Wpisy otagowane ‘Machnicki’

Rozdz. CV – Lech Kaczyński plus Janusz Pietkiewicz równa się – Całe to Bizancjum

czwartek, 3 Grudzień 2009

poprzedni pierwszy następny

Udział w tym „rykowisku” pod Bella Center 13 grudnia 2002 nie był to wcale koniec mych zatrudnień owego roku. Wszakże ku memu zdumieniu nie żaden Olechowski lecz „moi” przyjaciele Lecha Kaczyńskiego znaleźli się w mieście u władzy. Andrzej Urbański został zastępcą prezydenta miasta ds. kultury. Od pierwszych dni grudnia pełniłem funkcję jego nieformalnego doradcy.

Wszyscy uważali, znając nasze relacje, że wkrótce obejmę jakąś ważną w mieście posadę, a przynajmniej moje ogródki urosną do należnych rozmiarów. Gdy sobie dziś przypominam nasze ówczesne relacje muszę przyznać Urbańskiemu, że wyraźnie chciał ze mną pracować i skorzystać z doświadczenia, także samorządowego, którym dysponowałem. Przypominam sobie nasze spotkania jeszcze na placu Konstytucji, gdzie po wygranych wyborach lecz jeszcze przed wkroczeniem na Miodową do Urzędu Miasta miał gabinet.

- Dawaj festiwal, powiedział mi pierwszego dnia. Dałem. Poczem nigdy już do tematu nie wrócił. Potem, odkrywszy zasiedzenie profesora Durki, który zresztą wnet po 50 latach piastowania tej funkcji zdecydował się odejść na emeryturę ,  zastanawiał się czy nie powierzyć mi Muzeum Warszawy do którego m.in. należy staromiejskie Lapidarium. Wnet jednak stwierdził, że wokół obsady tego stanowiska zbyt wielkie panuje wśród varsavianistów zdenerwowanie. Tylko posady szefa biura kultury ani przez moment mi nie proponował konsultując ze mną jedynie, jak już wspominałem kolejne, stuprocentowo koszerne warianty. Zorientowałem się wnet, iż Andrzej musiał poczuć jakiś nieprzewidywany dotąd opór. Okazało się, że wbrew pozorom nie jestem wcale tak dobrze osadzony w środowisku. Nie tak organicznie jak pewnie sądził. Owszem Senior był i pewnie pozostaje autorytetem dla kręgów Gazety Wyborczej i Okolic Tygodnika Powszechnego. Ja z wiekiem coraz bardziej – „wyrodny”…  Tyle, że po śmierci – atencja nic nie kosztuje… Gdyby jednak żył ? Gdyby tej wolności doczekał ? Czy w rządzie Mazowieckiego, zamiast Cywińskiej likwidowałby przywileje dla plastyków, którym komuna przydzielała pracownie (często na niezłe mieszkania) i kategoryzował teatry czy może byłby dziś wyklęty i na marginesie?  „Pan to jest takie „dziecko przez ptaka przyniesione”…” ostrzegała wszak Seniora w ’68 roku pogardzana Halina Auderska[1]. Ojciec pisał o niej, że „głupia baba i najpodlejsza na świecie” [2] – czy aby się nieco nie mylił ?

Po prawdzie nie wiem czy problem jest we mnie czy w środowisku samym. We mnie, jak mi często zarzucają, w jakichś moich nietaktach, nadmiernych szczerościach, może braku wdzięku, w tym, że jak mi to kiedyś dosadnie powie Urbański: nie buduję układu. Inaczej – nie budzę sympati.   Czy jednak chodzi po prostu o środowisko? O to, że ci, którzy tworzą opiniotwórcze kręgi artystycznej Warszawy dobierają się wg klucza, w którym nie ma miejsca dla czysto polskiego inteligenta,

syna pisarza pochodzącego z Krakowa.

Andrzej Urbański
Andrzej Urbański

Wyobrażał sobie Andrzej, że będę tą osobą, która zapewni Prezydentowi Kaczyńskiemu dobre relacje ze środowiskiem artystycznym.

- Zacznijmy od wigilii zaproponowałem, niech spotkanie ma tę aurę jaką gwarantuje duszpasterstwo środowisk twórczych i ks. Wiesław Niewęgłowski. Bardzo się to Jędrkowi spodobało.

- Tylko bez pompy prosił, najskromniej, wręcz w jakimś domu dziecka byłoby najstosowniej. Dom Dziecka, domem dziecka ale znalazłem miejsce idealne. Lokal Muzeum Historycznego M.st. Warszawy, który jest dość ciepły no i nic nie kosztuje Prezydenta bo to lokal miejski. W czasie gdyśmy z Kasią bujali po Danii, druga moja pracowniczka pani Iza Pieczykolan siedziała w Urzędzie Miasta pracując nad przygotowywaniem Wigilii. Tu już nie obyło się bez zgrzytów. Najpierw duszpasterz Środowisk Twórczych X. Wiesław – pleno titulo, którego umówiłem na uroczystość obraził się, że pominąłem mu dra przed nazwiskiem tytułując prezydenta Kaczyńskiego profesorem. Z tym poradziliśmy sobie przy pomocy Ani Jedlińskiej poprawiając w firmie Cezan zaproszenie w jedną noc. Jednak w czasie mego pobytu w Kopenhadze urzędnicy z Januszem Pietkiewiczem na czele dowiedzieli się o wigilijnych planach. No i zaczęło się, jak je po czterech latach odchodząc ze stanowiska Kanclerza Rzeczpospolitej Urbański określi: „całe to Bizancjum”.

Janusz Pietkiewicz to potęga. Impresario nie znający granic rozmachu. Skądinąd człowiek miły, obyty, znający języki z włoskim na czele. No i ma wdzięk. W obronie jego posady w Mieście dzwonili jak mi relacjonował Urbański wszyscy: od Kurii po Gminę czy postkomunę, z której to rąk dwukrotny szef Opery Narodowej, dziś jeden z kandydatów na fotel Telewizji Publicznej, późniejszy wreszcie już za Kaczyńskiego nowożytny Muchanow czyli Dyrektor Miejskiego Biura Teatrów stanowisko w strukturze miejskiej w jakimś 1999 roku otrzymał.

Janusz Pietkiewicz

Janusz Pietkiewicz

Nie szło z nim walczyć. Więc przeniesiono całą imprezę na Zamek Warszawski z elementami dekoracji i zaprojektowanymi do Muzeum Historycznego występami. Piękna instalacja anielska i artystyczna choinka wykonana przez Grzegorza Stachańczyka oraz występ grupy Pod Górkę

z fragmentami Schillerowskiej „Pastorałki”. „Kolęda na 4 głosy” zupełnie z innej niż zamkowa były bajki, ale po to się miesza, by namieszać.

Monika Świtaj, Wojciech Machnicki i Stanisław Górka

Monika Świtaj, Wojciech Machnicki i Stanisław Górka

Namieszali więc urzędnicy tak skutecznie, że ludzi też przyszło niewiele. Staszek Górka z Moniką Świtaj dokonali cudu radząc sobie jednak z koszmarną akustyką Zamkowej Sali Wielkiej, a pan prezydent Kaczyński … zachorował na gardziołko pozostawiając Urbańskiemu pełnienie honorów domu na tej  artystycznej Wigilii. Kolejna zmarnowana szansa i niepotrzebna  praca to napisana przeze mnie dla Kaczora mowa. Życzenia Bożonarodzeniowe. Nigdy niewygłoszone, może nawet niedostarczone – oczywiście nie opłacone, zatem już tylko moje.  Niech więc dziś dokładnie w siódmą rocznicę ich napisania (3.XII.2002) – w czas nadchodzących Świąt wprost ode mnie popłyną.

Sala Wielka w Zamku Warszawskim

Sala Wielka w Zamku Warszawskim

Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus !

Mili Państwo ! To właściwie moje pierwsze tak duże spotkanie od czasu kiedy mieszkańcy Warszawy powierzyli mi mandat Prezydenta Stolicy.[3] Chciałem by to spotkanie odbywało się właśnie z ludźmi kultury, gdyż co tu dużo mówić od Was teraz bardzo wiele zależy. Od obecnych tu pisarzy, malarzy, muzyków, aktorów, przedstawicieli instytucji kulturalnych zależy znów to co zrobi z sobą Warszawa w Polsce, a Polska w Europie.

Czy będzie cierpieć “krzywdę i pogardę świata, krzywdę ciemięzcy, obelgi dumnego. Lekceważonej miłości męczarnie “ czy będzie hamletyzować i histeryzować, czy cały swój wysiłek skupi na tym by w demokratycznym społeczeństwie, jakie sfery artystyczne pomagały przed piętnastu laty odtworzyć, zaprowadzić porządek, pielęgnować standardy, dbać o wartości. “A nade wszystko słowom naszym zmienionym pilnie przez krętaczy – jedyność wróci i prawdziwość. Niech miłość zawsze miłość znaczy a sprawiedliwość – sprawiedliwość.”

