Wpisy otagowane ‘Świtaj’

Rozdz. CV – Lech Kaczyński plus Janusz Pietkiewicz równa się – Całe to Bizancjum

czwartek, 3 Grudzień 2009

poprzedni pierwszy następny

Udział w tym „rykowisku” pod Bella Center 13 grudnia 2002 nie był to wcale koniec mych zatrudnień owego roku. Wszakże ku memu zdumieniu nie żaden Olechowski lecz „moi” przyjaciele Lecha Kaczyńskiego znaleźli się w mieście u władzy. Andrzej Urbański został zastępcą prezydenta miasta ds. kultury. Od pierwszych dni grudnia pełniłem funkcję jego nieformalnego doradcy.

Wszyscy uważali, znając nasze relacje, że wkrótce obejmę jakąś ważną w mieście posadę, a przynajmniej moje ogródki urosną do należnych rozmiarów. Gdy sobie dziś przypominam nasze ówczesne relacje muszę przyznać Urbańskiemu, że wyraźnie chciał ze mną pracować i skorzystać z doświadczenia, także samorządowego, którym dysponowałem. Przypominam sobie nasze spotkania jeszcze na placu Konstytucji, gdzie po wygranych wyborach lecz jeszcze przed wkroczeniem na Miodową do Urzędu Miasta miał gabinet.

- Dawaj festiwal, powiedział mi pierwszego dnia. Dałem. Poczem nigdy już do tematu nie wrócił. Potem, odkrywszy zasiedzenie profesora Durki, który zresztą wnet po 50 latach piastowania tej funkcji zdecydował się odejść na emeryturę ,  zastanawiał się czy nie powierzyć mi Muzeum Warszawy do którego m.in. należy staromiejskie Lapidarium. Wnet jednak stwierdził, że wokół obsady tego stanowiska zbyt wielkie panuje wśród varsavianistów zdenerwowanie. Tylko posady szefa biura kultury ani przez moment mi nie proponował konsultując ze mną jedynie, jak już wspominałem kolejne, stuprocentowo koszerne warianty. Zorientowałem się wnet, iż Andrzej musiał poczuć jakiś nieprzewidywany dotąd opór. Okazało się, że wbrew pozorom nie jestem wcale tak dobrze osadzony w środowisku. Nie tak organicznie jak pewnie sądził. Owszem Senior był i pewnie pozostaje autorytetem dla kręgów Gazety Wyborczej i Okolic Tygodnika Powszechnego. Ja z wiekiem coraz bardziej – „wyrodny”…  Tyle, że po śmierci – atencja nic nie kosztuje… Gdyby jednak żył ? Gdyby tej wolności doczekał ? Czy w rządzie Mazowieckiego, zamiast Cywińskiej likwidowałby przywileje dla plastyków, którym komuna przydzielała pracownie (często na niezłe mieszkania) i kategoryzował teatry czy może byłby dziś wyklęty i na marginesie?  „Pan to jest takie „dziecko przez ptaka przyniesione”…” ostrzegała wszak Seniora w ’68 roku pogardzana Halina Auderska[1]. Ojciec pisał o niej, że „głupia baba i najpodlejsza na świecie” [2] – czy aby się nieco nie mylił ?

Po prawdzie nie wiem czy problem jest we mnie czy w środowisku samym. We mnie, jak mi często zarzucają, w jakichś moich nietaktach, nadmiernych szczerościach, może braku wdzięku, w tym, że jak mi to kiedyś dosadnie powie Urbański: nie buduję układu. Inaczej – nie budzę sympati.   Czy jednak chodzi po prostu o środowisko? O to, że ci, którzy tworzą opiniotwórcze kręgi artystycznej Warszawy dobierają się wg klucza, w którym nie ma miejsca dla czysto polskiego inteligenta,

syna pisarza pochodzącego z Krakowa.

Andrzej Urbański
Andrzej Urbański

Wyobrażał sobie Andrzej, że będę tą osobą, która zapewni Prezydentowi Kaczyńskiemu dobre relacje ze środowiskiem artystycznym.

