Wpisy otagowane ‘Grauso’

Rozdz.XCI – Snopkiewicz albo Fala

czwartek, 5 Listopad 2009

poprzedni pierwszy następny

Snopkiewicz albo Fala, Opis obyczajów w 15-leciu.. r.XCI

Z telewizji wyzuty, z firmą bez zamówień, tylko z tym jednym letnim teatrzykiem, który pozwalał przeżyć  miesiące kanikuły  i zachować też  jakąś namiastkę publicznego istnienia,  znalazłem się w roku ’97 w kłopocie. Od likwidacji „Polonii 1” w 95, przed  czwartym, aż po  szósty (zarazem ostatni związany z Dziekanką) Konkurs Teatrów Ogródkowyxh coraz większe łączyłem z tą działalnością nadzieje. Jednak dwie zimy przetrwałem dzięki programom kręconym dla KBN-u. W drugiej serii mimo, że pracowałem już sam, na sprzęcie wynajętym od poznanego w Lapidarium Wróbla czyli Mirka Wróblewskiego, za to ze znakomitym operatorem dawnej kroniki filmowej Staszkiem Plewą – zarobiłem już mniej. Na dodatek część pieniędzy straciłem inwestując w realizację dwudniowych zdjęć w Piwnicach z Wolszczanem.

Jeszcze próbowałem trzymać się mediów. W ostatnim etapie „Polonii 1” poznałem Stefana Truszczyńskiego byłego szefa 1 pr. TVP zajmującego się w tym momencie tamże archiwami. Stefan TruszczyńskiTen skontaktował mnie z zapraszanym przeze mnie do programów z cyklu „Telewizja w Pokoju” Jackiem Snopkiewiczem. I … panowie stwierdzili, że wykorzystają moje umiejętności taniej i szybkiej pracy nabyte u Włochów. Snopkiewicz powiedziła mi wprost – żeby posiać trochę paniki w zbiurokratyzowanej Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, której własnie po raz drugi został szefem.

Jacek SnopkiewiczMianowanego w październiku 2009 roku już po raz trzeci szefem pionów informacyjnych TVP Jacka Snopkiewicza osobiście poznałem bodaj w roku 1994. Było to w warszawskim hotelu Mariott podczas  promocji „Aqua Minerale”. Były szef TAI wcinał lunch wraz z Aleksandrą Jakubowską. Ola ( tak tak, przecież to koleżanka z mojego: Boniego, Urbańskiego, Marka Karpińskiego – roku polonistyki) – była już poza TVP.  Pracowała ze mną w jednym koncernie. Jako naczelna redaktor afiliowanego przez Grauso przy Życiu Warszawy kobiecego pisma „Femina”. Snopkiewicz – zmarginalizowany, zaczynał tworzyć tzw. Akademię Telewizyjną, z którą ja z kolei byłem od 2007 do 2009 roku związany.

Snopkiewicza obserwowałem jednak od dawna.  Zapamiętałem z telewizyjnej transmisji z IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR w czasie karnawału 1981 roku obraz  energicznego 40 latka, delegata TVP,  organizatora szukających porozumienia z Solidarnością, tzw. partyjnych „struktur poziomych”. Potem oczywiście kontestatora, pierwszego szefa Wiadomości w „naszej” telewizji Andrzeja Drawicza.

ATK z Jackiem Snopkiewiczem i Krzysztofem Bobińskim

ATK z Jackiem Snopkiewiczem i Krzysztofem Bobińskim

Zaproszę go nie raz do mego programu w NTW, gdzie będzie o tych heroicznych czasach opowiadał. Jednak z czasem – coraz mniej swój, o czym boleśnie się przekonałem. Snopkiewicz pracy dla mnie nie miał czy nie chciał mieć lecz zaproponował bym jako producent zewnętrzny wykonał trzy newsy dla wiadomości. Uzgodniliśmy tematy. Dotyczyły: nowych bankomatów, jakiś systemów alarmowych , a także działań  osłonowych dla likwidowanych województw w czym ( również con amore czyli bez kasy, pomagałem Krzyśkowi Murawskiemu, który został właśnie wicedyrektorem departamentu Struktur Państwa w zlikiwdowanym przez rząd PISu w 2006 roku Rządowym Centrum Studiów Strategicznych. ). Gdzieś pędziliśmy, gdzieś podwoziłem Truszcza w okolice Otwocka, by w momencie szczerości usłyszeć:

– Podoba mi się, twoja firma, podoba mi się twój samochód, w ogóle ten układ mi się podoba.

