Rozdz. XX. Marna pamięć Jerzego Koeniga

Zdaniem Komisji Konkursowej, która w 2003 roku odmówiła mi prawa rywalizowania z imiennikiem Januszem Kijowskim ( zaprzyjaźnionym z ówczesnym Ministrem Kultury Waldemarem Dąbrowskiem) w konkursie o fotel Dyrektora  Teatru Dramatycznego w Olsztynie – nie mam wykształcenia artystycznego czyli tytułu mgra sztuki. Mam wykształcenie wysokie jak stwierdzł wicemarszałek sejmiku jednak nie adekwatne. Niewątpliwie wykształcenia senso stricto artystycznego nie miał ani Leon Schiller, ani Arnold Szyfman ani… Jerzy Koenig, ostatnio przez lata Dyrektor nawet Starego Teatru w Krakowie. Mam za to wykształcenie takie jakiego (w uzupełnieniu studiów polonistycznych) udzielali mi  w Szkole Teatralnej właśnie wymieniony Jerzy Koenig, Zygmunt Hubner, Alekander Bardini, Erwin Axer ( jeszcze jakieś polskie nazwisko…?).

Otóż szczerze powiedziawszy robiąc, w ramach indywidualnego toku studiów polonistycznych te moje 300 godzin w Szkole Teatralnej na Reżyserii -  najmniejszą miałem ochotę wstawać na ósmą rano by słuchać stękania Koeniga o Meyerholdzie czy Wachtangowie. Zależało mi na zajęciach praktycznych. Ale wtedy powiedział mi Ojciec:

- Jędrek! Czas szybko płynie, ani się obejrzysz a będziesz gdzieś z Koenigiem pracował. Bo on jest wszędzie! A to wyjątkowa menda. I jeśli teraz zlekceważysz jego zajecia on zauważy to, zapamięta i wypomni po latach.

No cóż, więc wstawałem skoro świt. Co i tak nie na wiele się zdało. Ojciec się nie pomylił, pracowalismy już wkrótce razem. W Stanie Wojennym spotkałem się z Koenigiem razem w tejże Szkole Teatralnej, do której zatrudnił mnie nieszczery komunista ale przyzwoity Polak Zygmunt Hintz. Nie odczuwałem (do Koeniga) specjalnej wrogości, acz o pobratymstwie dusz trudno w tym wypadku mówić. Kiedyś, dumny z mojego 6 letniego malucha w szczycie kryzysu paliwowego (kartki!) i w mrozy wiozłem pana Jerzego do domu gdzieś na Ursynów. Starałem się mieć tę klasę by nie pamiętać o reglamentacji. Nie było w tym lizusostwa. Przeciwnie jakiś -  pański gest. Koenig się certolił, że coś tam do metra czy przystanku. A ja powiedziałem, że to nie problem, a zresztą samochód musi się rozgrzać i na dłuższej trasie efektywnie mniej pali. – „Trochę to faryzejskie”, rzucił Koenig spod nosa. Zapamiętałem na życie.

Inni go lubili: Wanda Zwinogrodzka, Marek Piekut, Janusz Majcherek. Wydawało się wtedy, że stanowimy paczkę. Rozlazło się to potem, gdy w grę weszły kariery i układy. Wandy rozjazd z Majcherkiem. I jakiś wypad do Radziejowic bodaj, na którym nie znająca mnie jeszcze wówczas swieża minister kultury – Iza Cywińska rozdawała teatralne karty. Wanda ponad rok była recenzentką teatralną „Gazety Wyborczej” dopóki nie ośmieliła się skrytykować Wajdy. Sieradzki utrzymał posadę w „Dialogu”, (uzyskał ją jeszcze za poźnej komuny po śmierci Konstantego Puzyny). Pismo „Teatr” objął zaprzyjaźniony z Koenigiem Andrzej Wanat z grupą młodzieży. Może znalazłoby się tam dla mnie mniejsce, gdybym „w pierwszych słowach mego listu” nie wypowiedział się negatywnie o łódzkim „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego w reżyserii  Macieja Prusa, u którego kierownikiem literackim w „Teatrze Dramatycznym” wkrótce Paweł Konic zostanie. No i gdybym nie ćwiczył marnymi ocenami bystrej acz niedouczonej młodzieży, która jak Igor Janke, Dominika Wielowieyska, Natalia Adaszyńska czy Agnieszka Celeda -. wnet będzie miała wielki wpływ w środowiskach. Tej rady mi już Ojciec dać nie potarfił. A była to zdaje się właśnie Koeniga ewangelia: uważajcie na uczniów i dzieci. Będziecie jeszcze od nich zależeć.

Dla mnie miejsca nie było. Nie należałem do Układu choć byłem z Towarzystwa. Więc kiedy zaproponowałem Koenigowi by potwierdził pisemnie umowę, że przyzna jako dodatkową nagrodę na Konkurs Teatrów Ogródkowych możliwość wskazania przez , nader przecież kompetentne jury, przedstawienia godnego realizacji w Teatrze Telewizji – uwierzyłem, gdy mnie zapewnił, że w tym wypadku wystarczy „gentelmeent agrement”.

Jury była istotnie kompetentne. W pierwszym roku nie znalazło godnego nagrody zespołu i premii nie przyznało. Jednak w  drugim  roku czyli na VI KTO  nagrodę specjalną w postaci rekomendacji do realizacji przedstawienia  w Teatrze Telewizji otrzymał Teatr Tradycyjny z Krakowa za spektakl „Długi, szeroki i Krótkowzroczny”. Szczególnie zachwycił jurorów Juliusz Grabowski w rewelacyjnej roli Królewny Złotowłosej.

Krótko dziś mogę tu skwitować krzywdą Hankiewiczów – Jerzy Koenig pozostawił mi po sobie raczej marną pamięć – dżentelmenem też nie był!

Tagi: , ,

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.