- Zacznijmy od wigilii zaproponowałem, niech spotkanie ma tę aurę jaką gwarantuje duszpasterstwo środowisk twórczych i ks. Wiesław Niewęgłowski. Bardzo się to Jędrkowi spodobało.

- Tylko bez pompy prosił, najskromniej, wręcz w jakimś domu dziecka byłoby najstosowniej. Dom Dziecka, domem dziecka ale znalazłem miejsce idealne. Lokal Muzeum Historycznego M.st. Warszawy, który jest dość ciepły no i nic nie kosztuje Prezydenta bo to lokal miejski. W czasie gdyśmy z Kasią bujali po Danii, druga moja pracowniczka pani Iza Pieczykolan siedziała w Urzędzie Miasta pracując nad przygotowywaniem Wigilii. Tu już nie obyło się bez zgrzytów. Najpierw duszpasterz Środowisk Twórczych X. Wiesław – pleno titulo, którego umówiłem na uroczystość obraził się, że pominąłem mu dra przed nazwiskiem tytułując prezydenta Kaczyńskiego profesorem. Z tym poradziliśmy sobie przy pomocy Ani Jedlińskiej poprawiając w firmie Cezan zaproszenie w jedną noc. Jednak w czasie mego pobytu w Kopenhadze urzędnicy z Januszem Pietkiewiczem na czele dowiedzieli się o wigilijnych planach. No i zaczęło się, jak je po czterech latach odchodząc ze stanowiska Kanclerza Rzeczpospolitej Urbański określi: „całe to Bizancjum”.

Janusz Pietkiewicz to potęga. Impresario nie znający granic rozmachu. Skądinąd człowiek miły, obyty, znający języki z włoskim na czele. No i ma wdzięk. W obronie jego posady w Mieście dzwonili jak mi relacjonował Urbański wszyscy: od Kurii po Gminę czy postkomunę, z której to rąk dwukrotny szef Opery Narodowej, dziś jeden z kandydatów na fotel Telewizji Publicznej, późniejszy wreszcie już za Kaczyńskiego nowożytny Muchanow czyli Dyrektor Miejskiego Biura Teatrów stanowisko w strukturze miejskiej w jakimś 1999 roku otrzymał.

Janusz Pietkiewicz

Janusz Pietkiewicz

Nie szło z nim walczyć. Więc przeniesiono całą imprezę na Zamek Warszawski z elementami dekoracji i zaprojektowanymi do Muzeum Historycznego występami. Piękna instalacja anielska i artystyczna choinka wykonana przez Grzegorza Stachańczyka oraz występ grupy Pod Górkę

z fragmentami Schillerowskiej „Pastorałki”. „Kolęda na 4 głosy” zupełnie z innej niż zamkowa były bajki, ale po to się miesza, by namieszać.

Monika Świtaj, Wojciech Machnicki i Stanisław Górka

Monika Świtaj, Wojciech Machnicki i Stanisław Górka

Namieszali więc urzędnicy tak skutecznie, że ludzi też przyszło niewiele. Staszek Górka z Moniką Świtaj dokonali cudu radząc sobie jednak z koszmarną akustyką Zamkowej Sali Wielkiej, a pan prezydent Kaczyński … zachorował na gardziołko pozostawiając Urbańskiemu pełnienie honorów domu na tej  artystycznej Wigilii. Kolejna zmarnowana szansa i niepotrzebna  praca to napisana przeze mnie dla Kaczora mowa. Życzenia Bożonarodzeniowe. Nigdy niewygłoszone, może nawet niedostarczone – oczywiście nie opłacone, zatem już tylko moje.  Niech więc dziś dokładnie w siódmą rocznicę ich napisania (3.XII.2002) – w czas nadchodzących Świąt wprost ode mnie popłyną.

Sala Wielka w Zamku Warszawskim

Sala Wielka w Zamku Warszawskim

Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus !

Mili Państwo ! To właściwie moje pierwsze tak duże spotkanie od czasu kiedy mieszkańcy Warszawy powierzyli mi mandat Prezydenta Stolicy.[3] Chciałem by to spotkanie odbywało się właśnie z ludźmi kultury, gdyż co tu dużo mówić od Was teraz bardzo wiele zależy. Od obecnych tu pisarzy, malarzy, muzyków, aktorów, przedstawicieli instytucji kulturalnych zależy znów to co zrobi z sobą Warszawa w Polsce, a Polska w Europie.

Czy będzie cierpieć “krzywdę i pogardę świata, krzywdę ciemięzcy, obelgi dumnego. Lekceważonej miłości męczarnie “ czy będzie hamletyzować i histeryzować, czy cały swój wysiłek skupi na tym by w demokratycznym społeczeństwie, jakie sfery artystyczne pomagały przed piętnastu laty odtworzyć, zaprowadzić porządek, pielęgnować standardy, dbać o wartości. “A nade wszystko słowom naszym zmienionym pilnie przez krętaczy – jedyność wróci i prawdziwość. Niech miłość zawsze miłość znaczy a sprawiedliwość – sprawiedliwość.”

Mamy wkraczać do zjednoczonej Europy. To dobrze bo przecież dla nas Polaków nie ma innej kultury niż europejska. Ale wspólnota europejska zdaje się dziś na kulturę bardzo słabo nastawiona. Narodzona ze wspólnoty Węgla i Stali dopracowała się wspólnego pieniądza – ale czy jakiś wspólny duch ją ożywia ? Choćby ów Święty Duch, którego przywołaniem przed dwudziestu czteroma ( trzydzieści już mija…) laty Ojciec Święty sprawił, iż odmienione zostało oblicze Ziemi – tej Ziemi,

Myślę, że musimy je nadal odmieniać. Poczynając od tej najbliższej warszawskiej i stołecznej razem.  „Nie można zrozumieć dziejów Narodu polskiego bez Chrystusa” – wołał Jan Paweł II w swojej homilii sprzed ćwierci wieku na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Po dwudziestu pięciu latach Warszawa i Polska stają przed niezwykłym wyzwaniem. Z tysiącem naszych narodowych wad: z naszym brakiem pracowitości, nieposzanowaniem autorytetów, skłonnością do efekciarstwa, z zacofanym rolnictwem, skorumpowanym urzędem, niedokształconym pracownikiem mamy oto wkroczyć do europejskiej wspólnoty, gdzie prawa będziemy mieć wprawdzie równe lecz i kary za wszelkie niedociągnięcia ponosić godzimy się jednakie.

Czy jesteśmy na to przygotowani ?

Dziś – może mniej niż wczoraj. Wczoraj, gdy naszą siłą, nasżą wizytówką, nasza identycznością była nasza kultura.

Nie będzie w Warszawie bezpiecznie, nie zostanie zahamowana korupcja, nie polepszy się praca urzędów, nie przybędzie dobrych dróg jeśli nie postawimy na edukację, na naszą młodzież, jeśli nie przywrócimy należnego miejsca kulturze, a z nią nie zwrócimy się ku europejskim miastom z planem szeroko zakrojonej europejskiej wspólpracy kulturalnej.

Nie można zrozumieć dziejów Polski i Warszawy bez kultury. Na nią zawsze brakowało pieniędzy, a to przecież ona dawała  nam wolność. Teraz wolność już podbno mamy. Obiecuję więc jako Nowowybrany prezydent Warszawy zrobić wszystko by przestało brakować pieniędzy przynajmniej na to co Rada Kultury jaką powołać zamierzamy uzna za słuszne. Powstanie taka Rada. Do jej powołania zobowiązałem już odpowiedzialnego za sprawy kultury: publicystę, dziennikarza prasowego i telewizyjnego, ze wszech miar kompetentego polityka i czlowieka kultury jakim jest pan Andrzej Urbanski.