Mamy wkraczać do zjednoczonej Europy. To dobrze bo przecież dla nas Polaków nie ma innej kultury niż europejska. Ale wspólnota europejska zdaje się dziś na kulturę bardzo słabo nastawiona. Narodzona ze wspólnoty Węgla i Stali dopracowała się wspólnego pieniądza – ale czy jakiś wspólny duch ją ożywia ? Choćby ów Święty Duch, którego przywołaniem przed dwudziestu czteroma ( trzydzieści już mija…) laty Ojciec Święty sprawił, iż odmienione zostało oblicze Ziemi – tej Ziemi,

Myślę, że musimy je nadal odmieniać. Poczynając od tej najbliższej warszawskiej i stołecznej razem.  „Nie można zrozumieć dziejów Narodu polskiego bez Chrystusa” – wołał Jan Paweł II w swojej homilii sprzed ćwierci wieku na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Po dwudziestu pięciu latach Warszawa i Polska stają przed niezwykłym wyzwaniem. Z tysiącem naszych narodowych wad: z naszym brakiem pracowitości, nieposzanowaniem autorytetów, skłonnością do efekciarstwa, z zacofanym rolnictwem, skorumpowanym urzędem, niedokształconym pracownikiem mamy oto wkroczyć do europejskiej wspólnoty, gdzie prawa będziemy mieć wprawdzie równe lecz i kary za wszelkie niedociągnięcia ponosić godzimy się jednakie.

Czy jesteśmy na to przygotowani ?

Dziś – może mniej niż wczoraj. Wczoraj, gdy naszą siłą, nasżą wizytówką, nasza identycznością była nasza kultura.

Nie będzie w Warszawie bezpiecznie, nie zostanie zahamowana korupcja, nie polepszy się praca urzędów, nie przybędzie dobrych dróg jeśli nie postawimy na edukację, na naszą młodzież, jeśli nie przywrócimy należnego miejsca kulturze, a z nią nie zwrócimy się ku europejskim miastom z planem szeroko zakrojonej europejskiej wspólpracy kulturalnej.

Nie można zrozumieć dziejów Polski i Warszawy bez kultury. Na nią zawsze brakowało pieniędzy, a to przecież ona dawała  nam wolność. Teraz wolność już podbno mamy. Obiecuję więc jako Nowowybrany prezydent Warszawy zrobić wszystko by przestało brakować pieniędzy przynajmniej na to co Rada Kultury jaką powołać zamierzamy uzna za słuszne. Powstanie taka Rada. Do jej powołania zobowiązałem już odpowiedzialnego za sprawy kultury: publicystę, dziennikarza prasowego i telewizyjnego, ze wszech miar kompetentego polityka i czlowieka kultury jakim jest pan Andrzej Urbanski.

Spodziewam się raportu, w którym zaproponowane zostanie, które inicjatywy tak jak dziś większość kin czy galerii pozostać mają w rękach prywatnych, a które winnny zostać otoczone organizacyjnym mecenatem. Które zaś z niezwykle dziś scentralizowanych instytucji teatralnych czy bibliotecznych mają tkwić w strukturze miasta, a które mogą lub powinny radzić sobie same. Przejrzystszym musi się stać  system miejskich dotacji dla kultury, stworzony system grantów dostępnych zarówno dla osób prywatnych jak i organizacji pozarządowych, wreszcie podjęte muszą zostać działania zaznaczające silniej znaczenie Warszawy na kulturalnej mapie Europy. Warszawa leży w jej geograficznym centrum.

Mam nadzieję  że jeszcze dziś i w najbliższym czasie porozumiemy się co do tego jakie przedsięwziąć działania by Polska nie stała się zakładnikiem europejskiej normy. By wkroczyła do Europy z taką dumą i pewnością siebie z jaką słowiańszczyzna dodała do judejskiego rytu bożonarodzeniowego swoją ośnieżoną choinkę.

Dobrej Choinki Państwu życzę, Pogodnych świąt i mnóstwa prezentów, a sobie by mi pomogli Anieli jak najwięcej tych prezentów dla  świata kultury zgotować.

Przez cały pierwszy kwartał 2003 roku wykonywać więc będę kontredans wokół gabinetu kulturalnego wiceprezydenta Warszawy Andrzeja Urbańskiego. Faktycznie pełniąc rolę doradcy wiceprezydenta formalnie musiałby mnie jednak w swoim teamie zatrudnić sam prezydent. Mimo, że taki wniosek faktycznie z podpisem wiceprezydenta zostanie skierowany,

Doradca ?

ATK - Doradca ?

Wojciech Arkuszewski - pierwsze słyszę...

Wojciech Arkuszewski - pierwsze słyszę...

zatrudnienia w kierowanym przez Wojciecha Arkuszewskiego zespole doradców Kaczyńskiego nigdy nie uzyskam.

I słusznie. Nie mam pojęcia o tej roli. Kiedy mi Urbański zadawał pytanie, otwierałem komputer i w punktach na dwóch-trzech stronach spisywałem wszystko, co na dany temat wiem. Jędrek czytał te moje sylabusy z zachwytem i wzdychał – żebym ja mógł ci tylko za takie konspekty płacić. Ale taki doradca działa przeciw sobie. Po trzech miesiącach uczciwie informowany przełożony wie już tyle co doradca. Dzielący się całą swoją wiedzą doradca staje się niepotrzebny. Urzędnik, polityk nigdy nie myśli o meritum. On myśli o tym jak wzmocnić swoją pozycję. Udzielić minimum a uzyskać maksimum informacji.

Zadaniem, które postawił mi Urbański było stworzenie Rady Kultury przy prezydencie Kaczyńskim. Takiej intelektualnej tarczy. Zasadniczo to dla mnie pryszcz. Napisałem regulamin.

4.         Cele Rady są następujące:

1.         działanie na rzecz rozwoju polskiej kultury i sztuki oraz architektury – zasadniczych zrębów cywilizacji śródziemnomorskiej;

2.         działanie na rzecz rozwoju m. st. Warszawy i zapewnienia mu godnego miejsca wśród stolic kulturalnych jednoczącej się Europy;

3.         działanie na rzecz idei integracji Europejskiej;

4.         działanie na rzecz rozwoju terytorialnych, lokalnych, gospodarczych i regionalnych wspólnot samorządowych.

5.         Do kompetencji Rady należy

5.1.      Koordynowanie niezależnych, rządowych i samorządowych imprez kulturalnych o charakterze ponadlokalnym, a spełniających się w Warszawie

5.2.      Inicjowanie kulturalnej współpracy międzynarodowej ze szczególnym uwzględnieniem miast partnerskich oraz krajów Unii Europejskiej.

5.3.      Inicjowanie przekształceń w zakresie infrastruktury instytucjonalnej

5.4.      Podejmowanie działań organizacyjnych w zakresie realizacji stricte miejskiej polityki kulturalnej itd., itd./.

Zaproponowałem 7.   Skład Rady: Komitetu Honorowego i Zespołu Miejskiego składającego się z urzędników i zarządzających miejskimi instytucjami kultury, a także Zespołu Stołecznego składającego się z dyrektorów Instytucji Kulturalnych z siedzibą w Warszawie – niepodlegających miastu

Kiedy jednak tylko zestawiłem to godne grono znowu zaczęli wtrącać się do tego polityczni urzędnicy. A to, że któryś z autorytetów zbyt unijny. Czerwonych sam nie proponowałem, zresztą szczęśliwie ta formacja nie ma jednak wśród artystów zbyt wielu fanów. To znów, żeby gdzieś między Wajdę, Zanussiego, Piesiewicza, Pendereckiego czy Hartwig wcisnąć jednak jakiegoś dyrektora, radnego czy innego Gelberga. Na takie propozycje parsknąłem śmiechem.

Oni też na mnie … parsknęli. Potem była mowa o Pałacu Kultury. Radzie nadzorczej czy zarządzie. To już było trzecie moje podejście do tej ciekawej w sumie instytucji.