J.Snopkiewicz, J.Onyszkiewicz, M.Chojecki, A.Drawicz i ATK

J.Snopkiewicz, J.Onyszkiewicz, M.Chojecki, A.Drawicz i ATK

A układ był najprostszy. Pogonić „kota” ! Jeśli sobie taki facecik, co pracował w telewizji u pirata wyobraża, że może być producentem czy choćby pracownikiem wielkiej państwówki, to niech się na własnej skórze przekona, poparzy paluchy – przestanie przynudzać. Na kontaktach z tymi pożal się Boże – fachowcami, na wynajmie kamery, montażu trzech newsów, których pewnie nawet nie obejrzano, nie mówiąc o skierowaniu do emisji czy zwrocie kosztów,  jakiś innych przysługach, straciłem dobrych kilka tysięcy złotych – potraktowany mniej więcej jak „rekrut” przez „Falę” … Z Włoch wyniosłem inne doświadczenia ale – co kraj to obyczaj.

Ten czas – poczynając od roku 1997: całe to czterolecie, nieprzerwanej aż po rok 2001 kadencji Jerzego Buzka i AWS-u, w pierwszym odruchu potraktowałem jako powrót do władzy formacji obywatelskiej, która wywalczyła wolną Polskę. Ten czas przyjdzie dziś nazwać okresem schyłku. Schyłku wieku, tysiąclecia i początku końca naszych marzeń. Rok 1997 to przecież także uchwalenie 2 kwietnia Konstytucji RP z przypominanym przeze mnie z katońskim uporem artykułem 54 pkt. 2 sankcjonującym koncesjonowanie, a  zarazem znaczącym kres wolności mediów elektronicznych w Rzeczpospolitej. Był to zarazem koniec moich związków z mediami. Zdecydowałem się na rolę urzędnika.

Wtedy ( w 1998 roku) – wygrałem konkurs na Dyrektora Szpitala Św. Ducha. Utrzymałem się na stanowisku bodaj z pół roku. Padłem na froncie politycznej utarczki reformowanego samorządu, wchodząc w konflikt z inercją instytucji kultury. Krótko, ledwie trzy miesiące końca roku 1999 dane mi było pracować w niszczonym przez „naszych” Cenrtum Prasowym Polskiej Agencji Informacyjnej, gdzie poznałem siłę destrukcji, którą  wnoszą połaczeni w tandem Krzysztof Czabański z wsławionym w walkach z Wałęsą Krzysztofem Wyszkowskim.

Nie wiele dłużej – rok bodaj ( na przełomie 2000/2001) dane mi było wykładać w Wyższej Szkole Dziennikarstwa, skąd trzeba było odejść niemal w dzień po zwolnieniu Rektora Antoniego Kamińskiego. Ostatnią moją medialną posadą było zarządzanie w tym samym sezonie – po Andrzeju Goszczynskim i Joli Kessler  Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.

We wrześniu 2001 lizałem finansowe rany po X Konkursie w Ołtarzach. Nic mi nie przyszło z tych czterech lat rządów, których ideę najlepiej jednak podsumował Jarosław Kaczyński hasłem TKM. (Teraz k… My). Niestety, choć czasem rzucę grubym słowem, nie byłem się już w stanie z tym zaimkiem utożsamić. ksskor_kuron-dla_atkOd Mirka Chojeckiego otrzymałem podpisane przez Jacka Kuronia zaproszenie do Konstancina na 25 lecie KOR-u. Spotkanie odbywało się na dzień przed wyborami, w których na kolejne cztery lata władza został oddana w ręce cynicznych aparatczyków spod znaku baronów Leszka Millera. Stopniowo wyzbywałem się złudzeń.

