chętnie.
Weszliśmy na teren 43-ciej. Szkoły skautowskiej jak nazywaliśmy 263 WDHiZ działającą za murami. My byliśmy harcerzmi drużyny kultuwującej tradycję Walterowców stworzonych przez Jacka Kuronia odsiadującego właśnie od roku wraz z Karolem Modzelewskim wyrok za – słynny List do Partii.
Mieliśmy swoje przyrzeczenie i czerwone chusty. Przyrzeczenie brzmiało: „Przyrzekam całym życiem służyć Tobie Ojczyzno. Stawiać sprawy zastępu ponad sprawy własne. Sprawy drużyny ponad sprawy zastępu. A ideę komunizmu – ponad wszystko! „
– Tak nam dopomóż Bóg, dorzucił scenicznym szeptem, przyjmując ode mnie to przyrzeczenie w 64 roku w Siecinie z-ca komendant szczepu – Włodek Frenkiel. Czerwoną chustę przyjąłem klęcząc niemal, harcerskie krzyże z Inicjałami ONC (Ojczyzna, Nauka, Cnota) dorzucał Frenkiel w pociągu kiedyśmy wracali. częstując nimi z plastykowej torebki. Jak cukierkami.
No cóż. Podobno nie było uczciwego człowieka, który nie doznał ukąszenia heglowskiego i nie był komunistą. Ja zatem komunistą byłem: od 10 do 14 roku życia. Byłem także – odrzuconym.
A właściwie stałem się nim w w chwilę po wyznaniu Sahibka, gdy w naszych czerwonych jedwabnych pionierkach (dla kadry przywoził je z Moskwy wraz z najnowszymi nagraniami Okudżawy Saszka Gurjanow – syn inżyniera Edmunda Goldzamta ober-architekta Warszawy z czasów stalinowskich ) wkroczyliśmy na teren sąsiedniej szkoły. Pamiętam teczki, dużo teczek czarnych skórzanych po prawej stronie korytarza i dzieci odwracające się od nas plecami. Zatykając nosy wołali:
- Uś, uś, uś… idą.
- A to chołota – zawołałem buńczucznie do Andrzejka, – Chodź dowalimy gojom!
- Nie, lepiej nie, pociągnął mnie w stronę stołówki. – Lepiej nie zadrażniać.
Przyjażń z Andrzejem trwała długo. Wielu przyjaciół z harcerstwa wyjechało. Wyjechał nasz szczepowy uwielbiany geodeta Jurek Sarnecki – jest profesorem socjologii, mieszka w Szwecji. Rodzice Włodka Frenkla wraz młodszym synem Sergiuszem udali się do Francji, gdzie Serek ma dziś sieć stacji benzynowych. I Andrzej też wyjechał. Dopiero w 1990 wybrał Stany. Mieszka ( jak mnie pouczył Internet) w Portland, OR, gdzie kieruje ośrodkiem rehabilitacji psychiatrycznej dla osób poważnie chorych psychicznie.
Frenkiel został by stać się w czasach 15-lecia ober szefem wiekszości warszawskich lokali rozrywkowych ( Pod galerią na Chmielnej, potem Labirynt, Klub Kon-tiki nad Wisłą, Tango&Cash, Dawne kino „Klub”) – tylko z Domu na Smolnej 9 (nb. podobnie jak Tango&Cash pod numerem 15 zaprejektowanego przez rodziców Saszki Gurjanowa) w 2003 roku go wykurzyłem. Ale wybaczył mi to chyba jakoś – po starej przyjaźni.
Tagi: Axer, Opis Obyczajów