Wpisy otagowane ‘Lech Isakiewicz’

Rozdz. CVII -Zmarnowane szanse – rzecz o Murawskim Krzychu

czwartek, 21 Styczeń 2010

Murawski… O Murawskim już kilkakroć wspominałem. Znam go dobre 33 lata. To także mój rówieśnik. Jak Pałac Kultury. Studiował na Uniwersytecie Warszawski równolegle z nami ( Andrzejem Urbańskim, Grzesiem Godlewskim, Markiem Karpińskim, Michałem Bonim, Krzysiem Jasińskim) tyle, że na historycznym wydziale archeologii .

Opisywałem już nasze z Urbańskim w Sigmie i u Ekonomistów występy z Meteorem. Wspominałem, że brał w nich i Murawski – obok Piotrka Glińskiego ( dziś profesora Polskiej Akademiii Nauk) i Janka Aisnera ( wspólpracownika Lutka Dorna, który na emigracji przepadł gdzieś w Kandzie jeszcze w jakims ’83) roku. To kumple z jednej licealneej na Sasakiej Kępie klasy także – Murawski. Trzeba przyznać, że ten wysoki blondyn o pociągłej twarzy i organizujących jej wyraz wypukłych nieco sennych powiekach jest bardzo zdolny. Przede wszystkim językowo, lecz nie tylko. Z Krzyśkiem losy wyjątkowo nam się przez lata krzyżują.

Poznaliśmy się przy teatralnych zajęciach, na pierwszym roku. Potem jednak traf zbliżył nas towarzysko. Zaczęła się mała stabilizacja. Żeniliśmy się szybko, młodo i … raczej bez sensu. Przeważnie z koleżankami, które nam skrypty pożyczały. Krzysiek znalazł sobie pieruńsko zdolną Kasię ( która w sierpniu 2009 roku jako Katarzyna Murawska-Muthesius po latach emigracji w Londynie powróciła na stanowisko z-cy dyrektora Muzeum Narodowego).
Ja – porzuciwszy studencką kruczowłoą Krysię wkręciłem się w loki blond Ani. Jak to było ? Ze studiów polonistycznych wyniosłem zażyłość z z Halinką Kreid, która posiadła Marka Waszkiela (dziś dyrektora Białostockiego Teatru Lalek) skutecznie na roku trzecim i wierzę, że ( może im jedynym z całej pokoleniowej formacji) – rodzinne szczęście wciąż sprzyja. Wtedy zaś młoda Waszkielowa ze świeżo z Murawskiemu poślubioną Kasią w jednym stały domu, w którym i myśmy z Anią bywali i w bridge nawet grali.

Katarzyna Murawska-Muthesius

Przyszedł karnawał solidarności. Krzysiek dołączył do mojego studium doktoranckiego w IFISIe i ma swój udział jako ówczesny przedstawiciel doktorantów w Radzie Naukowej, w tym, że mnie (jako jednynego doktoranta, co w terminie obronił pracę) w końcu do IFISu przyjęto. Rozpadło się potem małżeństwo Murawskiemu. W zdobytym ogromnym poświeceniem finansowym obydwu rodzin mieszkaniu na ulicy Czerwonego Krzyża, z którego w’82 pomagałem mu wynosić gruz kubałkami – w roku 2003 zamieszka ( i nawet do Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu nie od razu zechce się wyprowadzić) … instalujący się w Warszawie jako Prezydent wpierw miasta, a potem kraju nie kto inny tylko Lech Kaczyński. Krzyś w finale związku z Katarzyną pocznie jeszcze syna Michała. Ten jednak wnet z matką wyemigruje do Angli, gdzie Kasia zrobi sporą karierę jako historyk sztuki. A Krzysia – Kaczyński w tymże 2003 roku najpierw ( bez związku z mieszkaniem…) przyhołubi w Pałacu Kultury, a potem pod dyktat agenta SB Lecha Isakiewicza będzie starał się bezskutecznie ( czyli bezprawnie czego wykazywanie pięć jednak lat trwało) – dyscyplinarnie zwolnić z pracy.