CVI – Bujalski, Isakiewicz – cały ten PeKiN

CDN -


[1] 8/III.1968 Rozmowa z H. A[uderską]. Ostrzeżenia. Intrygi żydowskie. „Pan w tym wszystkim jest takie dziecko przez ptaka przyniesione…”Żydzi zainicjowali podpisywanie, Żydzi przemawiali, Żydzi odrzucają nasz eksport. A. chce mnie „ocalić” od ew. procesu, w który mógłbym być wplątany. Radzi mi po prostu wyjechać do Zakopanego. Wszystko to ma być oparte na informacjach pewnej osoby  partyjnej ( Andrzej Kijowski, Dziennik T.II, s.281)

[2] Op.cit. t.III. s.147

[3] To miał mówić Lech Kaczyński. Ja może powinienem powiedzieć: od czasu, gdu urzędnicy przerażeni tłumami, do których (nie bez wsparcia Prezydenta Kaczyńskiego ) przemawiałem w Ogrodach Frascati, postanowili pozbyć się mnie z Miasta wraz z piękną imprezą”

Rozdz. XCIX – Dionizje czyli z Jurkiem Derflem w saunie

niedziela, 15 Listopad 2009

poprzedni pierwszy następny

To był w sumie bardzo miły sezon. Nawet nie szaleńczo pracowity. Repertuar ułożywszy z wyprzedzeniem, mając Kasię Synowiec do pomocy mogłem sporo czasu wakacyjnego spędzić z moimi dziewczynkami ( Kamka miała właśnie 11, Emka 9 lat ) – w naszych podlaskich Ołtarzach-Gołaczach. W Warszawie zjawiałem się w sobotę. Czasem dopiero w niedzielę. Miałem czas by skserować w VERSO  u otwartego w piątek, świątek i niedzielę pana Pluteckiego bieżące programy.

Verso na Freta

Verso na Freta

Zrobić powiększenia plakatów. Czasem dodać kupony do losowania, czy drukowane w formie zakładki regulaminy plebiscytu publiczności wraz z piosenką o teatrach ogródkowych. Wyłożyć folder do sprzedawania.

Folder na XI KTO był pierwszą próbą podsumowania. Przedstawienia poważnej bibliografii, zestawienia spektakli z dziesieciu lat wydarzeń. Zmniejszona do mojego ulubionego formatu A-5 antologia recenzji ogródkowych przygotowana w kilkunastu egzemplarzach na konferencję prasową zorganizowaną w Centrum Prasowym PAI przed Paradą Dionizyjską otwierającą finały XI KTO miała blisko sześćset stron. Bibliografia w folderze: dwa tysiące pozycji. Przedstawiłem w nim też moje marzenia, historię Doliny Szwajcarskiej, moje pomysły biznesowe na jej zagospodarowanie. To wszystko poprzedzone Inwokacją do sponsora mógłby ktoś nazwać transparencją. Spoglądając z perspektywy siedmiolecia trzeba podsumować jako krańcową naiwność, wręcz graniczącą z głupotą.

Zastanawiam się, czy gdybym chciał na tym poprzestać mogłoby tak trwać w nieskończoność ?  Jednak nie sądzę. Krzysztof Marszałek powstrzymujący mnie przed marzeniami o wielkim festiwalu, tłmaczył zawsze:

- Ma pan porządną małą, lokalną imprezę. Po co panu jakiś Avignon czy Edynburg ?

Tele Tydzień XI KTONo właśnie – po co ? Czemu nie umiałem jak mnie w czasie negocjacji z Miętusem pouczał Marek Borowik poznać swojego “miejsca w szeregu” ? – Czy dlatego, żem taki próżny ? Żem zawsze “poeta” czy o tym wiedziałem czy nie. Że “mediocribus non licet esse poete” ?  A może dlatego, że warunki na jakich stworzyłem konkurs nie mogły trwać wiecznie. Uruchomiłem go przy okazji bycia radnym i dziennikarzem Nowej Telewizji Warszawa. Nigdy nie udało pozyskać się hojniejszych od samorządu sponsorów. Mogłem być nim tylko ja sam. I byłem – oddając swój czas i swoje pieniądze ( także te niezarobione), wtedy gdy dane mi było realizować zlecenia dla Komitetu Badań Naukowych, wykładać w Wyższej Szkole Dziennikarstaw czy kierować Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Ale i te prace nie trwały wiecznie.  Może dlatego, że nie dbałem o nie tak bardzo, gdy coraz wyraźniej czułem, iż w misji ogródkowej realizuję się najpełniej, że Warszawa każdym oddechem odpowiada, iż czuje potrzebę proponowanego przeze mnie festiwalu. Zamknięte koło.

W Lapidarium 2002

W Lapidarium 2002

Przeglądy XI KTO zakończyły się pod koniec sierpnia. W sumie obejrzeliśmy z sześćdziesięcioma – stoma widzami w Lapidarium na spektaklu dwanaście spektakli.[1]

W wyniku głosowań publiczności zgromadzonej w Lapidarium na Przeglądach XI Konkursu Teatrów Ogródkowych: najwyższą ocenę otrzymał: Spektakl „Zaliczenie..Lekcja ” Teatru Konsekwentnego z Warszawy. Na tak głosowało 138 osób, na nie 11. Pozytywna ocena wyrażała się 93 % aprobatą. W związku z tym spektakl został zaproszony do konkursowej części festiwalu i otrzymał Nagrodę Publiczności w wysokości 2500 zł.

Drugie miejsce publiczności otrzymał spektakl „Wszystko zależy od Dziadka” Teatru Omnia z Nadarzyna z 93 % aprobatą, gdzie spektakl spodobał się 59 widzom, a 4 uznało go za zły. Otrzymał  nominację i Nagrodę Publiczności w wysokości 1500 zł.

Wreszczie trzecie miejsce widzowie przyznali spektaklowi „Jarosy zawsze ten sam”. Był to monogram Wojtka Machnickiego wyprodukowany przez Teatr Syrena. Zaakceptowało 90 % widzów: 92 osobom spektakl podobał się, odrzuciło go 10. Został zaproszony do konkursowej części festiwalu i otrzymał Nagrodę Publiczności w wysokości 1000 zł.

Po obejrzeniu wszystkich spektakli ubiegających się o Nagrodę Publiczności urzeczeni profesjonalizmem, skromnością i artystycznymponuraki polotem spektaklu arbitrzy ( czyli Staszek Górka i niżej podpisany ATK) postanowili zaprosić jeszcze do udziału w konkursowej części Festiwalu spektakl Teatru „Okno” z Białegostoku, który nie został wysoko oceniony przez publiczność z Lapidarium (80 procentowe poparcie dawałoby mu dopiero dziewiąte miejsce). Jednak uznaliśmy go za wart obejrzenia przez publiczność i jury konkursu. Decyzja ta nie pociągała za sobą konsekwencji finansowych i nie uszczuplała sumy przeznaczonej na Nagrody Publiczności.

I zaczął się Konkurs właściwy. Przenosiny z Lapidarium do Doliny postanowiłem uczcić organizując nieznaną dotąd Warszawie: Paradę Teatralną. Nazwałem ją Paradą Dionizyjską. A do jej zorganizowania zatrudniłem  zawsze niezawodnego Romka Holca. Aktora i reżysera od trzydziestu już lat związanego z warszawskim teatrem lalka. Także – świetnego organizatora.

Roman Holc

Roman Holc

Romka znam jeszcze z harcerskich czasów. Nigdy nie zapomnę jak przed „wieczorkiem zapoznawczo rozpoznawczym” podczas instruktorskiego zimowiska w gdańskim Wrzeszczu, w grudniu nad szumiącym morzem, w jakimś ’71 roku udzielał młodzieńcom błyskawicznej korepetycji tanecznej. Nauczył  nas jednego uniwersalnego kroku z półobrotem, którym można dosłownie każdy rytm, dogonić. Sprawdza mi się już 35 lat…

Pracowaliśmy też razem w Teatrze ‘Reduta 77’ gdzie wraz z Pawłem Konicem asystowałem Marcinowi Idzińskiemu późniejszemu spekierowi Radia Wolna Europa.

Marcin Idziński ( w Nieczech dziś ... nie do poznania...)

Marcin Idziński ( w Niemczech dziś ... nie do poznania...)

Romek tam debiutował w spektaklu, w którym nasze nazwiska pojawiły się  pod montażem poetyckim „Kanon Polski”. Niezwykłość tego przedstawienie polegała na tym, że pierwszy czas od ucieczki autora „Umysłu Zniewolonego” z PRL cenzura zaakceptowała ( jeszcze przed wyborem Karola Wojtyły na Papieża) pojawienie się na plakacie nazwiska przebywającego od 30 lat na emigracji Czesława Miłosza.

Idziński zgromadził w „Reducie 77” różnorakie typy: od steranego teatralnymi walkami, pamiętającego czasy Nowohuckiego Teatru Skuszanki Waldemara Krygiera, poprzez takich gości jak Paweł Konic, aż po różnych „dziwaków” jak choćby ja – wówczas doktorant Instytutu Filozofii i Socjolologii PAN czy  także kończący filozofię Grzegorz Miecugow, który zatrudnił się tu w dziale technicznym. Czy wreszcie ambitnych lalkarzy w rodzaju Romka Holca.