Spodziewam się raportu, w którym zaproponowane zostanie, które inicjatywy tak jak dziś większość kin czy galerii pozostać mają w rękach prywatnych, a które winnny zostać otoczone organizacyjnym mecenatem. Które zaś z niezwykle dziś scentralizowanych instytucji teatralnych czy bibliotecznych mają tkwić w strukturze miasta, a które mogą lub powinny radzić sobie same. Przejrzystszym musi się stać  system miejskich dotacji dla kultury, stworzony system grantów dostępnych zarówno dla osób prywatnych jak i organizacji pozarządowych, wreszcie podjęte muszą zostać działania zaznaczające silniej znaczenie Warszawy na kulturalnej mapie Europy. Warszawa leży w jej geograficznym centrum.

Mam nadzieję  że jeszcze dziś i w najbliższym czasie porozumiemy się co do tego jakie przedsięwziąć działania by Polska nie stała się zakładnikiem europejskiej normy. By wkroczyła do Europy z taką dumą i pewnością siebie z jaką słowiańszczyzna dodała do judejskiego rytu bożonarodzeniowego swoją ośnieżoną choinkę.

Dobrej Choinki Państwu życzę, Pogodnych świąt i mnóstwa prezentów, a sobie by mi pomogli Anieli jak najwięcej tych prezentów dla  świata kultury zgotować.

Przez cały pierwszy kwartał 2003 roku wykonywać więc będę kontredans wokół gabinetu kulturalnego wiceprezydenta Warszawy Andrzeja Urbańskiego. Faktycznie pełniąc rolę doradcy wiceprezydenta formalnie musiałby mnie jednak w swoim teamie zatrudnić sam prezydent. Mimo, że taki wniosek faktycznie z podpisem wiceprezydenta zostanie skierowany,

Doradca ?

ATK - Doradca ?

Wojciech Arkuszewski - pierwsze słyszę...

Wojciech Arkuszewski - pierwsze słyszę...

zatrudnienia w kierowanym przez Wojciecha Arkuszewskiego zespole doradców Kaczyńskiego nigdy nie uzyskam.

I słusznie. Nie mam pojęcia o tej roli. Kiedy mi Urbański zadawał pytanie, otwierałem komputer i w punktach na dwóch-trzech stronach spisywałem wszystko, co na dany temat wiem. Jędrek czytał te moje sylabusy z zachwytem i wzdychał – żebym ja mógł ci tylko za takie konspekty płacić. Ale taki doradca działa przeciw sobie. Po trzech miesiącach uczciwie informowany przełożony wie już tyle co doradca. Dzielący się całą swoją wiedzą doradca staje się niepotrzebny. Urzędnik, polityk nigdy nie myśli o meritum. On myśli o tym jak wzmocnić swoją pozycję. Udzielić minimum a uzyskać maksimum informacji.

Zadaniem, które postawił mi Urbański było stworzenie Rady Kultury przy prezydencie Kaczyńskim. Takiej intelektualnej tarczy. Zasadniczo to dla mnie pryszcz. Napisałem regulamin.

4.         Cele Rady są następujące:

1.         działanie na rzecz rozwoju polskiej kultury i sztuki oraz architektury – zasadniczych zrębów cywilizacji śródziemnomorskiej;

2.         działanie na rzecz rozwoju m. st. Warszawy i zapewnienia mu godnego miejsca wśród stolic kulturalnych jednoczącej się Europy;

3.         działanie na rzecz idei integracji Europejskiej;

4.         działanie na rzecz rozwoju terytorialnych, lokalnych, gospodarczych i regionalnych wspólnot samorządowych.

5.         Do kompetencji Rady należy

5.1.      Koordynowanie niezależnych, rządowych i samorządowych imprez kulturalnych o charakterze ponadlokalnym, a spełniających się w Warszawie

5.2.      Inicjowanie kulturalnej współpracy międzynarodowej ze szczególnym uwzględnieniem miast partnerskich oraz krajów Unii Europejskiej.