Mrożek by tego nie wymyślił !!!

Dziś Krzysztof jest przedstawicielem na wschodnią Europę bazy Proquest dla brytyjskiej Europejskiej Agencji Leków. Mieszka w Warszawskich Ząbkach. To on zachęcił mnie bym swój blog w Salonie 24 założył.
Wtedy, czyli w Stanie Wojennym Krzyś pracował w IFISiE. W zakładzie Etyki pod sporym wpływem prakseologa Rudniańskiego. Doktorat zrobił szybko i nie zawachał się dać go do czytania w bojkotowanym na początku stanu wojennego reżimowym radio. Każda taka informacja bolała. Stan Wojenny przeprowadzała bowiem WRONa na otwartej ranie ambicji inteligencji polskiej. W drugi dzień świąt wielkanocnych roku 1985 poznał Murawski w moim ówczesnym domu Dorotkę Szczepańską czym dowiodłem, że umiem kojarzyć innym związki skuteczniej niż sobie. Dorota przeniosła na Krzyśka wszystkie uczuciowe marzenia, mają czworo dzieci, piękny dom, a ja … miejsce przy stole, gdy mnie wiatry po bezdrożach gnają. Dobre i tyle.

Odnowa roku ’90 tego wyniosła mnie do Tygodnika Solidarność. Krzysztof dusił się w PANie zazdroszcząc kolegom, choćby takim jak również uciekinier z tej samej instytucji – Józek Orzeł ( były poseł PC) – kariery. Pomagałem jak umiałem. Przekonałem Piotra Wierzbickiego by zatrudnił go, a także Jolę Kessler Chojecką w dziale zagranicznym „Nowego Świata”. Gdy zostałem dziennikarzem TV zapraszałem Krzycha tak często jak się dało na Grzybowską do NTW. Kariera Krzyśka nabrała rozpędu za rządów Buzka. Najpierw został dyrektorem departamentu w ministerstwie…, potem na rok szefem WSiPu, wreszcie za panowania Urbańskiego został szefem marketingu Pałacu Kultury z proźbą by także mną się zajął. Z tym zajmowniem zawsze jednak gorzej było.
Nie tylko jednak o mnie tu chodzi. Jak podliczę gdzie się tylko Murawski pojawi czy to Gazecie, czy w Ministerstwie, czy w Wydawnictwie czy wreszcie w Pałacu Kultury – wszędzie ma pozycję zawodową i finansową i … każda z tych instytucji padnie. Krzysztof wraz z nią ( dzięki perfekcyjnej znajomości języków) lądując jednak zawsze w jakieś zachodniej firmie, która po 89 roku Polski rynek eksploruje. Przypadek ? – Zapewne. Lecz taki co zmarnowanych przez egoistów szans potwierdza regułę.

Gdy został Krzyś zastępcą dyrektora departamentu Struktur Państwa w zlikwidowanym przez rząd PISu w 2006 roku Rządowym Centrum Studiów Strategicznych natychmiast poprosił mnie o współpłracę. Miał jak pamiętam pilotować reformę samorządową. Potrzebował ekspertów. Był dość… szczery. Oświadczył, że teraz on będzie błyszczeć lecz są mu potrzebni eksperci. Zachowałem się jak to u mnie w zwyczaju. Palec do góry i wyrectytowałem lekcję. Przedstawiłem projekt.
Zgromadziłem mu w gabinecie najlepszych ekspertów w tej dziedzinie. Byłego już w tym momencie wojewodę warszawskiego Bohdana Jastrzębskiego, byłego wiceprezydenta miasta Olgierda Dziekońskiego, Kazie Kleinę ( byłego wojewodę słupskiego, kaszebę i Senatora AWS) oraz opisywanego już Andrzeja Lubiatowskiego.

