Rozdz. XXIV Genius Loci

Gdzieś na początku 98 roku dowiedziałem się, że Dziekanka idzie do remontu.

500""
Tym samym układ w jaki zostałem wprowadzony przez urzędników i ajentów traktujących mnie jak tę pianę od piwa uległ rozbiciu. Nie miałem już sojuszników poza prasą i ciągle jeszcze bardzo nielicznymi Wiernymi Widzami, którzy czasem potrafili dzwonić do mnie zimą z pytaniem o lato.

Rok 1997 dobiegł końca. Bocheńska oczywiście wybory parlamentarne przegrała. W samorządzie miejskim zawiązał się sojusz Unii Wolności z SLD reprezentowany w Dzielnicy Śródmieście przez Marka Rasińskiego, Teresę Stankową i kontrasygnowany przez radnego SLD: Przemysława Zająca. Ten asystent, któregoś z postkomunistycznych posłów, zastąpiwszy mnie w 1994 roku na stanowisku Przewodniczącego Komisji Kultury Dzielnicy Warszawa Śródmieście trwa na posterunku czwartą już ( a w Waszawie, po epizodzie Zarządu Komisarycznego i wyborów 2000 roku)  nawet piątą kadencję.

Jan Paweł Gawlik

Jan Paweł Gawlik

Zatem Dziekanka do Remontu. Wspomniałem Jana Pawła Gawlika twórcę renomy Starego Teatru. Około 1970 roku, gdy byłem uń z Ojcem po premierze „Dziadów” Mickiewicza w inscenizacji Swinarskiego Jean Paul był przerażony, gdyż: Teatrowi – jak nam wyznał -  groził remont.

I skąd ta prawidłowość znana ? Im większy sukces odnosi kształtująca się wokół instytucji wspólnota, tym większy niepokój powstaje wśród urzędników pragnących za wszelką cenę rozpędzić zgromadzenie. Pamiętam jak Jan Paweł mówił Ojcu, że właściwie jako dyrektor ma tylko to jedno zadanie – chronić genius loci przy placu Szczepańskim. Nie dopuścić do zamknięcia budy. Teatr raz zyskawszy dobrą opinię tworzy się właściwie sam. Byle go tylko nie „naprawiać”.


Oczywiście to “sam” – w PRLu co innego znaczyło. W istocie nie dotyczyło braku pieniędzy. W ramach powszechnie akceptowanej biedy swoistych problemów finnasowych sztuka nie miała. Nie było  zagrożenia instytucji. Panowało poczucie bezpieczeństwo warunkowane jedynie – konformizmem wobec ustroju. I ten konformizm lub jego brak czy też granice kompromisu leżały u podstaw w sumie artystycznie płodnego dylematu. Problemu prawdy, swobody artystycznej wypowiedzi, słowem –  walki z cenzurą.stary_teatr15

Wspólny za to PRL-owskim i współczesnym czasom był problem wieczysty i nie tylko pewnie polski. Problem, który znał Wyspiański, któremu radni odmówili dyrekcji Teatru Słowackiego, z którym borykał się J.P. Gawlik, doświadcznie które nie ominie żadnego teatralnego antreprenera – zmora miejskiego urzędnika.

Tagi: , ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.