Jesteśmy równolatkami. Prawie. Miałem dokładnie rok kiedy powstał. Jego iglicę widać było z domu. Ciekawił. Był wysoki. Trudno powiedzieć czy przystojny. Pytałem Ojca czy można by zeń skakać na spadochronie.
Obdarzony krakauerskim, sarkastycznym poczuciem humoru zapewnił mnie, że tak: pod wodzą pierwszego sekretarza KW wszyscy posłuszni chłopcy mogą tam skakać przy niedzieli. Tygodniami nie mogłem się doprosić wycieczki. Podobno nigdy nie byłem dość układny– więc zamiast skakać z Pałacu trzeba było grzecznie iść na mszę do Zbawiciela…
Pierwsze z nim zetknięcie musiało nastąpić pewnie w Teatrze Lalka. W przedszkolu dawali czasem na spektakle darmowe talony. Pamiętam przedstawienie Wielkiego Iwana[1]. Teatr był lalkowy ale wstawka filmowa w iście piscatorowskim stylu. Iwan na czele wojsk wermachtu szedł mścić się za swoje krzywdy na braciach – niemal po głowach osłupiałych Widzów. Niezapomniane wrażenie.
Gorąco. Wokół Pałcu rozsiadały się babki sprzedającej wodę z saturatorów. Kiedyś nawet wpuszczono nas z ojcem w niedzielę na basen. Trzeba było wypożyczyć płócienne, białe, z boku wiązane slipki i koszmarny czepek, który wydzierał włosy. Ale tylko raz się udało. Najczęściej basen służył sportowcom i klubom. Pierwszy raz kąpałem się tam zatem pięcioletni, w jakąś parną niedzielę pewnie około 59 roku. Następnie – przez jeden sezon roku 1994. Gdy ocaliłem dh’nie Wacowskiej (znajomej jeszcze z harcerstwa, komunistycznej radnej rezydującej tu nieprzerwanie od 1982 roku) stanowisko dyrektora tej placówki dostąpiłem zaszczytu VIP-owskiego karnetu. Gdy straciłem wpływy karnet też się skończył. Ale …powstały wnet inne baseny.
Układ Warszawski Piskorskiego, Bujalskiego i Foglera – zafundował Stolicy szereg świetnych krytych kąpielisk od Warszawianki poczynając. Podobno w tle jakieś przekręty stały ale szczerze powiedziawszy bynajmniej nie mam im za złe, skoro jest się gdzie kąpać w Warszawie. Bez protekcji choć … za niemałe pieniądze.
Jest też gdzie kupować. Przybyło sklepów: supermarketów i galerii, które (czego los kierowanych przez Adama Hanuszkiewicza Teatrów Nowego i Małego szczególnym przykładem) pożądliwym konsumpcjonizmem rugują dziś ślady kultury i nauki. Dotyczy to także Pałacu im Józefa Stalina. Pełnego pięknych wspomnień.
Z Pałacem jak z całą tzw. komuną. Jak z całym półwieczem budowania ustroju sprawiedliwości społecznej. Czym jest dziś. Co znaczy ? Co z nim począć ?