Chojecki właśnie tworzył ostatnie, jeśli nie jedyne w pełni udane dzieło swego życia czyli neo–ZBOWiD pod tytułem „Stowarzyszenie Wolnego Słowa”. Do organizacji się zapisałem. Kwit Kuronia wśród papierów do przyszłej renty czy emerytury trzymam. Tańczyć i pić na ruinach marzeń o  III Rzeczposplitej nie byłem już w stanie. Zostałem z gęsiami w Ołtarzach-Gołaczach, póki nie zostałem wezwany przez Mirka ówczesną żonę – czyli Jolę Kessler.

Jola Kessler

Jola Kessler

Wtedy  wróciłem do Warszawy by początkowo jako zastępca dzisiejszej pani konsul w Szwajcarii, dzieło Andrzeja Goszczyńskiego – twórcy CMWP – kontynuować. Zaangażowałem się w tym czasie w działania związane z przygotowywaną przez Rząd Millera „Ustawą medialną”. Naturalną. acz nigdy nie artykułowaną konsekwencją uchwalenia punktu drugiego artykuł 54 Konstytucji było wszak dążenie do spetryfikowania mediów. Działania szły trójtorowo. Z jednej strony w kręgach lewicy i ludzi Roberta Kwiatkowskiego pojawiły się, głoszone przez Jacka Snopkiewicza, także w moich programach z cyklu „Telewizja w Pokoju”, głosy o konieczności ograniczeniu dostępu do zawodu dziennikarza. Czyli stworzenia rodzaju zawodowej gildii chroniącej mistrzostwo lecz także dostępu niepowołanych do środków masowej komunikacji.

Andrzej Goszczyński  (ur.1957 - zm2006)

Andrzej Goszczyński (ur.1957 - zm. 2006)

Inni, z twórcami Centrum Monitoringu Wolności Prasy: Andrzejem Goszczyńskim i profesorem Andrzejm Rzeplińskim

Andrzej Rzepliński

Andrzej Rzepliński

tworząc swój projekt ustawy o Prawie do Informacji marzyli sobie urząd wielkiego inkwizytora, zaopatrzonego w kompetencje wykonawcze, którego zgodnie z poetyką ministerstw Orwella nazwali: Rzecznikiem Wolności Informacji.

Wreszcie, tak przez Lwa Rywina nazwana Grupa Trzymające Władzę, dążyła do takich zmian w Ustawie medialnej,  które ograniczą prywatną własność i zmniejszą konkurencję w mediach.

Z Afery Rywina pozostała kwestia „czasopism” i telewizji dla Michnika. Jednak podczas dyskusji nad nowelizacją Ustawy o Radiofonii i Telewizji najuważniej trzeba się było też  przyglądać zapisom dotyczącym tzw. Multipleksu i prób jego koncesjonowania. Przedstawiciele Telewizji Kablowych słusznie już wtedy  zwracali uwagę, że proponowane zapisy dotyczące tej sfery stanowią naruszenie prawa handlowego i ingerencję w zasady gry wolnorynkowej. Przede wszystkim jednak mogą się okazać wstępem do regulacji rynku internetowego. Rynku, który już jest przekaźnikiem radia i prasy, a w coraz większym stopniu także i telewizji, a który wraz z pojawianiem się nowych, niekomputerowych powszechnie dostępnych i tanich końcówek internetowych ( dekodery cyfrowe, czytniki e-book i mp3) staje się dziś praktycznie totalną formą dystrybucji słowa, dźwięku i obrazu.

Rynek internetowy będzie się musiał, co naturalne skonsolidować i skoncentrować. Jednak tutaj, podobnie jak na rynku cyfrowych częstotliwości satelitarnych nie można już mówić o jakimkolwiek limicie dostępnych kanałów dystrybucji, które sankcjonowałyby ich koncesjonowanie.

