Rozdz. XIII. O śpiewach i rymach osobno

Śpiewać lepiej czy gorzej nauczono mnie w czerwonym post-kuroniowskim harcerstwie walterowskim. Śpiew jest też może jedną z niewielu rzeczy w moim sposobie bycia, którą uprawiam spontanicznie i … bez ambicji. Mogę śpiewać w chórze, nie muszę być pierwszy i tak myślę sobie, że ten rodzaj śpiewu jest jakoś cywilizacyjnie z południem Europy związany.

Tymczasem Polacy tak strasznie, tak dramatycznie śpiewać nie chcą, ani potrafią. A jeżeli już to od razu solo, od razu popisowo. Więc się każdemu wydaje, że śpiew jest wyrazem próżności, gdy tak naprawdę wynika z poszukiwania jedności. Tego wytęsknionego unissono jakim bywać potrafi teatralna wspólnota.

Czy najpierw był Staszek Górka ze swoim tym „Drogim Lwowem”, z „Hemarem „i z „Wesołego powszedniego dnia” – nie pamiętam. Powiem tyle, że zacząłem odczuwać potrzebę „oprawy”. Tego „dzień dobry” i „do widzenia”, towarzyskiego pozdrowienia, które coraz częściej już bardziej znajomym ( przynajmniej z widzenia) niż widzom należeć się ode mnie zaczynało, spektatorom Ogródków. A, że „przemawiam” chętniej niż „rozmawiam” – przeto konwencjonalna forma piosenki była akuratna.

Zresztą tak naprawdę to zmotywowała mnie telewizja. Na piątym konkursie,  TVP 1 w osobie Andrzeja Rychcika zamówiła u mnie ( czyli w Media ATaKu ) dwa dwudziestominutowe reportaże z V KTO. Pierwszy historyczny, do którego zatrudniłem Jurka Zelnika i Romka Holca został wyemitowany. Drugi skupiony na przebiegu i werdykcie V KTO emisji w całości się nie doczekał. Istotnym powodem był ponoć fakt, że w nagrodzonym „Punchu” wyreżyserowanym przez Włodka Fełenczaka nie sposób było znaleźć pięćdziesięciu telewizyjnych ramek wolnych od słownych czy mimicznych wulgaryzmów.

Dla tego własnie nigdy w całości niewyemitowanego odcinka reportażu TV powstała ta trochę żenująca trzódka, którą na nutę przedwojennego lwowskiego przeboju ” Bo piwo lwowsk’y”  napisałem, a Staszek Górka z Wojtkiem Machickim przy akompaniamencie Zbyszka Rymarza zrobili pierwsze nagranie :

Hymn Konkursu Teatrów Ogródkowych
Dziś do ogródka zbiegła się trzódka

Z całego kraju teatralnych scen.

Tu polskie piwo warzymy żywo,

Kto tego nie wie, nie wie czy to sen.

Ref.

Teatr dla ludzi, który bawi a nie nudzi.

Teatr w ogródku

to jest właśnie to!

Tu polskie piwo pijemy żywo,

Kto tego nie wie, nie wie kto jest KTO – KaTeO !

Trochę się wstydziłem tej trzódki, choć próbowałem w następnym ‘97 roku ( bezskutecznie!) zainteresować „Żywiec”  słowem „żywo”…

Dorota Wyżynska obśmiała mnie po latach chociaż to właśnie „Gazeta Wyborcza”  przypięła piosence estradowe skrzydła. Zresztą, jeśli pamiętam to na VI konkursie ( piosenkę napisałem na finał V-ego) ważnym powodem jej wykonywania była czyjaś prośba serdeczna bym pomógł wracającej do zawodu Marcie Dobosz. Płaciłem Marcie grosze, ale może właśnie jej osoba sprawiła też, że wykonywanie Hymnu opisywano, cytowano. „Po hymnie Teatrów Ogródkowych: „Dziś do ogródka zbiegła się trzódka/Z całego kraju teatralnych scen…”, dziewczyna w kapeluszu z różyczkami, zastępująca gong, zapowiedziała śpiewająco teatr z Bydgoszczy.” pisano w „Gazecie” w roku ’97 gdy pani Dorota zajmowała się recenzjami…

No cóż dżentelmeni z damami o faktach nie dyskutują trochę to jednak dziwne jak Pani Dorota, która jurorem była znacznie później: od 8 do 11 KTO ( w latach 1999-2001) i z takim samozaparciem znosiła wymyśloną trzy lata wcześniej i dość często śpiewaną piosenkę by nagle po 10 latach ( w roku 2006) stwierdzić, że to ten tekst odrzucił ją od Ogródka.

Może jednak nie średnio ( sam przyznaję) udany tekst, tylko ewolucja imprezy, którą zapowiadał,  z wolna od kręgów Gazety Wyborczej i pani Wyżyńskiej mnie oddalały.

Imprezy coraz bardziej publicznej. Czyli ku publiczności skierowanej. Już nie dla aktorów, nie dla reżyserów i cmokierskich stołecznych krytyków,  nie dla mediów nawet, ale wprost i naprawdę -  dla Warszawiaków. Dla  Polaków, dla tych, którzyśmy może nie korzystali ze stypendiów Fulbrighta, którzy nie dostajemy środków od Sorosa, ale których z pewnością do „łże elit” się nie zaliczy. Z roku na rok to moje KTO, choć tworzone z kulturalnej tęsknoty w coraz mniejszym stopniu zaczynało pasować  do elit tak precyzyjnie enumerowanych przez Adama Michnika w jego debiutanckim zestawieniu towarzyskim zatytułowanym: „Kościół. Lewicy. Dialog”.