Wykonałem pracę, oddałem całą wiedzę, nie otrzymałem za to złamanej złotówki i jak się tu dziwić, że więcej nie zaproponowo mi stałej współpracy. Po co kupować od tego co sam chętnie daje. „Adwokat po sprawie jest jak panienka po zabawie”. Krzyś to jakoś zawsze instynktownie wiedział. Pamiętam jak na początku lat 90 tych rozgryzaliśmy pierwsze komputery. Jeszcze nie rozumiałem czym różni się dyskietka od taśmy magnetofonowej. Pamięci dysku twardego od podręcznej i przenośnej. Krzyś uśmiechał się z wyższością, ale wiedzy udzielał niechętnie. Jakoś instynktownie rozumiał, że jeśli nie płacą nie należy się z nią obnosić. Gdyż, jak to sformułował był Michel Foucault: Wiedza jest władzą.

Z Krzysiem (dzięki ciepłym wspomnieniom czasów pierwszych rozwodów, stosunki są ciepłe nadal choć zawsze jednostronne. Ani w okresie zarządzania przezeń WSiPem ani w czasie, gdy szefował marketingowi pałacowemu nie znalazła się tam dla mnie posada. Nikt nigdy nie chciał przypuszczać mnie zbyt blisko. Choć tym razem ( czyli w czasie pałacowym) na wyraźne polecenie Andrzeja Urbańskiego otrzymałem przynajmniej matrialne wsparcie – będące formą zapłaty za moje przysługi, których temu ostatniemu honorować nie pozwalano.

Małgorzata Szpakowska ( 1988)

W sumie dobrze, że nie zbliżyłem się doń bardziej. Doń czy raczej do zdemaskowanego dziś agenta SB Lecha Isakiewicza – powołanego na stanowisko szefa Pałacu Kultury przez Lecha Kaczyńskiego, który najpodlej rozprawił się z Krzysztofem stawiając mu absurdalne zarzuty. Zwolnił dyscyplinarnie z pracy i oczywiście po pojawieniu się w mieście Pani Bufetowej w gabinecie Prezydenta Miasta sam bez problemu dogadał z tą formacją.
No, cóż Krzysiu, Andrzeju – może mniej należało się bać lojalnych przyjaciół. Może, gdybyście się tak nie puszyli, nie asekurowali, przetrwalibyśmy razem, a może poległbym z wami bardziej niż sam? Któż dziś to wie. W 1983 może ’84 roku zaprzyjaźniona ze mną serdecznie Małgosia Szpakowska, gdy wyrzekałem na na komunę i Związek Radziecki, życząc temu ostatniemu by go diabli wzieli powiadała.

– Bo ty Andrzejku jesteś jak ten więzień przywiązany do Pałacu Kultury łancuchem przykuty, który modli się, by go wysadzono w powietrze nie bacząc, że zginie pod gruzami.
Związek Radziecki się rozpadł. Przynajmniej długo mi się tak wydawało. Kamienie ? Patrząc na tę eksplozję w cyklu historycznym właśnie osiągnęły zenit swego wzlotu. Wiele wskazuje na to, że właśnie zaczynają spadać.

A my też – już jakby pod gruzami. Jeden w Radości, drugi w Ząbkach, trzeci przy Placu Zbawiciela. I komu tu Pałace burzyć ? Grobowce pora budować.
Łatwo powiedziać. Łatwo zburzyć. Łatwo obiecywać. Jednak ani Paul Morand nie spalił Moskwy, ani Bruno Jasieński Paryża. Przeciwnie – to tego ostatniego moskwicini – zmrozili. Podobnie jak Murawskiego – Lech Kaczyński, a mnie jego „pani prezydent” pod której skrzydłami nie zdołał jednak tenże Murawski już jako platformerski radny przerobić podwarszawskich Ząbek w centrum Nauki i Kultury. Nie wiem nawet czy próbował. Zrezygnował. Oskarżony przez głupców, obmówiony przez agentów, skrzywdzony przez cyników jest dziś Krzyś Murawski – jak Pałac Kultury, jak niżej podpisany, jakąś pozostałością, świadectwem marzeń, śladem umarłej frazeologii.