Obrona swobody rynku internetowego, prywatnej własności, zabezpieczenie prawa do swobodnego wyboru informacji i nieograniczonego prawa jej udzielania, odrzucenie jakichkolwiek koncesji na rynku mediów elektronicznych, jest jedyną formą uchronienia demokracji: tego, co własne czyli – nasze.

Katarzyna Synowiec

Katarzyna Synowiec

Sesję poświęconą Ustawie Medialnej z udziałem Roberta Kwiatkowskiego i Piotra Niemczyckiego współorganizowaną przez kierowane przeze mnie Centrum Monitoringu Wolności Prasy, z Jankiem Skórzyńskim, ówczesnym zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” zorganizowałem już z pomocą Kasi Synowiec, którą w pewnym sensie otrzymałem w spadku od premiera Buzka.

Bowiem w trakcie drugiego czy trzeciego pobytu w Częstochowie nagle zmieniły się plany premiera i okazało się, że muszę wracać do Warszawy – pociągiem. BOR-owy kierowca odwiózł mnie uprzejmie na dworzec. Wskoczyłem w ekspres niemal w biegu, by w przedziale spotkać kolejne wcielenie Hermiony czyli przystojną, ambitną, rezolutną Katarzynę Synowiec, jak się po kilku minutach rozmowy okazało studentkę nauk politycznych w Warszawie.

Pociąg pędził jak burza. Nadzieje wracały – jak fala…

CDN.

Csatówna & Co  – czyli kompleks  Hermiony, Opis…r.XCII

Rozdz. LXXXIX – Kwaśniewski czy Blida a Cyfra nadchodzi

środa, 28 Październik 2009

poprzedni pierwszy następny

Nadzieje na wznowienie nadawania okazały się jednak płonne. Dziennikarze zatrudnieni w Nowej Telewizji Warszawa stracili pracę. Ja też byłem zatrudniony w NTW lecz praktycznie już jako dziennikarza całej sieci. Co dalej?

– Co dalej ?, zastanawiał się nie pomału zdumiony rozwojem wydarzeń Michał Janczarek. Włosi nie mogli wycofać się z dnia na dzień. Mieli wszak podpisane kontrakty reklamowe i by je zrealizować – musieli wynająć satelitarny transponder. A zatem – przesiedliśmy się na satelitę. Tego, na którym stacja ta pod zmienionym już logo i w całkowicie innym układzie programowym do dziś dnia nadaje. Było już zresztą kupione i właśnie urządzane przez Włochów Studio na Podskarbińskiej w budynku dawnego Kina 1 Maja.

ATK przed Studiem na Podskarbińskiej

ATK przed Studiem na Podskarbińskiej

Było wciąż „Życie Warszawy” osadzone przez Włochów w dawnej siedzibie Kina Klub przy Armii Ludowej. Decyzja o zrezygnowaniu z inwestycji do prostych nie należała.

Przez Janczarka czułem się w tym momencie nieco oszukany – finansowo. Wymyśliłem Wałesę, odbyłem spotkanie.  Jak twierdzili wtajemniczeni Michał z Kinaszewskim zarobili na tym krocie. Ja – ani grosza. Serio ! Gdy mi bowiem  Janczarek zaproponował honorarium bodaj dwa czy trzy razy większe niż otrzymywali asystenci, czyli nie więcej niż kilkaset złotych za wejście na wizję – po prostu parsknąłem śmiecem.

Wiesz. powiedziałem. To jest mój pomysł, żniwo dwuletnie pracy i szansa. Nasza szansa na koncesję, pozycję na rynku i miliony. Nie zrezygnuję z programu dlatego, że proponujesz mi grosze. I ty świetnie wiesz, że zrobię to „PRO Grauso bono”. Ale wolę by było jasne, że robię to darmo niż przyjmować ochłapy. Mam nadzieję, że jak program wyjdzie wrócimy do sprawy.

– Jak sobie chcesz powiedział Michał, jeszcze w czerwcu przed audycją, a gdy wróciłem do tematu po nagraniu. Westchnął teatralnie.