Towarzystwo Adama zbierało się w Alei Róż u pani Janki i Antoniego Słonimskich, u Julii i Artura Międzyrzeckich na Marszałkowskiej. Bywało też w domu mych rodziców na Jaworzyńskiej. Pamiętam jak mnie jednak zdziwiło, gdym debiut warszawskiego Demostenesa czytał, że mimo wszelkich atencji w jego koteryjnych wyliczankach nazwisko mego Ojca bardzo rzadko pada. Jakbyśmy jednak w jednej armii ale z innych regimentów pochodzili.

Towarzystwo Adama było w Alei Przyjaciół i w salonach Alei Róż.  Swoje odnajdywałem na warszawskich „Plantach”: w Lapidarium, w Dziekance, potem w położonej pod oknami mieszkania Pana Antoniego „Dolinie Szwajcarskiej”.  W plenerach. By nie powiedzieć – na bruku.

Do teatru ogródkowego zaczęli ściągać biedni, przyzwoici, raczej ubodzy inteligenci. Nauczyciele. I to niekoniecznie języka polskiego. Inżynierowie zza biurka, lekarze z przychodni. Tacy jak mąż pani Ewy Dąbrowskiej – Wojciech, emerytowany nauczyciel matematyki, który usłyszawszy w 2002 podczas XI Konkursu, że cała sala ma zaśpiewać w Lapidarium przybiegł do mnie ze swoimi pierwszymi kasetami zatytułownymi po prostu „U cioci na imieninach”.

No i nie ukrywam, że pojawił się dla mnie problem. Pytanie o jakość repertuaru.

Ruch amatorski, amatorska twórczość kojarzą mi się bardzo źle. Na ambicji amatorów przez cały okres komunizmu żerowały instytucje sztuki, którymi zawiadywali pracowicie dobierani, uzależnieni od partyjnych apanaży trzeciorzędni profesjonaliści. Działacze Towarzystw Kultury Teatralnej, Ognisk, Domów Kultury. Najgorsze towarzystwo!

Urzędnicy kultury, związkowcy. To o nich ( choć w sprofesjonalizowanej wersji) napisał Jacek Bierezin we wstępie do wydanego w 1977 roku poza zasięgiem cenzury tomiku poetyckiego „W połowie życia” – Kiedyś legitymacją pisarza były jego dzieła, dziś wielkim dziełem pisarza jest legitymacja.

To oni reprezentują czystą, wyzbytą jakichkolwiek wartości - instytucję sztuki, którą zdefinowałem u schyłku lat osiemdziesiątych, której wytoczyłem świadomy bój i oto teraz ona, ta wszechpotężna Organizacja w swych różnych wcieleniach walczy ze mną i pyta: czyją instytucję sztuki pan Panie Kijowski reprezentujesz ? - Pana Śliwonika (który z organu teatralnych amatorów jakim było wydawane przez Towarzystwo Krzewienia Kultury Teatralnej pismo „Scena” doszedł do pozycji Rektora Akademii Teatralnej), czy pana Michnika, który aspiruje do rządu dusz polskich ? Może państwa Machulskich, z ich sztuką wyławiania talentów z grona amatorskiej młodzieży. Czy też operatywnego Wojtka Dąbrowskiego, który podglądał mój ogródek i z miłego widza przeistacza się dziś w organizatora realizowanego w Krakowie ( o ironio !) festiwalu piosenki retro im. M.Fogga.

Wojtek Dąbrowski. Gwiazdor amatorskich imprez na Ursynowie i w powsińskim Parku Kultury.

Na to więc mi przyszło… W tym kierunku wybije jedno ze źródeł ogródka…

Nie uprzedzajmy jednak zdarzeń. Wszak chronologicznie odbyłem dopierow IV konkurs w Starej Dziekance. Wydrukowałem pierwszy folder i książeczkę, wykonałem kilka zdjęć. W następnym roku pracowałem nadal nad repertuarem. Zrealizowałem też dwa filmy dla TVP I. Drugi niewyemitowany po V KTO używać będę przez cały następny sezon. W trakcie VI KTO pokażę go we fragmentach i w TVP1 i w TV Polonia, a także w Polsacie.

Organizacyjnie wspomagał mnie Urząd Dzielnicy Śródmieście, pojawi się na lat kilka w roli strażniczki ogródka Małgosia Jurkowska, przemiła Agnieszka Wróblewska sprzedaje bilety. Ci pomocnicy będą przybywali i wracali, czasem z polecenia, z przypadkowego spotkania w pociągu. Czasem wakacyjnej pracy podejmą się dzieci znajomych: Mat Rzepkowski syn poznanej jeszcze w NTW Grażyny Stryszowskiej, Marysia Łyszczyńska córka szefowej harcerskiego Hufca Warszawa Śródmieście – Elżbiety Dehnel.

Przyjaciele i marzyciele – takie krążyły wokół mnie organizacje.

Tagi: ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.