Romek jednak nie dał się uwieść ani konszachtom Idzińskiego z Tadeuszem Łomnickim ( Rektorem PWST i członkiem Komitetu Centralnego PZPR) i Zjednoczonymi Przedsiębiorstwami Rozrywkowymi, które przekształcą jeszcze ten teatr w scenę „Na Rozdrożu” pamiętną tym z kolei, że na niej Jacek Kaczmarski wykonywał pierwszy raz w Warszawie z Gintrowskim i Łapińskim program „Mury”.

Nie uległ też Holc pokusom emigracji. Zasadniczo oparł się nawet telewizji. Odnalazł się w sposób niezwykły w teatrze dziecięcym. Pracuje w Teatrze Lalka nieprzerwane już 20 lat służąc pomocą zawsze, gdy trzeba skłonić do zabawy dzieciaki.

Wyobraziłem sobie kolorowy korowód, w którym powinny brać udział wszystkie obecne w danym momencie w Stolicy zespoły. Jednak pomysł Parady teatralnej narodził się w mojej głowie późno bo chyba dopiero w gdzieś w czerwcu. Dowiedziałem się szybko, że podobną ideę proponował miastu pod nazwą “Wozy Tespisa”, aktor i impresario – Andrzej Niemirski. Oczywiście zadzwoniłem doń z propozycją współpracy ale nie widząc pieniędzy nie był zainteresowany wspieraniem mego czy tworzeniem wspólnego przedsięwzięcia. Jego pomysł polegał na tym by każdy teatr jakimś pojazdem przejechał przez Warszawę. Akcję chciał wykonywać z osadzonym w telewizji Maciejem Orłosiem. Nie to nie. Pobawiliśmy się z Romkiem też sami.

Scena w DolinieNa razie chodziło mi o czystą promocję. Zatrudniłem więc Monikę Świtaj  i Romka Holca, który  „wypożyczył” dzieciaki z jakiegoś Domu Dziecka czy Lata w Mieście. Nakupywaliśmy im w zamian cukierków i balonów.  Wynająłem dwie dorożki ze Starówki i tak przemaszerowaliśmy wesoło podśpiewując i  pokrzykując ( nawet w językach obcych, w których z Moniką się uzupełnialiśmy), zaopatrzeni w kupioną przeze mnie specjalnie na tę okazję tubę elektryczną z Placu Zamkowego do Doliny Szwajcarskiej. Tam na dzieci czekały atrakcje. Jakieś picie, słodycze i spektakl w wykonaniu Holca oraz jego kolegów. W ten sposób – przy wsparciu cały czas w osobie Jakuba Chełmińsiego  zachwyconej tym wszystkim Stołecznej „Gazety Wyborczej”, która nas pięknie obfotografowała zareklamowaliśmy przenosiny z Lapidarium do Doliny i samą Dolinę Szwajcarską. Tam od ostatniego poniedziałku sierpnia ruszał już oficjalny, co dzień przez tydzień trwający  konkurs oceniany przez całkiem odnowione jury.

Poza Edytą Jungowską udało mi się w tym roku pozyskać: w miejsce przebywającej na urlopie macierzyńskim Doroty Wyżyńskiej – doświadczoną dziennikarkę radiowo-teatralną Anię Retmaniak. Na stanowisko przewodniczącego jury mianowałem Krzysztofa Raua.

Rau to świetny, znany w świecie  reżyser i organizator. Twórca białostockiej szkoły lalkarskiej i teatru lalek w Białymstoku. Skądinąd stworzył to wszystko za Gierkowskiej komuny nie gardząc nawet stanowiskiem członka Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Białymstoku, a i w KC pod X Zjeździe PZPR w 1986 roku też zasiadał. No ale czego się nie robie z miłości do kukiełek…  Potem, na początku lat ’90 tych był Rau krótko dyrektorem warszawskiego Teatru Guliwer. Próbował zreformować Teatr w Bielsko-Białej, gdzie potworzył trupy aktorskie, którym stwarzał szanse sukcesu podobnego temu jaki odnosi już od początku lat dziewięćdziesiątych jego prywatno-rodzinny Teatr ¾ z Zusna.

Jury 2002 - Jerzy Derfel, Edyta Jungowska, Anna Retmaniak i Krzysztof Rau

Jury 2002 - Jerzy Derfel, Edyta Jungowska, Anna Retmaniak i Krzysztof Rau

Wreszcie wyjeżdżającego na ten akurat ostatni tydzień Staszka Górkę zastąpił w jury – w rzymskim stylu długo przekonywany przez nas do tego zadania w staszkowej  saunie z wiązowieńskich Kopek – znakomity pianista, kompozytor, a z czasem jeden z serdeczniejszych przyjaciół Ogródka – Jurek  Derfel. Derfel to znakomity pianista. Szczególnie związany zawodowo z Wojciechem Młynarskim i Haliną Kunicką, dla której skomponował do tekstów Wojciecha Młynarskiego music-hall  ”Dwanaście godzin z życia kobiety”. To także autor licznych muzyk teatralnych. Szerokiej publiczności Jurek najlepiej jest znany jako akompaniator i kompozytor nieśmiertelnych przebojów Wojciecha Młynarskiego. [2]

Nie będę ukrywał, że ta zmiana jury była kolejną próbą znalezienia osób, które pomogą mi utrzymać mój festiwal. Ułatwią bądź nadanie mu formy instytucjonalnej lub pozyskanie sponsora. Kończyła się wszak dwuletnia ważność decyzji o warunkach zabudowy Doliny Szwajcarskiej. Nikt nie zechciał w nią zainwestować. Sto tysięcy złotych jakie dostałem z Gminy Centrum płynęły w istocie na wypromowanie odrestaurowanego w fatalnym stylu ”Lapidarium” czyli miejsca, które w intelektualnym sensie Sebastian Lenart – szef Staromiejskiego Domu Kultury przy wsparciu Krzysztofa Marszałka odebrał Jackowi Kilińskiemu.

Teatr w Dolinie _ 2001Jeszcze szukałem sponsorów. ( Stąd te wstępne inwokacje do HITa w folderze XI KTO). Zleciłem to zadanie Kasi Synowiec. Pod koniec sezonu zatrudniłem nawet  przedstawiającą się jako specjalistkę od marketingu panią Izabellę Pieczykolan. Finansowo znajdowałem się bowiem w coraz bardziej błędnym kole. W przyszłość spoglądałem z coraz większym niepokojem.

Z jednej strony po stracie pracy w Centrum Monitoringu –  2,5 tysiąca złotych ( przewidziane na moje honorarium dyrektorskie) mnożone nawet przez pięć miesięcy  pensji od biedy starczało mi na życie. Z drugiej jednak strony pieniędzy na to XI KTO wcale nie było bardzo mało, a wydać trzeba je było wszystkie głównie na honoraria chcąc należycie rozliczyć dotację. Stąd miałem na tych parę dorożek czy występ Edyty Jungowskiej w finale ogródka. Ale przecież cały ten budżet nie starczyłby porządnemu impresario na jedną przyzwoitszą imprezę.

Postanowiłem więc zainwestować w “dział marketingu”. Któremu nawet po skończeniu imprezy aż do grudnia przedłużyłem trwanie. Miały panny przygotować między innymi wystąpienie do założonej przy URM jeszcze przez premiera Buzka, a teraz przezornie przeniesonej pod skrzydła rzecznika praw obywatelskich Andrzej Zola Fundacji “Pro Publico Bono”.  Od kilku lat mi mówiono, że ta organizacja mogłaby wesprzeć moje dzieło. Materiały panie przygotowały pilnie i złożyły punktualnie. Dziś ślad po nich znajdziecie w internetowej bazie inicjatyw obywatelskich: ma znak B18.  Jednak poza tym  nie dostrzeżono mojej inicjatywy. A do innych efektów marketingowych mogę dodać jedynie gwałtowny wzrost rachunków telefonicznych w lokalu na Wilczej skąd panie rozsyłały faxy do potencjalnych sponsorów… Tak więc zakończył się XI Ogródek.

Jak zwykle bogaty repertuar. Po dwa spektakle dziennie.  Po raz drugi przybyli Rosjanie z Iwanowa, pokazał się Adam Walny. Na przedstawieniach było pogodnie i publiczności sporo. W sumie zobaczyliśmy dziesięć spektakli[3].