– No i co ja z tego mam ?  Grauzo wydał setki tysięcy dolarów na transponder, prezydent wkurzony, budżet skończony. Nawet nie skomentowałem. Uznałem, że musiałem zapłacić frycowe. Zresztą to był lipiec ’94. Przed rozmową z Kołodziejczykiem czy Zollem – jeszcze nie wierzyłem, że nas zamkną.


Rozdz.LXXXVII. Solorz i Grauso – wojna o kasę.

czwartek, 22 Październik 2009

poprzedni pierwszy następny

Solorz i Grauso –  wojna o kasę. Opis obyczajów…r. LXXXVII

Zostałem praktycznie sam. Stacja rosła w siłę. Oglądalność mierzona przez instytut Nielsena sięgała 8 840 000. Stawiało to stację na drugim miejscu  w kraju po programie pierwszym TVP, a przed publicznym programem drugim. Szczególną popularnością cieszyła się nasz telewizja wśród dzieci i młodzieży, w godzinach popołudniowych oglądało nas średnio 761 000 widzów w wieku od lat 4 do 15. Dochody z reklam rosły proporcjonalnie. Publiczna redakcja stołeczna Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego przekształcanego właśnie w Warszawski Ośrodek Telewizyjny (WOT) przy naszej Nowej Telewizji Warszawa – nie istniała prawie.Oglądalność Polonia 1

Konkurencja dostała szału. „Gazeta Wyborcza”, która jeszcze niedawno z sympatią wspominała przedsięwzięcia Komara i Chojeckiego zaangażowana teraz bodaj najsilniej w projekt „Antena 1” Mariana Terleckiego przystąpi do generalnego ataku na Grauso publikując 13 listopada 1993 kolejny ( piewszy ukazał się 22 maja) paszkwilancki artykuł Anny Bikont. Śródtytuły poszczególnych artykułów Gazety były zaiste urocze: „Na początku była chała”, „Z ręką w nocniku”, potem jeszcze w Mikołajki, na jubileusz rocznej działalności mojej stacji: „Mydlane NTW”.


Rozdz. LXXXVI – Z Matką Teresą i Księciem Karolem – dziel i rządź!

wtorek, 20 Październik 2009

poprzedni pierwszy następny

„A Teraz Konkretnie” zyskiwało renomę. Bez oporów zaproszenia przyjmowali tak aktualnie sprawujący urząd ministrowie jak Boni, wojewodowie jak Bohdan Jastrzębski

A.T.Kijowski z Bohdanem Jastrzębskim czy bohaterowie zasłużeni w budowaniu tego, co lubiłem okreslać mianem „młodej demokracji’. Odwiedzili mnie wszyscy nasi herosi przemian: Zbigniew Bujak i Leszek Balcerowicz czy Bronisław Geremek, a także „nasi” premierzy od Jana Krzysztofa Bieleckiego, poprzez Jana Olszewskiego, Hannę Suchocką na wspomnianym Tadeuszu Mazowieckim nie poprzestając.

ATK z Bronisławem Geremkiem
ATK z Bronisławem Geremkiem

Nie zauważyłem jak minął rok. Codziennie trzy newsy, trzy razy w tygodniu debata. Codziennie minimum trzy newsy. Zasadniczo wszyscy mieli robić wszystko. Nie było więc materiału jakiego bym nie robił. I – Miasto, i Ekonomia, i Kultura, nawet Sport, lecy jak już wspominałem – tylko ostatecznymi czasami. „Wiadomości Warszawskie” podzielone były na takie cztery, średnio pięcio minutowe bloki przedzielone reklamami. Gdy ustawa zabroniła wkładania reklam z takim natężeniem części dzieliliśmy znakomitymi muzycznymi videoklipami.