5.3.      Inicjowanie przekształceń w zakresie infrastruktury instytucjonalnej

5.4.      Podejmowanie działań organizacyjnych w zakresie realizacji stricte miejskiej polityki kulturalnej itd., itd./.

Zaproponowałem 7.   Skład Rady: Komitetu Honorowego i Zespołu Miejskiego składającego się z urzędników i zarządzających miejskimi instytucjami kultury, a także Zespołu Stołecznego składającego się z dyrektorów Instytucji Kulturalnych z siedzibą w Warszawie – niepodlegających miastu

Kiedy jednak tylko zestawiłem to godne grono znowu zaczęli wtrącać się do tego polityczni urzędnicy. A to, że któryś z autorytetów zbyt unijny. Czerwonych sam nie proponowałem, zresztą szczęśliwie ta formacja nie ma jednak wśród artystów zbyt wielu fanów. To znów, żeby gdzieś między Wajdę, Zanussiego, Piesiewicza, Pendereckiego czy Hartwig wcisnąć jednak jakiegoś dyrektora, radnego czy innego Gelberga. Na takie propozycje parsknąłem śmiechem.

Oni też na mnie … parsknęli. Potem była mowa o Pałacu Kultury. Radzie nadzorczej czy zarządzie. To już było trzecie moje podejście do tej ciekawej w sumie instytucji.

CVI – Bujalski, Isakiewicz – cały ten PeKiN

CDN -


[1] 8/III.1968 Rozmowa z H. A[uderską]. Ostrzeżenia. Intrygi żydowskie. „Pan w tym wszystkim jest takie dziecko przez ptaka przyniesione…”Żydzi zainicjowali podpisywanie, Żydzi przemawiali, Żydzi odrzucają nasz eksport. A. chce mnie „ocalić” od ew. procesu, w który mógłbym być wplątany. Radzi mi po prostu wyjechać do Zakopanego. Wszystko to ma być oparte na informacjach pewnej osoby  partyjnej ( Andrzej Kijowski, Dziennik T.II, s.281)

[2] Op.cit. t.III. s.147

[3] To miał mówić Lech Kaczyński. Ja może powinienem powiedzieć: od czasu, gdu urzędnicy przerażeni tłumami, do których (nie bez wsparcia Prezydenta Kaczyńskiego ) przemawiałem w Ogrodach Frascati, postanowili pozbyć się mnie z Miasta wraz z piękną imprezą”

Rozdz. XCVII – Zbyszko Rymarz i czas piosenek

czwartek, 12 Listopad 2009

poprzedni pierwszy następny

Znudził mi się już serdecznie, banalnie prosty by nie powiedzieć siermiężny, spisany na melodię “Bo piwo lwowski” Hymn Teatrów Ogródkowych napisany jeszcze w Dziekance.

Posłuchaj jak śpiewają Stanisław Górka i Wojciech Machnicki.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

Hymn

Dziś do ogródka, zbiegła się trzódka

Z całego kraju teatralnych scen.

Tu polskie piwo, ważymy żywo.

Kto tego nie wie nie wie czy to sen.

Ref. (bis)

Teatr dla ludzi, który bawi a nie nudzi.

Teatr w ogródku –

to jest właśnie to !

Tu polskie piwo pijemy żywo,

Kto tego nie wie, nie wie kto jest KTO- KaTeO !

Teraz miał być plebiscyt. Dwa miejsca do grania. W niedzielę Lapidarium, a w poniedziałek Dolina Szwajcarska. Zapragnąłem zmierzyć się ze zbiorowym śpiewem.

Moimi nadwornymi śpiewakami byli już od lat artyści z Grupy Pod Górkę czyli Staszek Górka, Wojtek Machnicki i Monika Świtaj

S.Górka, M.Świtaj, W.Maichnicki

S.Górka, M.Świtaj, W.Machnicki

pod wodzą najwierniej im akompaniującego Zbyszka Rymarza. Zbyszko – to człowiek orkiestra.