Konsekwentni: Agnieszka Czekierda i Adam Sajnuk

Konsekwentni: Agnieszka Czekierda i Adam Sajnuk

Narody zaś otrzymali:

  1. Kabaret Moralnego Niepokoju za przedstawienie „La granda Maniana”: Wielką Ogródkową w wysokości   – 6000 zł
  2. Teatr „Okno” z Białegostoku za przedstawienie „Romans Perlimplina i Belissy” – Dużą Ogródkową w wysokości  -3500 zł
  3. Teatr „Koło” z Warszawy za przedstawienie „Miłość do trzech pomarańczy”  - Małą Ogródkową w wysokości – 2500 zł

Jeszcze dwa równorzędne wyróżnienia  przyznano:

a)      Teatrowi Własnemu Stanisławiak z Chorzowa za spektakl „Ogród Miłości” w wysokości 1500 zł

b)      Teatrowi Konsekwentnemu z Warszawy za spektakl „Zaliczenie. Lekcja” w wysokości 1500 zł

Konsekwentni zostali więc w ten sposób podwójnym Laureatem zarówno uwielbiającej ich młodzieżowej publiczności jak i szacownego jury.

W oczekiwaniu na werdykt wystąpiłem wraz z zespołem „Pod Górkę” z ilustrowaną ogródkowymi piosenkami i parafrazami muzyczną opowieścią o naszych dziesięcioletnich zmaganiach.

Trio: ATK & Górka & Machnicki

Trio: ATK & Górka & Machnicki

Trzeba było wszak gościowi finału dać czas by poawanturował się w Jury. Narada z udziałem Edyty była ponoć wyjątkowo burzliwa. Jednak dama postawiła na swoim po czym zgodnie z planem o godz.21:00 przedzierzgnęła się w „Gotującego się psa”  racząc zebranych spektaklem muzycznym w reżyserii Rafała Sabara.

Edyta Jungowska - Gotujący się pies

Edyta Jungowska - Gotujący się pies

„Jury podziękowało Organizatorom za sprawne przeprowadzenie Festiwalu, stworzenie niepowtarzalnej atmosfery służącej dobrze sztuce teatru i warszawskiej publiczności”.

No i po jedenastym Konkursie. Przed nami znowu niepewne. Nadchodziła przecież kolejna zmiana władzy. Przygotowanie do akcesji unijnej. W sumie napięcie i nadzieje. Postanowiłem ostrzej wziąć się do pracy. Jako, że panie nie odniosły sukcesu marketingowego pomyślałem by zawalczyć o pieniądze z Unii Europejskiej.

Wykonaliśmy ogromną pracę przygotowania projektu wystąpienia o środki unijne. Opisałem imprezę, zebraliśmy dokumentację. Wszystko pod hasłem łączenia europejskich Dolin Szwajcarskich. W internecie znalazłem Doliny Szwajcarskie w Paryżu, Troyes i Miellen pod Koblencją. Telefonowaliśmy, rozmawialiśmy z afiliowanymi w Polsce zagranicznymi instytutami kultury. Z Francuzami, Austriakami, Węgrami, Duńczykami, Włochami.  Nic to nie dawało. W porywach byli skłonni częściowo sfinansować przybycie jakiegoś zagranicznego zespołu do Warszawy. Doświadczenia z zaproszonymi jeszcze na Mariensztat z polecenia przez Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI) Finami przekonały mnie jednak, że nie wiele to daje, średnio odpowiada publiczności i wcale nie gwarantuje podwyższenia poziomu. Co najwyżej można sobie dopisać nobilitujący przymiotnik międzynarodowy. Tu jednak jestem skromniejszy. Wolę przyzwoitą narodowość niż byle jaki internacjonał.

No tak – przecież projekt unijny powinno złożyć przynajmniej trzech narodowych partnerów.  Postanowiłem zagrać ostatnią kartę. Przygotowawszy projekt najlepiej jak umiałem zainwestowałem w tłumaczenie, zgrałem wszystko na płyty. Przygotowałem nawet efektowaną wizytówkę na CD wielkości karty kredytowej. Wymusiłem z Paniami Kasią i Joanną na instytucie Goethego i Kultury Francuskiej by jakoś wstępnie zaanonsowano mnie w Miellen i w Troyes  … Wsiadłem w Tipo i … ruszyłem w świat.

CDN – Palant na Palatynacie – Opis Obyczajów, r. C


[1] 07-lip „Wszystko zależy od dziadka”,Iwona Pawłowicz, reż.Witold Skaruch; Teatr Omnia z Nadarzyna k/ Warszawy

14-lip „Moralność Pani Dulskiej” G.Zapolska, reż. Sylwester Biraga ; Teatr 2 Strefa z Warszawy

14-lip godz.20:30 „Dusza uprzykrzona”; Towarzystwo petersburskich artystów (Petersburg, Rosja);

21-lip Romans Perlimplina i Belissy wg.Lorki, reżyseria Krzysztof Zemło; Teatr „Okno” z Białegostoku

21-lip godz.20:30 „Być albo nie być”, scen. i reż. Marek Bartkowicz,; Teatr „Atlantis” z Warszawy

28-lip Kaczo,byczo,indyczo, Bogusław Schaefer, reżyseria Edward Żentara; Teatr im.St.Żeromskiego z Kielc

04-sie „Zaliczenie.Lekcja” K.Zanussi, E.Ionesco; Teatr Konsekwentny z Warszawy

11-sie „Ciało”scen. i reż.Janusz Janiszewski,; Teatr Uhuru z Gryfina

18-sie „Opowiadanie o Zoo” E. Albee,opieka art.A.Makowiecki; Teatr Epizod z Wrocławia,

18-sie godz.20:30 „Jarosy mniej znany” scen. i reż. Tadeusz Wiśniewski; Teatr Syrena z Warszawy,

25-sie „Rozmowa na gościńcu” I. Turgieniewa, reż. Jacek Sut; Agencja artystyczna „Na boku”

25-sie godz.20:30 „Portret młodego aktora” scen. i reż. M. Szyszka, Grupa przeds. teatr. i film. z Warszawy

[2] Takich jak: skomponowane przez Jerzego Derfla do tekstów Wojciecha Młynarskiego: Co By Tu Jeszcze… , Moje Ulubione Drzewo, Absolutnie,  Zeszycik Pierwszej Klasy, Gruz Do Wywózki,  Co Ma Zrobić taki Frajer, Dwie Akacje,Wywalczymy Kapitalizm, O Tych, Co Się Za Pewnie Poczuli, Jest Jeszcze Panna Hela.

[3] 26-się Genesis – Ogród ziemskich rozkoszy, scen i reż. Adam Walny; Teatr Walny z Poznania

27-sie Pierwsze Przedstawienie wybrane przez publiczność Lapidarium  czyli „Wszystk zależy od dziadka” Iwony Pawłowicz, Teatru Omnia z Warszawy w reż.Witolda Skarucha

27-sie godz.20:30 „Ogród miłości” wg M. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, reż. L.Majerczak-Stanisławiak; Teatr Własny z Chorzowa

28-sie „Zdawało się to wczoraj”; Teatr Pieśni i Romansu „Ptak”z Ivanowo (Rosja)

28-sie godz. 20:30 Drugie Przedstawienie wybrane przez publiczność Lapidarium  czyli „Zaliczenie” Zanussiego i „Lekcja” Ionesco Teatry Konsekwentnego z Warszawy

29-sie „La granda Maniana”; Kabaret Moralnego Niepokoju z Warszawy

30-sie „Ostatnia Pieśń Pulcinelli”,tłum. H.Jurkowski; Teatr Maski i Aktora „Groteska” z Krakowa

31-sie „Jarmark Sarmacki”,scen. i reż. Adam Skolankiewicz; Stowarzyszenie teatralne „Kalejdoskop” z Iławy

31-sie godz. 20:30 Trzecie Przedstawienie wybrane przez publiczność Lapidarium  czyli „Jarosy mniej znany” w reżyserii i wg scenariusza Tadeusza Wiśnieskiego z warszawskiej „Syreny”

01-wrze Miłość do trzech pomarańczy, G.Gozzi, reż. I. Gorzkowski , Studio Teatralne „Koło”z Warszawy

Rozdz.XCVIII – Górka i Machnicki czyli Unia Ogródkowa

piątek, 13 Listopad 2009

poprzedni pierwszy następny

Machnicki i Górka czyli – Unia Ogródkowa, Opis…r.XCVIII

Kiedy Konkurs Teatrów Ogródkowych ruszał w 92 roku interesowała się nim prasa i kreowała zdarzenie niezależna telewizja. To był czas pirackiej Nowej Telewizji Warszawa gdzie realizowaliśmy ogólnopolskie transmisje programów teatralnych.

Konkurs pomyślany był od samego początku jako impreza popularna. Jako miejsce spotkania nowej inteligencji, klasy średniej z autorytetami środowiskowymi.

