To był zarazem pierwszy felieton radiowy z jakim zaprosiła Mnie Iwona Smolka do II pr. PR.Skoncentrowałem się i od tamtej chwili datowała się nasza współpraca, która trwała prawie dwa lata. Jakoś zamarła, gdym biegał z piracką przepaską Grauso na medialnym oku lecz odrodziła się, gdy kierowałem Domem na Smolnej, w którym Iwona ( do dziś) prowadzi Biesiady Literackie.
Do radia został także wtedy zaproszony Piotrek Bratkowski jako przedstawiciel Środowisk Twórczych. W efekcie został nawet radnym Sejmiku zaszczycając obecnością bodaj jedną sesję…
Piotr jest synem reżysera teatralnego, o którym, gdy mój ojciec wraz z Andrzejem Szczepkowskim opuszczali w 1968 roku Teatr Dramatyczny śpiewaliśmy na melodię „Samosierry”:
Skoczył wnet Szczepkowski, zabił kirasjera,
ale Jan Bratkowski zniósł z siodła frajera.
Bo właśnie Bratkowski ojciec (całe życie związany głównie z Teatrem Telewizji, wykładający też na łódzkiej filmówce) – został wówczas nowym szefem teatru.
Andrzej Szczepkowski podał się do dymisji po tym jak polecono mu zwolnić mego Ojca z posady kierownika literackiego. Zrezygnował zarówno z funkcji dyrektora Teatru Dramatycznego jak i przewodniczącego Związku Zawodowego Aktorów przy CRZZ.
Zwolnienie mego Ojca było karą za marcową rezolucję pisarzy, pióra Seniora. Szczepkowski zdecydował się wykonać osobiście polecenie partyjne chciał bowiem zapewnić moralny komfort swemu zastępcy i przyjacielowi – Mieczysławowi Marszyckiemu. Świetnemu organizatorowi, który ubezpieczony w ten sposób przetrwał w Dramatycznym dwadzieścia lat.

Mieczysław Marszycki? – Urodzony we Lwowie w 1923 roku, zmarł w roku 2006. – Też dylemat. Organizator, kunktator. Stworzył Warszawskie Spotkania Teatrealne lat 70-tych. Potem w Stanie Wojennym w szczycie aktorskiego bojkotu nie zawahał się ( wraz ze wspominanym J.P.Gawlikiem) – przyjąć posady dyrektora tzw. Teatru Rzeczpospolitej. Miał to być rodzaj sceny kolaboracyjnej. Marszycki jednak idealnie rozmydlił instytucję skłaniając partyjnych ideologów do wydania jakichś orgiastycznych pieniędzy na zaprosznie w 1983 roku spektakli w ramach z Festiwalu Teatr Narodów. Sprowadzając do Stodoły Tadeusza Kantora z „Umarłą Klasą”. I tyle, zanim się zorientowano, stan wojenny minął, bojkot też słowem – świeczka zgasła.
Kim zatem był Marszycki ? Mało wiadomo. Ogłaszam research. Na czym polegała jego potęga? Jakie miał zaplecze – jakie lobby za nim stało ? I czy to jego
znajdujemy w składzie polskiego dywizjonu 315 w czasie II Wojny Światowej ? Rocznikowo by pasowało ? – Podobny ?
Wracając do radnych, nominatów, Bratkowskich…
Wszystko wskazywałoby na to, że nie należymy z Piotrem do tego samego środowiska.
Wszystko wskazywałoby na to, że nie należymy z Piotrem do tego samego środowiska. Nie wiem nawet czy pochodzę z tego samego świata, co dużo przyjaźniej zawsze ku mnie nastawony przedwcześnie zmarły Paweł Konic
To też syn reżysera znanego głównie ze „Stawki Większej Niż Życie”, którą Andrzej Konic realizował na przemian z Jakubem Morgensternem. Paweł miał jakieś niezwykłe środowiskowe oparcie. Przemiły człowiek, acz chłodny. Jak sam wyznał w jakiejś ze mna szczerszej rozmowie nie miał zwyczaju „zaglądać innym w lewą komorę”. Paweł pelnił cały szereg funkcji teatralnych: był redaktorem „Teatru”, potem „Dialogu”, kierownikiem literackim „Teatru Dramatycznego” w okresie dyrekcji Macieja Prusa. Wtedy zaprosiłem go do jury konkursu, nie wycofując ku jego zdziwieniu zaproszenia nawet wtedy, gdy na czas jakś straci wszelkie formalne tytuły. Będzie jeszcze Pawełek współpracował z tymże Marszyckim kierując z nim wspólnie przerobionym na scenę impresaryjna „Teatrem Małym”. Wreszcie umrze nieoczekiwanie i młodo – na raka mózgu jako Redaktor Naczelny Teatru Telewizji, które to stanowisko objął po Jacku Wekslerze.
Przyglądam się dziś z perspektywy 55 lat przeżytych, 33 poświęconych pisaniu i 15 sezonów oddanych Ogródkowej rozsadzie, patrzę na moje teksty i produkcje tworzone w tych krótkich momentach, gdy dopuszczano mnie do kulturowych środków produkcji i pytam: dlaczego mili skądinąd ludzie mogą być ponad potoczne oceny jak Marszycki, któremu nikt nie miał za złe kolaboracji. Ponad powinność ( jak Piotr Bratkowski, który zmarnował środowiskowy mandat radnego, dopuszczając do karygodnej działalności samozwańczego „artysty samorządowego” Jerzego Zassa). Ponad twórczość jak przemiły Paweł, jeden z grona, jak mi o sobie kiedyś bodaj Roman Zimand powiedział: autorów książek nienapisanych.
Pytam czemu nie są samozwańcami ? Kto daje im prawo ustawiania i bycia postawionymi ? Stanowiska w licznych redakcjach, w których pracował Bratkowski, w najpoważniejszych instytucjach kultury, którymi zawiadywał Paweł ?
Tagi: Konic, Marszycki, Opis Obyczajów