Zbigniew Rymarz

Zbigniew Rymarz

Na scenach warszawskich występuje jako pianista i kompozytor już przeszło 60 lat. Od 1952 roku współpracuje z teatrami warszawskimi: Powszechnym, Kleksem(scena dzieci Teatru Satyryków), Teatrem Ludowym, Ateneum, Ziemi Mazowieckiej, Fraszką, Guliwerem. Był kierownikiem artystycznym i muzycznym „Wiercipięty”. Pracował też w Rozmaitościach, Dramatycznym, Współczesnym, Syrenie, oraz w teatrach w Szczecinie, Elblągu, Toruniu, Rzeszowie, Jeleniej Górze, Lublinie, Radomiu , a także w londyńskim POSK-u.

Od powstania Telewizji Polskiej współpracował z jej różnymi redakcjami. Przez 10 lat był twórcą, kierownikiem i reżyserem Telewizyjnego Teatrzyku Piosenki „Violinek”, gdzie debiutowało wielu przyszłych artystów z Mieczyslawem Gajdą na czele. Zbyszek jest także „archiwistą” jak sam się nazywa. Namiętnym zbieraczem nut i programów teatralnych. No więc i dla mnie – wyszperał kilka znakomitych melodii. Oprócz wspominanej dawno już opracowanej nuty „Bo piwo Lwowski” Zbyszko zaproponował jeszcze trzy: ”Spotkamy się na Nowym Świecie”,”Qui pro quo” i “Cała Warszawa”. Ostatnia melodia posłużyła mi właśnie do napisania przytoczonej piosenki plebiscytowej.

Na melodię Qui pro quo powstało ( choć chwlami myślałem, że łatwiej byłoby mi to po japońsku napisać) : posłuchamy …

Posłuchaj jak śpiewają Stanisław Górka i Wojciech Machnicki.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

KTO- to kto

Kto to KTO ? - KaTeO!

Konkursy Teatralne

Czemu tak – te role są banalne.

Tutaj gwiazd mamy zjazd - gość z serialu znany.

Po co nam to – my mamy KaTeO !

Tego się nie przeceni,

choćby reklam sto:

Przeczytać w gazecie,

Zobaczyć na płocie,

To nie to - tylko KaTeO.

Kto tu gra ? – aktorzy ogródkowi,

A kto łka – widzowie odlotowi.

Tutaj gwiazd widać blask, słońce też nam świeci.

Choć pada spektakl leci.

Humor jest !

Nieważne niech tam leje, choćby cały dzień.

Na koniec zaświeci

Elektryk dla dzieci -

Słoneczko nasze KaTeO.

Zbyszko Rymarz nagrał mi te melodie na kasetowy magnetofon i całe Towarzystwo ruszyło do Nałęczowa. Ja do prac codziennych zasadziłem Kasię sam nareszcie zajmując się tym, co lubię i chyba jakoś – umiem.

Mam w oczach taki obrazek jak siedzę z magnetofonem słuchając nagrań Zbyszka w kawiarence u Dekerta na Starym Rynku. Siedzę i układam na melodię “Spotkamy się “ chyba najbardziej epicką opowieść muzyczną o Ogródku czyli “Piosenę o teatrach ogródkowych”: “Tego nie pokażą w telewizji…” Gdy skończyłem, a wydawało mi się, że nucę w takt dyktafonu dość dyskretnie miły kelner zapytał z uśmiechem:

Z archiwum Rymarza
Z archiwum Rymarza

- Udała się  piosenka ?

– I owszem, dziękuję,

odpowiedziałem jakoś tak prosto i serdecznie. W tej chwili, w tym przebłysku poczułem, nieznanną mi dotąd jedność. Wiedziałem, że niczego nie gram ani nie udaję, że po prostu noszę w sobie przedwojenną, ojczystą prawdziwie polską – Warszawę. Nie było we mnie pozy ani popisu. Lecz zjednoczenie. Od tamtej chwili nabrałem pewności, że i ja, i schodzący się na mój ogródek ludzie reprezentują odradzającą się w drugim pokoleniu, warszawską, czysto polską tradycję. Że teatr ogródkowy, moje “miejsce spotkania” jest tej tradycji osłoną, szkółką i ostoją. Że ten teatr jest znakiem odrodzenia polskiej kultury i wyzwolenia jej spod terroru skamandryckiej ironii, schillerowskiej kpiny, ingardenowskiego sądzenia – rządzących dziś niepodzielnie w szkolnictwie artystycznym i krytyce – wszystkich estetycznych midraszy.