Był też konkurs pomyślany jako impreza tania. W czasie, gdy jako dziennikarz Polonii 1 i radny, przewodniczący Komisji Kultury Dzielnicy Warszawa-Śródmieście tworzyłem tę imprezę, wykorzystując naturalnie zaplecze włoskiej telewizji, sejmiku samorządowego, którego byłem wiceprzewodniczącym i korzystając z pomocy trzech ( słownie: trzech) osób zatrudnionych w Wydziale Kultury, Oświaty i Sportu Dzielnicy Śródmiejskiej Warszawy impreza powstawała praktycznie za darmo. Z jedne 70 mln ( dziś 7 tysięcy złotych), które w 1992 roku stanowiły pierwszą – gigantyczną, zdawało się – nagrodę. Aktorzy nie otrzymywali honorariów, kontentując się wpływami z biletów. Byliśmy pierwsi, co przerwali letni kulturalny marazm Warszawy. Pisano o Konkursie wiele w samych superlatywach.przewodnikiFestiwal zafunkcjonował w Kalendarzach. Nawet w przewodnikach turystycznych Wiedzy i Życia. O prasie specjalistycznej, niezawodnej przez 10-12 lat „Gazecie Wyborczej”, która nas zawsze wybiera – nie zapominając.

Na w miarę kompletne archiwum dokumentacji prasowej dziesięciu lat KTO złożyło się około dwu tysięcy wycinków, tworzących 600 stronicową książkę!

Nie opuszczały mnie marzenia. Gdy bieg zdarzeń sprawił, iż w 1994 roku Jacek Kiliński stracił możliwość prowadzenia w Lapidarium kawiarni, a Urzędy po 8 latach  miejsce to wreszcie odrestaurowały teraz czyli w 2002 roku wróciłem tam ze spektaklami.  Smutni mi było tylko nieco, że w przerwie między spektaklami publiczność musi opuszczać kawiarniany ogródek, by gdzieś na staromiejskim rynku napić się kawy…

Uzyskałem przecież za to warunki zabudowy Doliny Szwajcarskiej. Stanowiły one, że winien tam zostać postawiony letni teatr, odtworzona kameralna ślizgawka i powstać powinno gastronomiczne, podziemne zaplecze gospodarcze funkcjonujące w systemie całorocznym.

W roku 2001 na X KTO uzyskałem z miasta dotację na 16 imprez, a zorganizowałem w Dolinie Szwajcarskiej w ciągu 52 dni 73 spektakle, które ucieszyły Warszawską publiczność kosztem pracy: Stanisława Górki i grupy „Pod Górkę”, Jacka Pacochy oraz jego Teatru Atlantis, Krakowskiego Teatru Tradycyjnego Państwa Hankiewiczów, Chorzowskiego Teatru Własnego Państwa Stanisławiaków, którzy wszyscy godzili się występować w Dolinie jak już nikt tego nie robi – za przysłowiową kasę.

Wiele wskazywało na to, że Konkurs Teatrów Ogródkowych marzący o połączeniu Dolin Szwajcarskich Europy, walczący o przekształceniu się w racjonalną instytucję jest nie z tej epoki. Konkurs najwyraźniej nie rozumiał, że siedemdziesięciu ludzi zatrudnionych w domu kultury może nie robić nic lub prawie nic i stanowi masę organizacyjną, której nie sposób rozwiązać. Lecz struktura 3-5 osobowa, całkowicie wystarczająca do realizacji celów powstać nie mogła – dowodziłaby bowiem strukturom większym, że są nieefektywne i przeinwestowane.

Czy to znaczy, że etatystyczna mentalność wyparła konkurencyjną? Widać to było coraz wyraźniej. Jednak wciąż tliła się we mnie iskra nadziei. Iskierkę tę dała mi rozmowa z pewną panią, która była w Dolinie Szwajcarskiej bardzo oburzona, że ośmielamy się brać pieniądze za spektakle skoro gdzie indziej nic się nie płaci..

- Zgadza się, powiadam – lecz my z „Grupą Pod Górkę” ( która akurat tego dnia prezentowała „Ten Drogi Lwów” jesteśmy prywatni i w bardzo małym zakresie dotowani – dalej tłumaczę. Trudno to było to naszej klientce zrozumieć aż wyciągnęła argument, z którym przyznam – i mnie trudno było sobie poradzić.

Towarzystwo Teatralne Pod Górkę nie występowało w 2001 roku w Dolinie Szwajcarskiej w konkursie, aktorzy nie liczyli więc nawet na nagrodą a jedynie na honoraria z biletów. By jako tako wyjść na swoje skalkulowali bilety na 15 zł. Jednak pełen humoru i przedsiębiorczości Staszek Górka, jako biznesmen zawołany, gdy już godzina 7 wieczorem przeszła, a miejsca pod namiotami nie były do końca zapełnione – na trawie zaś, otaczającej scenę zgromadziła się grupa starszych osób czy studentów, których ewidentnie nie było stać na bilety, wyruszał z laseczką proponując tym osobom bilety wejściowe bodaj po 5 czy 7 złotych.

Lepszy wszak rydz niż nic, a wróble w garści!

PROMOCJA
Stanisław Górka & ATK –    PROMOCJA

- No więc jak to jest – indagowała mnie poirytowana dama.

- Nie dość, że każecie sobie płacić to jeszcze nie wiadomo ile!? Moi znajomi obejrzeli spektakl trzy dni temu za 7 złotych a ja mam teraz zapłacić 15?!

Tu już istotnie nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Poczułem się jak złodziej, spekulant, gomułkowska baba z mięsem nie zakontraktowanym – gdy mnie nagle olśniło.

- PROMOCJA! Wykrzyknąłem.

- Rozumie Pani,  pan Górka zrobił wczoraj promocję! Jak piwo: taki Heineeken normalnie wart 8 złotych, ostatnio kupiłem za 3,60 bo była promocja. Spektakl Towarzystwa Teatralnego pod Górkę normalnie wart kilkanaście złotych czasem w ramach promocji obejrzeć można taniej. Ale promocje nie są przecież wiecznotrwałe.

Zwyciężyłem. Kobieta zrozumiała. Mentalność supermarketu pokonała tęsknotę za tym by każdemu darmo, po równo, może i według potrzeb!

Supermarket mnie uratował. HIT! Carrefour! Europy Skrzyżowanie!

Szczerze mówiąc jeszcze tylko na ten supermarket liczyłem. Na supermarket, który w amerykańskim wydaniu bywa i miejscem zakupów i dakncingiem, kabaretem, teatrem – nawet niedzielną kaplicą. Supermarket, przy którym powstają już małe sztuczne ślizgawki, a w dniu Dziecka, Matki, Taty czy na Gwiazdkę odbywają coraz lepsze spektakle.

Do szefa marketingu tych supermarketów się zwracałem. Szefa Marketingu szukałem. Kogoś kto zrozumie, że w dobie globalizacji i Myszki Miki, pomysł Doliny Szwajcarskiej trafia w najgłębszą potrzebę kulturalnych Europejczyków. Do szefa marketingu to pisałem, który wie, że na imprezie takiej jak opisywane ogródki można znakomicie zarobić. Jednak nie sprawi już tego Miejski Samorząd ani nie poradzi też temu jeden siwiejący pasjonat.

Do szefa Marketingu to pisałem z cieniem nadziei, że nas dostrzeże. Ten tłum. Ten ruch. Że nie nazwie „niszową” imprezy, która w ciągu lata przyciągała już dobre kilkanaście tysięcy widzów, a tylko tyle dlatego, że nie było komu zainwestować w projekt letniego teatru w Dolinie, kiermaszu książek, parady kwiatów, imprez dla dzieci . Apelowałem. Pisałem. Drukwałelem wstępy w folderach. Szukałem kogoś, kto mnie wesprze w tym ekonomicznym i kulturalnym trudzie. Mnie czy nawet nas – twórców kultury niezależnej i samorządnej.

Stanisław Górka

Stanisław Górka

Takich ja niezawodny Kościelny z Plebani, świetny organizator, odtwórca wielu znakomitych ról charakterystycznych, a także specjalista od impostacji głosu w czym nie ma sobie równych. Stanisław Gorka – ma godność  profesora Akademii Teatralnej.

Wojtek Machnicki

Wojtek Machnicki

Czy Wojtek Machnicki jego kompan i wieloletni współpracownik. Od lat związany z warszawskim Teatrem Współczesnym. Aktor filmowy i teatralny, którego głos można słyszeć w dubbingach  od „Zakochanego Kundla” Disneya, w którym pracował jako 11 letni chłopiec, aż po „Górę Czarownic” wg Keya.

Ale jest Wojtek też przede wszystkim człowiekiem niezwykłej klasy, szyku, elegancji. Same przedwojenne przychodzą do głowy przymiotniki. Nie brak mu także odwagi i godności , swego czasu zaangażowany w ruch podziemny, nigdy z tego tytułu nie domagał się apanaży.