Rozdz. CVI – Bujalski, Isakiewicz i Murawski – co PeKiN pali.

wtorek, 19 Styczeń 2010

Jesteśmy równolatkami. Prawie. Miałem dokładnie rok kiedy powstał. Jego iglicę widać było z domu. Ciekawił. Był wysoki. Trudno powiedzieć czy przystojny. Pytałem Ojca czy można by zeń skakać na spadochronie.

Roślismy razem

Obdarzony krakauerskim, sarkastycznym poczuciem humoru zapewnił mnie, że tak: pod wodzą pierwszego sekretarza KW wszyscy posłuszni chłopcy mogą tam skakać przy niedzieli. Tygodniami nie mogłem się doprosić wycieczki. Podobno nigdy nie byłem dość układny– więc zamiast skakać z Pałacu trzeba było grzecznie iść na mszę do Zbawiciela…

Pierwsze z nim zetknięcie musiało nastąpić pewnie w Teatrze Lalka. W przedszkolu dawali czasem na spektakle darmowe talony. Pamiętam przedstawienie Wielkiego Iwana[1]. Teatr był lalkowy ale wstawka filmowa w iście piscatorowskim stylu. Iwan na czele wojsk wermachtu szedł mścić się za swoje krzywdy na braciach – niemal po głowach osłupiałych Widzów. Niezapomniane wrażenie.

Gorąco. Wokół Pałcu rozsiadały się babki sprzedającej wodę z saturatorów. Kiedyś nawet wpuszczono nas z ojcem w niedzielę na basen. Trzeba było wypożyczyć płócienne, białe, z boku wiązane slipki i koszmarny czepek, który wydzierał włosy. Ale tylko raz się udało. Najczęściej basen służył sportowcom i klubom. Pierwszy raz kąpałem się tam zatem  pięcioletni, w jakąś parną niedzielę pewnie około 59 roku. Następnie – przez jeden sezon roku 1994. Gdy ocaliłem dh’nie Wacowskiej (znajomej jeszcze z harcerstwa, komunistycznej radnej rezydującej tu nieprzerwanie od 1982 roku) stanowisko dyrektora tej placówki dostąpiłem zaszczytu VIP-owskiego karnetu. Gdy straciłem wpływy karnet też się skończył. Ale …powstały wnet inne baseny.

Układ Warszawski Piskorskiego, Bujalskiego i Foglera – zafundował Stolicy szereg świetnych krytych kąpielisk od Warszawianki poczynając. Podobno w tle jakieś przekręty stały ale szczerze powiedziawszy bynajmniej nie mam im za złe, skoro jest się gdzie kąpać w Warszawie. Bez protekcji choć … za niemałe pieniądze.

Jest też gdzie kupować. Przybyło sklepów: supermarketów i galerii, które (czego los kierowanych przez Adama Hanuszkiewicza Teatrów Nowego i Małego szczególnym przykładem)  pożądliwym konsumpcjonizmem rugują dziś ślady kultury i nauki. Dotyczy to także Pałacu im Józefa Stalina. Pełnego pięknych wspomnień.

Z Pałacem jak z całą tzw. komuną. Jak z całym półwieczem budowania ustroju sprawiedliwości społecznej. Czym jest dziś. Co znaczy ? Co z nim począć ?