Piosenki zostały napisane. Wracam do tego wątku może nadto uporczywie. Wracam. Bo bardzo zabolało. O tych piosenkach ( ściśle o istotnie zużytym już w tym czasie Hymnie), otrzymawszy w 2006 roku – chciałbym wiedzieć skąd –  polecenie zniszczenia Ogródka napisze w „Gazecie Wyborczej” Dorota Wyżyńska:

“Ja do Ogródków przestałam chodzić, gdy usłyszałam śpiewaną i wymyśloną przez samego dyrektora piosenkę, która zaczynała się mniej więcej tak: “Dziś do ogródka, zbiegła się trzódka z całego kraju teatralnych scen…” Niby niewinna fraza, ale … potrafi odpowiednio zniechęcić.”

- Mało powiedzieć, że pani Wyżyńska kłamie ! Hymn Ogródkowy, powstał jak już pisałem jeszcze na V, a eksploatowany był głównie na VI i VII KTO, kiedy to pani Dorota była jedną z bardziej sprzyjających konkursowi dziennikarek “Gazety Wyborczej”. Najlepiej świadczy, że cytata wcale nie „mniej więcej”, lecz bardzo akuratna. Trudno było przez pięć lat nie zapamiętać. Hymn okazjonalnie puszczałem z taśmy nagranej na VI KTO przez Górkę i Machnickiego i przez trzy lata Doliny na VIII, IX i X KTO, gdy Pani Wyżyńska uczestniczyła w pracach jury, z których wycofała się przed XI Konkursem. Uczyniła to z najprostszego powodu jakim była kolejna już ciąża tej bardzo wówczas przyzwoitej dziennikarki teatralnej. Ale jej Gazecie te pienia się podobały … wręcz bardziej chyba niż mnie.. Odnotowywano każde chrząknięcie, co skłoniło mnie do dryfowania w tym kierunku.

Teraz - wracamy do 2002 roku – Pani Dorota oddała mnie w dobre ręce pani Anety Prymaki i Beaty Kaczkowskiej, które nadal Konkursowi poświęcały wiele uwagi. Pomysł plebiscytu publiczności wręcz wszystkich zachwycił. Gazeta Stołeczna robiła na swojej drugiej stronie wywiady z przedstawicielami widowni i ze mną publikując niemal w całości ( oczywiście za friko!) udany chyba tekścik piosenki powstałej w ogródku U Deketa na Staromiejskiem Rynku:

„Wspólne śpiewanie w Lapidarium Rozmawiał Mateusz Zieliński

Przyjdź w niedzielę (28.07) do Lapidarium i zaśpiewaj piosenkę!

Co niedziela w Lapidarium widzowie oglądają i wybierają ulubione przedstawienia konkursu. Ale od jutra do tych zadań dojdzie kolejne: na pół godziny przed spektaklem będą wspólnie śpiewać piosenkę.

Mateusz Zieliński:

- Skąd pomysł śpiewania wspólnie z warszawską publicznością?

Andrzej Tadeusz Kijowski, dyrektor XI Konkursu Teatrów Ogródkowych:

-Jakiś czas temu założyłem się o 100 zł ze Stanisławem Górką o to, że Polacy to nie bawarska publiczność i nie zaśpiewają chórem wesołej piosenki. Staszek z kolei uważa, że jest to jak najbardziej możliwe i bardzo chce publiczność rozruszać. Próbował już trzy razy i jak dotąd jest mi winien 300 zł. Nic dziwnego, że trochę się zdenerwował i na tę niedzielę ściągnął Zbigniewa Rymarza, znakomitego akompaniatora. Liczy, że z jego pomocą wreszcie zakład wygra.