Górka i Machnicki to para, którą porównywać można tylko z duetem Starszych Panów. Choć nie pochodzą ze Lwowa język lwowski:  szmonces, dialogi Szczepcia i Tońcia opanowali do perfekcji ocalając od zapomnienia ważny fragment polskiej kultury kabaretowej.

Ich spektakle; „Ten Drogi Lwów” czy montaże poświęcone Marianowi Hemarowi oglądaly w kameralnych ( również ogródkowych warunkach) tysiące wdzięcznych widzów od mazurskiego Prania, poprzez warszawskie ogródki na licznych amerykańskich scenach polonijnych wcale nie kończąc.

To ze Stanów, wracając z jakiegoś stypendium przywiózł Staszek pomysł, by skoro Englert (Maciej) u którego we Wspólczesnym zatrudniony był lat trzydzieści nie obsadza, nie narzekać, nie czekać na telefon w knajpie przy kontuarze lecz sobie samemu poradzić. I radzi sobie. Jak może.

Póki mogłem i ja ich wspierałem, korzystając z hojności samorządu.Wierząc w konkurencję i prawo wyboru. Odrzucając koncesje i etatyzm.

Pisałem tak i robiłem po raz kolejny ów festiwal z nadzieją, że piosenki które tam śpiewaliśmy i oglądane spektakle, wspólnota, która tam  się tworzyła wywiedzie nas z odrastającego barbarzyńskiego lasu, gdzie rządzi głód i prawo silniejszego – przybliżając ku europejskim kulturalnym ogrodom.

CDN – Dionizje czyli z Jurkiem Derflem w saunie

Takich ja niezawodny Kościelny z Plebani, świetny organizator, odtwórca wielu znakomitych ról charakterystycznych, a także specjalista od impostacji głosu w czym nie ma sobie równych Stanisław Gorka – także profesor Akademii Teatralnej.
Wojtek Machnicki
Czy Wojtek Machnicki jego kompan i wieloletni współpracownik. Od lat związany z warszawskim Teatrem Współczesnym. Aktor filmowy i teatralny, którego głos można słyszeć w dubbingach  od „Zakochanego Kundla” Disneya, w którym pracował jako 11 letni chłopiec, aż po „Górę Czarownic” wg Keya.
Ale jest Wojtek też przede wszystkim człowiekiem niezwykłej klasy, odwagi, swego czasu zaangażowanym w ruch podziemny, nigdy z tego tytułu nie domagającym się apanaży.
Górka i Machnicki to para, którą porównywać można tylko z duetem Starszych Panów. Choć nie pochodzą ze Lwowa język lwowski:  szmonces, dialogi Szczpcia i Tońki opanowali do perfekcji ocalając od zapomnienia ważny fragment polskiej kultury kabaretowej.
Ich spektakle; „Ten Drogi Lwów” czy montaże poświęcone Marianowi Hemarowi oglądaly w kameralnych ( również ogródkowych warunkach) tysiące wdzięcznych widzów od mazurskiego Prania, poprzez warszawskie ogródki na licznych amerykańskich scenach polonijnych wcale nie kończąc.
To ze Stanów, wracając z jakiegoś stypendium przywiózł Staszek pomysł, by skoro Englert (Maciej) u którego we Wspólczesnym zatrudniony był lat trzydzieści nie obsadza, nie narzekać, nie czekać na telefon w knajpie przy kontuarze lecz sobie samemu poradzić. I radzi sobie. Jak może.
Póki mogłem i ja ich wspierałem, korzystając z hojności samorządu.Wierząc w konkurencję i prawo wyboru. Odrzucając koncesje i etatyzm.
Pisałem tak i robiłem po raz kolejny ów festiwal z nadzieją, że piosenki które tam śpiewaliśmy i oglądane spektakle, wspólnota, która tam  się tworzyła wywiedzie nas z odrastającego barbarzyńskiego lasu, gdzie rządzi głód i prawo silniejszego – przybliżając ku europejskim kulturalnym ogrodom.
CDN

Rozdz. XCVII – Zbyszko Rymarz i czas piosenek

czwartek, 12 Listopad 2009

poprzedni pierwszy następny

Znudził mi się już serdecznie, banalnie prosty by nie powiedzieć siermiężny, spisany na melodię “Bo piwo lwowski” Hymn Teatrów Ogródkowych napisany jeszcze w Dziekance.

Posłuchaj jak śpiewają Stanisław Górka i Wojciech Machnicki.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

Hymn

Dziś do ogródka, zbiegła się trzódka

Z całego kraju teatralnych scen.

Tu polskie piwo, ważymy żywo.

Kto tego nie wie nie wie czy to sen.

Ref. (bis)

Teatr dla ludzi, który bawi a nie nudzi.

Teatr w ogródku –

to jest właśnie to !

Tu polskie piwo pijemy żywo,

Kto tego nie wie, nie wie kto jest KTO- KaTeO !

Teraz miał być plebiscyt. Dwa miejsca do grania. W niedzielę Lapidarium, a w poniedziałek Dolina Szwajcarska. Zapragnąłem zmierzyć się ze zbiorowym śpiewem.

Moimi nadwornymi śpiewakami byli już od lat artyści z Grupy Pod Górkę czyli Staszek Górka, Wojtek Machnicki i Monika Świtaj

S.Górka, M.Świtaj, W.Maichnicki

S.Górka, M.Świtaj, W.Machnicki

pod wodzą najwierniej im akompaniującego Zbyszka Rymarza. Zbyszko – to człowiek orkiestra.

Zbigniew Rymarz

Zbigniew Rymarz

Na scenach warszawskich występuje jako pianista i kompozytor już przeszło 60 lat. Od 1952 roku współpracuje z teatrami warszawskimi: Powszechnym, Kleksem(scena dzieci Teatru Satyryków), Teatrem Ludowym, Ateneum, Ziemi Mazowieckiej, Fraszką, Guliwerem. Był kierownikiem artystycznym i muzycznym „Wiercipięty”. Pracował też w Rozmaitościach, Dramatycznym, Współczesnym, Syrenie, oraz w teatrach w Szczecinie, Elblągu, Toruniu, Rzeszowie, Jeleniej Górze, Lublinie, Radomiu , a także w londyńskim POSK-u.

Od powstania Telewizji Polskiej współpracował z jej różnymi redakcjami. Przez 10 lat był twórcą, kierownikiem i reżyserem Telewizyjnego Teatrzyku Piosenki „Violinek”, gdzie debiutowało wielu przyszłych artystów z Mieczyslawem Gajdą na czele. Zbyszek jest także „archiwistą” jak sam się nazywa. Namiętnym zbieraczem nut i programów teatralnych. No więc i dla mnie – wyszperał kilka znakomitych melodii. Oprócz wspominanej dawno już opracowanej nuty „Bo piwo Lwowski” Zbyszko zaproponował jeszcze trzy: ”Spotkamy się na Nowym Świecie”,”Qui pro quo” i “Cała Warszawa”. Ostatnia melodia posłużyła mi właśnie do napisania przytoczonej piosenki plebiscytowej.

Na melodię Qui pro quo powstało ( choć chwlami myślałem, że łatwiej byłoby mi to po japońsku napisać) : posłuchamy …

Posłuchaj jak śpiewają Stanisław Górka i Wojciech Machnicki.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

KTO- to kto

Kto to KTO ? - KaTeO!

Konkursy Teatralne

Czemu tak – te role są banalne.

Tutaj gwiazd mamy zjazd - gość z serialu znany.

Po co nam to – my mamy KaTeO !

Tego się nie przeceni,

choćby reklam sto:

Przeczytać w gazecie,

Zobaczyć na płocie,

To nie to - tylko KaTeO.

Kto tu gra ? – aktorzy ogródkowi,

A kto łka – widzowie odlotowi.

Tutaj gwiazd widać blask, słońce też nam świeci.

Choć pada spektakl leci.

Humor jest !

Nieważne niech tam leje, choćby cały dzień.

Na koniec zaświeci

Elektryk dla dzieci -

Słoneczko nasze KaTeO.

Zbyszko Rymarz nagrał mi te melodie na kasetowy magnetofon i całe Towarzystwo ruszyło do Nałęczowa. Ja do prac codziennych zasadziłem Kasię sam nareszcie zajmując się tym, co lubię i chyba jakoś – umiem.

Mam w oczach taki obrazek jak siedzę z magnetofonem słuchając nagrań Zbyszka w kawiarence u Dekerta na Starym Rynku. Siedzę i układam na melodię “Spotkamy się “ chyba najbardziej epicką opowieść muzyczną o Ogródku czyli “Piosenę o teatrach ogródkowych”: “Tego nie pokażą w telewizji…” Gdy skończyłem, a wydawało mi się, że nucę w takt dyktafonu dość dyskretnie miły kelner zapytał z uśmiechem:

Z archiwum Rymarza
Z archiwum Rymarza

- Udała się  piosenka ?