Były szef marketingu tego obiektu, były sojusznik Kaczyńskich i zdolny menadżer, poliglota, etyk i archeolog śródziemnomorski dr Krzysztof Murawski powiada dziś, że jednak należy go zburzyć. Z pozycji prakseologa stwierdza: ”Ten budynek to gwałt na Warszawie i na całej Polsce, i wrzód na kulturze narodowej. Fatalne znamię, którego obecność odbiera nam pełnię szacunku dla samych siebie.Czesław Bielecki chciał go odczarować budując tam muzeum komunizmu, ale a kysz z komunizmem, to już teraz jest właśnie dokładnie tym – muzeum komunizmu, które niby wygląda pałacowo, ale do niczego się tak na prawdę nie nadaje. Sala Kongresowa, którą należałoby zamknąć z powodu zagrożenia pożarowego, nie spełnieniem żadnych norm dla tego typu budynków, z dyskoteką łupiącą spod ziemi w czasie koncertów, salonikiem Stalina, siedzibą PEN klubu, w której jest szkoła tańca, salami balowymi, w których marmury szlifują miłośnicy kotów lub książek albo strojów ślubnych. Daleki jestem od tego, aby sądzić, że z tego powodu nie budujemy autostrad ani boisk, i w ogóle wszystko co się zmienia przychodzi z tak ogromnym trudem, ale owszem, w pewnej mierze, to są pozostałości tej samej demoralizacji. Zburzmy ten „pałac” i zróbmy w tym miejscu nowoczesne centrum miasta, z Muzeum Sztuki współczesnej, nowoczesnym centrum kongresowo-wystawienniczym i innymi gmachami użyteczności publicznej. Pożegnajmy się z tym fatum, wyburzmy je, albo przebudujmy żeby stało się centrum kultury, odrodzenia, odnowy, odbudowy podstawowych wartości, a nie czymś, co trzeba pracowicie zasłaniać i od bez mała 20 lat urbaniści debatują czym to coś zasłonić. Pani Prezydent – na Pani ręce.”
No cóż do Murawskiego – jeszcze wrócimy. Ważniejsze jest to pytanie. O Pałac.
Uporządkujmy. Pytanie jest zdaje się o to czy budować czy burzyć. Burzono zawsze. Od egipskich czasów jeden faraon budował mastabę i świątynię – następny stawiał sobie potężniejszy w formie piramidy, a świątynię poprzednika rozbierał, zacierał napisy by z tych samych kamieni wznieść świątynię jeszcze potężniejszą i własną.
Pałac Kultury w Warszawie jest ostatnim bodaj w najnowszej historii zapamiętanym zmierzeniem się władzy z pamięcią wykutą w marmurze. Powodowany własną ( całkowicie zresztą uzasadnioną urazą) były szef marketingu tej instytucji proponuje dziś by ją w pył zamienić.
Nie ulega wątpliwości, że ten przeogromny budynek jest szramą na Centrum Miasta. Blizną na jego sercu wytyczanym kwadratem ulicy Marszałkowskiej, Alej Jerozolimskich, Emilii Plater i Świętokrzyskiej.
Nim jednak odpowiem na pytanie czy go zburzyć – warto spytać czy umiemy go inną konstrukcją zastąpić.
Powierzchnia Największego Placu Europy zajęta dziś przez budynek Pałacu Kultury to przestrzeń większa nawet nieco od luksorskiego Karnaku. Ten ostatni zajmował dwa kilometry pustynii – plac Defilad wytyczony w centrum Stolicy europejskiego miasta mierzy dwa i pół kilometra kwadratowego. Jednak tę przestrzeń wypełnia dziś Pałac Kultury, w którym funkcjonuje nadal trzy teatry, Muzeum Techniki i wspomniany Pałac Młodzieży wraz z Basenem.
Bez wątpienia – architektonicznie a także biznesowo – Pałac Kultury to wrzód na Centrum miasta. Przedzielenie centrum Warszawy największym placem Europy zmieniło krwioobieg ulic stolicy. Pańska, Chmielna, Niecała czy Wspólna – krwawią dziś resztakami. Ale Pałac – nie ma co ukrywać stał się istotnie miejscem, gdzie nauka i kultura miały swój azyl. Od teatru Lalka, na tyłach przemianowanego z czasem w Studio – Teatru, który ja jeszcze pod nazwą Teatr Dziecki i Młodzieży Klasycznym zwany wspominam. Poprzez ochrzczony Teatrem Miejskim „Dramatyczny” dawniej – Teatrem Domu Wojska Polskiego nazywany , aż po Pałac Młodzieży z harcerską „Gawędą” dh-a Kieruzalskiego z basenem dla wybranych sportowców i wspomnianych VIP-ów.