Naprawdę do tej pory nikt nie chciał głośno śpiewać?

- Jakieś pojedyncze osoby. A śpiewać ma cały chór, przynajmniej podczas refrenu. Żeby pomóc widzom, nagraliśmy nawet piosenki na płycie kompaktowej, którą można kupić w Lapidarium. Są tam podkłady muzyczne, więc można przy nich potrenować. I ja także, mimo że działam przeciwko własnemu interesowi, pomagam Staszkowi z całych sił. Też bym chciał, żeby ludzie radośnie zaśpiewali. Niestety, to po prostu nie jest w naturze Polaków.

Tak szczerze, to wolałby Pan chyba ten zakład wygrać?

- Ależ skąd! Ja bardzo chciałbym go nareszcie przegrać! Wiem, że moje pieniądze pójdą w dobre ręce i z pewnością są warte tego, żeby publiczność wreszcie zaśpiewała. W niedzielę zrobię wszystko, żeby przegrać. Ale wątpię, czy to mi się uda.

[Lapidarium, Nowomiejska 6/8, niedziela 28 lipca: od godz. 18.30 wspólne śpiewanie pod kierunkiem Zbigniewa Rymarza, od godz. 19 spektakl "Kaczo, byczo, indyczo" w reżyserii Edwarda Żentary]

Piosenka o teatrach ogródkowych

Posłuchaj jak śpiewa Stanisław Górka.

Akompaniament – Zbigniew Rymarz

Zaśpiewaj!

Wersja instrumentalna – Zbigniew Rymarz

Tego nie pokażą w telewizjiwlastcalawarszawa1

Nie ma na to wizji, ani misji

Po to trzeba jechać do Warszawy

Na Starówkę do teatru wpaść.

Refren:

Czy pada deszcz, czy szumią wiatry

Aktorzy mkną ze wszystkich stron

i w Lapidarium czujesz Tatry

a w Schweizertalu słychać gong

Tu niepotrzebny abonament

kablówka, cyfra ani WAP

tu zaraz widać, kto ma talent,

a kto po prostu niewiele wart. “.

Tyle Gazeta. Dalej było tak:

I w Alejach i na Starym Mieście

i w Gwiazdeczce i w Dziekance też -

Ci zamarli w teatralnym geście

Ty masz taką sztukę, jakiej chcesz.

Ref.

Czy pada deszcz………….

Bo w teatrze naszym ogródkowym

od ateńskich, starożytnych lat.

Czeka scena, aktor grać gotowy,

a widzowie schodzą się na CZAT.

Ref.

Tu niepotrzebny abonament…..”

Z.Rymarza, ATK i M. Świtaj

Z.Rymarza, ATK i M. Świtaj

Staszek Górka

Staszek Górka

Opublikowana w „Stołecznej” –  piosenka ta stała się też autentycznym szlagierem sezonu.

Staszek Górka nie mógł brać udziału w pracach jury jako, że pod koniec sierpnia miał jakieś “plebanijne” zobowiązania, pomagał mi jednak przez cały sezon w charakterze Arbitra Nagrody Publiczności zbierającego wraz z moją Kasią ( jak na kościelnego przystało) listki wesołe i smutne do koszyczka, śpiewającego przed spektaklem wraz z publicznością,: to Piosenkę o Ogródkach, to KTO TO KTO, a czasem i stareńki Hymn.

Wszystko przy akompaniamencie Zbyszka Rymarza.

Zaś na zakończenie wieczoru, gdy widzowie zbierali listki śpiewaliśmy wszyscy wcale nie proste melodycznie “ Czas na Oklaski”.

Powstała słowem już jakaś forma teatralnej obrzędowości, jakiś rytuał, jakaś stała oprawa.

CDN – Górkai Machnicki czyli : Unia Ogródkowa, Opis… r. XCVIII


Wyborcza Gazeta Stolecczna (26-07-02 12:07), s. w2