Krzysztof Murawski

Były szef marketingu tego obiektu, były sojusznik Kaczyńskich i zdolny menadżer, poliglota, etyk i archeolog śródziemnomorski dr Krzysztof Murawski powiada dziś, że jednak należy go zburzyć. Z pozycji prakseologa stwierdza: ”Ten budynek to gwałt na Warszawie i na całej Polsce, i wrzód na kulturze narodowej. Fatalne znamię, którego obecność odbiera nam pełnię szacunku dla samych siebie.Czesław Bielecki chciał go odczarować budując tam muzeum komunizmu, ale a kysz z komunizmem, to już teraz jest właśnie dokładnie tym – muzeum komunizmu, które niby wygląda pałacowo, ale do niczego się tak na prawdę nie nadaje. Sala Kongresowa, którą należałoby zamknąć z powodu zagrożenia pożarowego, nie spełnieniem żadnych norm dla tego typu budynków, z dyskoteką łupiącą spod ziemi w czasie koncertów, salonikiem Stalina, siedzibą PEN klubu, w której jest szkoła tańca, salami balowymi, w których marmury szlifują miłośnicy kotów lub książek albo strojów ślubnych. Daleki jestem od tego, aby sądzić, że z tego powodu nie budujemy autostrad ani boisk, i w ogóle wszystko co się zmienia przychodzi z tak ogromnym trudem, ale owszem, w pewnej mierze, to są pozostałości tej samej demoralizacji.  Zburzmy ten „pałac” i zróbmy w tym miejscu nowoczesne centrum miasta, z Muzeum Sztuki współczesnej, nowoczesnym centrum kongresowo-wystawienniczym i innymi gmachami użyteczności publicznej. Pożegnajmy się z tym fatum, wyburzmy je, albo przebudujmy żeby stało się centrum kultury, odrodzenia, odnowy, odbudowy podstawowych wartości, a nie czymś, co trzeba pracowicie zasłaniać i od bez mała 20 lat urbaniści debatują czym to coś zasłonić. Pani Prezydent – na Pani ręce.”

No cóż do Murawskiego – jeszcze wrócimy. Ważniejsze jest to pytanie.  O Pałac.

Uporządkujmy. Pytanie jest zdaje się o to czy budować czy burzyć. Burzono zawsze. Od egipskich czasów jeden faraon budował mastabę i świątynię – następny stawiał sobie potężniejszy w formie piramidy, a świątynię poprzednika rozbierał, zacierał napisy by z tych samych kamieni wznieść świątynię  jeszcze potężniejszą i własną.

Pałac Kultury w Warszawie jest ostatnim bodaj w najnowszej historii zapamiętanym zmierzeniem się władzy z pamięcią wykutą w marmurze. Powodowany własną ( całkowicie zresztą uzasadnioną urazą) były szef marketingu tej instytucji proponuje dziś by ją w pył zamienić.

PKiN

Zagospodarowanie Placu Defilad

Nie ulega wątpliwości, że ten przeogromny budynek jest szramą na Centrum Miasta. Blizną na jego sercu  wytyczanym  kwadratem ulicy Marszałkowskiej, Alej Jerozolimskich, Emilii Plater i Świętokrzyskiej.

Nim jednak odpowiem na pytanie czy go zburzyć – warto spytać czy umiemy go inną konstrukcją zastąpić.

Powierzchnia Największego Placu Europy zajęta dziś przez budynek Pałacu Kultury to przestrzeń większa nawet nieco od luksorskiego Karnaku. Ten ostatni zajmował dwa kilometry pustynii –  plac Defilad wytyczony w centrum Stolicy europejskiego miasta mierzy dwa i pół kilometra kwadratowego. Jednak tę przestrzeń wypełnia dziś Pałac Kultury, w którym funkcjonuje nadal trzy teatry, Muzeum Techniki i wspomniany Pałac Młodzieży wraz z Basenem.

Bez wątpienia – architektonicznie a także biznesowo – Pałac Kultury to wrzód na Centrum miasta. Przedzielenie centrum Warszawy największym placem Europy zmieniło krwioobieg ulic stolicy. Pańska, Chmielna, Niecała czy Wspólna – krwawią dziś resztakami. Ale Pałac – nie ma co ukrywać stał się istotnie miejscem, gdzie nauka i kultura miały swój azyl. Od teatru Lalka, na tyłach przemianowanego  z czasem w Studio – Teatru, który ja jeszcze pod nazwą Teatr  Dziecki i Młodzieży Klasycznym zwany wspominam. Poprzez ochrzczony Teatrem Miejskim „Dramatyczny” dawniej – Teatrem Domu Wojska Polskiego nazywany , aż po  Pałac  Młodzieży z harcerską „Gawędą” dh-a Kieruzalskiego z basenem dla wybranych sportowców i wspomnianych VIP-ów.