Pałac to także świetne Muzeum Techniki i Sala Kongresowa, w której wystpowali i Roling Stones i Aznavour. No i 33 piętra. Biblioteka OR PAN-u na parterze,
pierwszy wielki komputer mieścił się na czwartm piętrze tam gdzie sale wykładowe Unwersytetu. Wyżej była Polska Akademia Nauk. Wreszcie PeKiN to kino Wiedza, kilka restauracji i to największa antena w Warszawie. Byłem na Aznavourze – wystał mój ojciec ten bilet w jakiejś koszmarnej kolejce. Dostał tylko dwa. Sam nie poszedł. Starczyło dla mnie i dla mamy – więcej nie sprzedawali. Reglamentacja.
Najsilniej jestem oczywiści związany z Salą Teatru Dramatycznego. Tu był Senior – przez jeden sezon 1966-1968 kierownikiem literackim u Andrzeja Szczpkowskiego. Tu odbywały się Warszawskie Spotkania Teatralne. Tutaj też 13 grudnia zawieszono Kongres Kultury Polskiej. Gdzie znów przemawiał Ojciec na tym „kongresie na Tytanicu” – jak został nazwanym.
Z czasem zaczałem piętra odkrywać. Szczególnie w okresie mej współpracy z PAN-em. Tu mieściły się niektóre gabinety, zakłady. Odbywały wykłady, lektoraty. Jeżdziło się obsługiwanymi długo przez windziarzy kabinami.
Albo … wchodziło schodami. Schody Pałacu to osobna tradycja. Na którymś jego wysokim piętrze odbywały się pamiętam wykłady z ekonomii dla humanistycznych doktorantów, którzy taki egzamin musiel zdać dodatkowo. Połaczyły się tam szergi PAN-wowskigo Wydziału Pierwszego. Szedł Krzyś Murawski z Dybciakiem, Marek Zalewski z Gumkowskim i niżej podpisany - wszyscy wspinali się w górę po schodach towarzysząc Małgosi Baranowskiej ( tej od Historii Pocztówki i Prywatnej Historii Poezji, która … miała klaustrofobię i winda dla niej był koszmarem.
W 1993 roku rozmawiałem z wieloletnim szefem Pałacu Kultury Waldemarem Sawickim. Zwiedziłem wtedy instytucję od schronów atomowych po iglicę. Drugi raz krążyłem tam „zawodowo”, gdy Szefem Pałacu został były szef stowarzyszenia kupieckiego Wola, burmistrz pierwszej kadencji tej dzielnicy, oscylujący między PC, Telegrafem a Platformą – Paweł Bujalski. Nie znalazł dla mnie miejsca. Wolał Andrzeja Golimonta. Radnego SLD. Niegdyś związanego ze szmatławym „NIE” Jerzego Urbana. Potem radnym. Wreszcie szefem promocji Pałacu, na którym to stanowisku zastąpi go właśnie – Murawski.
Chyba jednak dobrze, że się tam nie dostałem biorąc pod uwagę, że Bujalski w pewnym sensie zajął zwolnione przez Maćka Zalewskiego miejsce w kryminale. Przesiedział rok, dziś zwolniony za kaucją czeka na procesy. Trzeci podejście dokonywało się, gdy szefem Pałacu został Lech Isakiewicz a jego zastępcą czy raczej szefem marketingu Krzysztof Murawski. Ci też się procesują – ale między sobą…
A pod Pałacem ? Właśnie zlikwidowano Kupieckie Hale. Ma powstawać Muzeum Komunizmu. Tadeusz Koss odzyskał swoją pod Pałacem swoją działkę. Za nim pójdą inni. Jeszcze się będzie … działo.
CDN
[1]Wielki Iwan (Sergiusz Obrazcow, Sergiej Preobrażeński), reżyseria:Wilkowski Jan
dekoracje: Kilian Adam
Tagi: Krzysztof Murawski, Lech Isakiewicz, Ojciec (a.kijowski), Paweł Bujalski, Pałac Kultury