– I owszem, dziękuję,

odpowiedziałem jakoś tak prosto i serdecznie. W tej chwili, w tym przebłysku poczułem, nieznanną mi dotąd jedność. Wiedziałem, że niczego nie gram ani nie udaję, że po prostu noszę w sobie przedwojenną, ojczystą prawdziwie polską – Warszawę. Nie było we mnie pozy ani popisu. Lecz zjednoczenie. Od tamtej chwili nabrałem pewności, że i ja, i schodzący się na mój ogródek ludzie reprezentują odradzającą się w drugim pokoleniu, warszawską, czysto polską tradycję. Że teatr ogródkowy, moje “miejsce spotkania” jest tej tradycji osłoną, szkółką i ostoją. Że ten teatr jest znakiem odrodzenia polskiej kultury i wyzwolenia jej spod terroru skamandryckiej ironii, schillerowskiej kpiny, ingardenowskiego sądzenia – rządzących dziś niepodzielnie w szkolnictwie artystycznym i krytyce – wszystkich estetycznych midraszy.

Piosenki zostały napisane. Wracam do tego wątku może nadto uporczywie. Wracam. Bo bardzo zabolało. O tych piosenkach ( ściśle o istotnie zużytym już w tym czasie Hymnie), otrzymawszy w 2006 roku – chciałbym wiedzieć skąd –  polecenie zniszczenia Ogródka napisze w „Gazecie Wyborczej” Dorota Wyżyńska:

“Ja do Ogródków przestałam chodzić, gdy usłyszałam śpiewaną i wymyśloną przez samego dyrektora piosenkę, która zaczynała się mniej więcej tak: “Dziś do ogródka, zbiegła się trzódka z całego kraju teatralnych scen…” Niby niewinna fraza, ale … potrafi odpowiednio zniechęcić.”

- Mało powiedzieć, że pani Wyżyńska kłamie ! Hymn Ogródkowy, powstał jak już pisałem jeszcze na V, a eksploatowany był głównie na VI i VII KTO, kiedy to pani Dorota była jedną z bardziej sprzyjających konkursowi dziennikarek “Gazety Wyborczej”. Najlepiej świadczy, że cytata wcale nie „mniej więcej”, lecz bardzo akuratna. Trudno było przez pięć lat nie zapamiętać. Hymn okazjonalnie puszczałem z taśmy nagranej na VI KTO przez Górkę i Machnickiego i przez trzy lata Doliny na VIII, IX i X KTO, gdy Pani Wyżyńska uczestniczyła w pracach jury, z których wycofała się przed XI Konkursem. Uczyniła to z najprostszego powodu jakim była kolejna już ciąża tej bardzo wówczas przyzwoitej dziennikarki teatralnej. Ale jej Gazecie te pienia się podobały … wręcz bardziej chyba niż mnie.. Odnotowywano każde chrząknięcie, co skłoniło mnie do dryfowania w tym kierunku.

Teraz - wracamy do 2002 roku – Pani Dorota oddała mnie w dobre ręce pani Anety Prymaki i Beaty Kaczkowskiej, które nadal Konkursowi poświęcały wiele uwagi. Pomysł plebiscytu publiczności wręcz wszystkich zachwycił. Gazeta Stołeczna robiła na swojej drugiej stronie wywiady z przedstawicielami widowni i ze mną publikując niemal w całości ( oczywiście za friko!) udany chyba tekścik piosenki powstałej w ogródku U Deketa na Staromiejskiem Rynku:

„Wspólne śpiewanie w Lapidarium Rozmawiał Mateusz Zieliński

Przyjdź w niedzielę (28.07) do Lapidarium i zaśpiewaj piosenkę!

Co niedziela w Lapidarium widzowie oglądają i wybierają ulubione przedstawienia konkursu. Ale od jutra do tych zadań dojdzie kolejne: na pół godziny przed spektaklem będą wspólnie śpiewać piosenkę.

Mateusz Zieliński:

- Skąd pomysł śpiewania wspólnie z warszawską publicznością?

Andrzej Tadeusz Kijowski, dyrektor XI Konkursu Teatrów Ogródkowych:

-Jakiś czas temu założyłem się o 100 zł ze Stanisławem Górką o to, że Polacy to nie bawarska publiczność i nie zaśpiewają chórem wesołej piosenki. Staszek z kolei uważa, że jest to jak najbardziej możliwe i bardzo chce publiczność rozruszać. Próbował już trzy razy i jak dotąd jest mi winien 300 zł. Nic dziwnego, że trochę się zdenerwował i na tę niedzielę ściągnął Zbigniewa Rymarza, znakomitego akompaniatora. Liczy, że z jego pomocą wreszcie zakład wygra.

Naprawdę do tej pory nikt nie chciał głośno śpiewać?

- Jakieś pojedyncze osoby. A śpiewać ma cały chór, przynajmniej podczas refrenu. Żeby pomóc widzom, nagraliśmy nawet piosenki na płycie kompaktowej, którą można kupić w Lapidarium. Są tam podkłady muzyczne, więc można przy nich potrenować. I ja także, mimo że działam przeciwko własnemu interesowi, pomagam Staszkowi z całych sił. Też bym chciał, żeby ludzie radośnie zaśpiewali. Niestety, to po prostu nie jest w naturze Polaków.

Tak szczerze, to wolałby Pan chyba ten zakład wygrać?

- Ależ skąd! Ja bardzo chciałbym go nareszcie przegrać! Wiem, że moje pieniądze pójdą w dobre ręce i z pewnością są warte tego, żeby publiczność wreszcie zaśpiewała. W niedzielę zrobię wszystko, żeby przegrać. Ale wątpię, czy to mi się uda.

[Lapidarium, Nowomiejska 6/8, niedziela 28 lipca: od godz. 18.30 wspólne śpiewanie pod kierunkiem Zbigniewa Rymarza, od godz. 19 spektakl "Kaczo, byczo, indyczo" w reżyserii Edwarda Żentary]

Piosenka o teatrach ogródkowych

Posłuchaj jak śpiewa Stanisław Górka.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

Zaśpiewaj!

Wersja instrumentalna – Zbigniew Rymarz

Tego nie pokażą w telewizjiwlastcalawarszawa1

Nie ma na to wizji, ani misji

Po to trzeba jechać do Warszawy

Na Starówkę do teatru wpaść.

Refren:

Czy pada deszcz, czy szumią wiatry

Aktorzy mkną ze wszystkich stron

i w Lapidarium czujesz Tatry

a w Schweizertalu słychać gong

Tu niepotrzebny abonament

kablówka, cyfra ani WAP

tu zaraz widać, kto ma talent,

a kto po prostu niewiele wart. “.

Tyle Gazeta. Dalej było tak:

I w Alejach i na Starym Mieście

i w Gwiazdeczce i w Dziekance też -

Ci zamarli w teatralnym geście

Ty masz taką sztukę, jakiej chcesz.

Ref.

Czy pada deszcz………….

Bo w teatrze naszym ogródkowym

od ateńskich, starożytnych lat.

Czeka scena, aktor grać gotowy,

a widzowie schodzą się na CZAT.

Ref.

Tu niepotrzebny abonament…..”

Z.Rymarza, ATK i M. Świtaj

Z.Rymarza, ATK i M. Świtaj

Staszek Górka

Staszek Górka

Opublikowana w „Stołecznej” –  piosenka ta stała się też autentycznym szlagierem sezonu.

Staszek Górka nie mógł brać udziału w pracach jury jako, że pod koniec sierpnia miał jakieś “plebanijne” zobowiązania, pomagał mi jednak przez cały sezon w charakterze Arbitra Nagrody Publiczności zbierającego wraz z moją Kasią ( jak na kościelnego przystało) listki wesołe i smutne do koszyczka, śpiewającego przed spektaklem wraz z publicznością,: to Piosenkę o Ogródkach, to KTO TO KTO, a czasem i stareńki Hymn.

Wszystko przy akompaniamencie Zbyszka Rymarza.

Zaś na zakończenie wieczoru, gdy widzowie zbierali listki śpiewaliśmy wszyscy wcale nie proste melodycznie “ Czas na Oklaski”.

Powstała słowem już jakaś forma teatralnej obrzędowości, jakiś rytuał, jakaś stała oprawa.

CDN – Górkai Machnicki czyli : Unia Ogródkowa, Opis… r. XCVIII


Wyborcza Gazeta Stolecczna (26-07-02 12:07), s. w2