Pałac to także świetne Muzeum Techniki i Sala Kongresowa, w której wystpowali i Roling Stones i Aznavour. No i 33 piętra. Biblioteka OR PAN-u na parterze,

PLiN

Karnak Warszawski

pierwszy wielki komputer mieścił się na czwartm piętrze tam gdzie  sale wykładowe Unwersytetu. Wyżej była Polska Akademia Nauk. Wreszcie PeKiN to kino Wiedza, kilka restauracji i to największa antena w Warszawie. Byłem na Aznavourze – wystał mój ojciec ten bilet w jakiejś koszmarnej kolejce. Dostał tylko dwa. Sam nie poszedł. Starczyło dla mnie i dla mamy – więcej nie sprzedawali. Reglamentacja.

Najsilniej jestem oczywiści związany z Salą Teatru Dramatycznego. Tu był Senior – przez jeden sezon 1966-1968 kierownikiem literackim u Andrzeja Szczpkowskiego. Tu odbywały się Warszawskie Spotkania Teatralne. Tutaj też 13 grudnia zawieszono Kongres Kultury Polskiej. Gdzie znów przemawiał Ojciec na tym „kongresie na Tytanicu” – jak został nazwanym.

Z czasem zaczałem piętra odkrywać. Szczególnie w okresie mej współpracy z PAN-em. Tu mieściły się niektóre gabinety, zakłady.  Odbywały wykłady, lektoraty. Jeżdziło się obsługiwanymi długo przez windziarzy kabinami.

Albo … wchodziło schodami. Schody Pałacu to osobna tradycja. Na którymś jego wysokim piętrze odbywały się pamiętam wykłady z ekonomii dla humanistycznych doktorantów, którzy taki egzamin musiel zdać dodatkowo. Połaczyły się tam szergi PAN-wowskigo Wydziału Pierwszego. Szedł Krzyś Murawski z Dybciakiem, Marek Zalewski z Gumkowskim i niżej podpisany -  wszyscy wspinali się w górę po schodach towarzysząc Małgosi Baranowskiej ( tej od Historii Pocztówki i Prywatnej Historii Poezji, która … miała klaustrofobię i winda dla niej był koszmarem.

Który dozyskał działkę

W 1993 roku rozmawiałem z wieloletnim szefem Pałacu Kultury Waldemarem Sawickim. Zwiedziłem wtedy instytucję od schronów atomowych po iglicę. Drugi raz krążyłem tam „zawodowo”, gdy Szefem Pałacu został były szef stowarzyszenia kupieckiego Wola, burmistrz pierwszej kadencji tej dzielnicy, oscylujący między PC, Telegrafem a Platformą – Paweł Bujalski. Nie znalazł dla mnie miejsca. Wolał Andrzeja Golimonta. Radnego SLD. Niegdyś związanego ze szmatławym „NIE” Jerzego Urbana. Potem radnym. Wreszcie szefem promocji Pałacu, na którym to stanowisku zastąpi go właśnie – Murawski.

Chyba jednak dobrze, że się tam nie dostałem biorąc pod uwagę, że Bujalski w pewnym sensie zajął zwolnione przez Maćka Zalewskiego miejsce w kryminale. Przesiedział rok, dziś zwolniony za kaucją czeka na procesy. Trzeci podejście dokonywało się, gdy szefem Pałacu został Lech Isakiewicz a jego zastępcą czy raczej szefem marketingu Krzysztof Murawski. Ci też się procesują – ale między sobą…

Pałac Kultury AD 2009

A pod Pałacem ? Właśnie zlikwidowano Kupieckie Hale. Ma powstawać Muzeum Komunizmu. Tadeusz Koss odzyskał swoją pod Pałacem swoją działkę. Za nim pójdą inni. Jeszcze się będzie … działo.

CDN


[1]Wielki Iwan (Sergiusz Obrazcow, Sergiej Preobrażeński), reżyseria:Wilkowski Jan

dekoracje:               Kilian Adam