ATK & Jan Olszewski - A Teraz Konkretnie
ATK & Jan Olszewski – A Teraz Konkretnie

No a poza tym nikt nie bronił organizować debaty. Początkowo to były Rozmowy o Sztuce i Debata  Warszawska, odwiedzania przez artystów, urzędników, architektów. Ludzi tak związanych z Warszawą jak choćby Władysław Szpilman, z którym – nie znając jego życiorysu Pianisty przez lata jadałem obiady w Związku Literatów. Nawet z jego synem Andrzejem, dziś stomatologiem gdzieś w Niemczech zbieraliśmy się w latach siedemdziesiątych  do wspólnego  pisania piosenek. Miałem podpisywać się Dichter żeby się ze Szpilmanem komponowało. Odwiedziłem wtedy dom pana Władysława. Zrobił na mnie wrażenie fortepian i dedykacja Rubinsteina na fotografii.  potem od ojca usłyszałem, że to  autor stalinowskich szlagierów  i koniunkuralista ale  także przyzwoity kameralista grający z zespołem Kwintet Warszawski.

ATK z Władysławem Szpilmanem ( Pianistą)
ATK z Władysławem Szpilmanem ( Pianistą)

o Warszawkiej Operze Kameralnej z Ryszardem  Perytem, a o łażeniu po górach, ze świetnym alpinistą i  znakomitym historykiem, dziś członkiem Kolegium IPN-u – Andrzejem Paczkowskim.

A.T.Kijowski i  Ryszard Peryt

ATK z Ryszardem Perytem

Otwarte Studio poświęcane, a to miłośnikom zwierząt domowych, homeopatom, czy rowerzystom, strażakom lub tajemnicom Pałacu Kultury. Kilkadziesiąt powstało takich rozmów zatytułowanych „Kto pyta niech przyjdzie” – początkowo stricte lokalnych, z czasem stających się fragmentem ogólnopolskiego magazynu emitowanego w całej sieci „Polonia 1” zatytułowanego „Telewizja w Pokoju”.

Z dnia na dzień jednak coraz m


Rozdzz. LXXXIII – Chojecki i Komar czyli co nam zdrady…

piątek, 2 Październik 2009

poprzedni pierwszy następny

I zbudowali ten gmach, gdzie kolumny

Są charaktery.

A każdy sam jest, i że sam, to dumny,

Król swojej sfery

(C.K.Norwid „Do Pani na Korczewie” – 10)

Słońce przebiło się przez zasłonę. Na Długiej miałem piękne, jasne, przestronne mieszkanie. Położone na posesji dawnego konwiktu Teatynów sprawiło, że miałem wrażenie iż mieszkam w tym kubie przetrzeni, gdzie kształcił się był Stanisław August Poniatowski – absolwent tej szkoły. Był jeszcze jeden balkon, gospodarczy skierowany w stronę północy ku wieży Intraco. Z okien było widać wznoszący się po dwudziestoletnich perturbacjach ze śladami po Synagodze Błęktny wieżowiec. Nieco na  południowy-wchód płaski dach Teatru Wielkiego. W tle wieżyce pałacu

Długa od strony Freta  z Kolegium  Teatrynów w perspektywie po prawej stronie ulicy

Długa od strony Freta z Kolegium Teatynów w perspektywie po prawej stronie ulicy

Kultury. Dalej zza dwóch wysokich topoli wyglądała Kolumna Zygmunta. A w tle jakieś szare świeciło w perspektywie sinej – Miasto Stare…

Słońce świeciło, ogrzewało zamykaną loggię i moją drogę z domu do parkingu na ulicy Bugaj, gdzie trzymałem mojego steranego Malucha. Biegłem mimo najmniejszego domku w Warszawie, w którym kupowałem gazety. Czasem przysiadałem przy kawiarence „Pana Michała”. Tam, niby prawdziwy żabojad zamawiając „un express’ szybko przerzucałem gazetę by już w pracy nie napawać się na oczach kolegów z Newsroomu satysfakcją z odnajdowania swego nazwiska obok coraz to nowych telewizyjnych programów.
Spotkanie z Michałem Komarem u Büchnera zaowocowało poznaniem daty castingu do Nowej Telewizji Warszawa.