Kto jeszcze na tej drabinie – przed tym Pajacem z „Małej Apokalipsy” Konwickiego świeżo przez NOW-ą właśnie w 1979 roku wydanej ? Na tej drabinie, przed którą kto wie czy nie przyjdzie się w końcu spalić choć inaczej po 25 latach widać dziś zagrożenie dla polskiej kultury niż ćwierć wieku temu. Po schodach Pałacu wstępując ubijaliśmy wszak starą - tworząc zręby nowej hierarchii. wartości To klasa Krzycha Murawszczaka z Saskiej Kępy, a w niej ? –
Krzyś Jasiński.
Nie, nie ten od Teatru Stu. Też rówieśnik, dziś reżyser i znakomity realizator telewizyjny kolega jeszcze z Liceum Batorego. Jego ojciec był jakimś komunistycznym aparatczykiem w Ministerstwie Kultury. Podlegał mu departament Szkolnictwa Artystycznego. Ale mama Krzysia była nauczycielką w liceum na Saskiej Kępie, gdzie wspominani koledzy chodzili do bardzo niezwykłej klasy. Dobrała się tam grupa młodych, bardzo zdolnych chłopców. Poszli na różne wydziały, lecz przynajmniej na I roku gromadzili się właśnie wokół teatru. Stąd trafiali w moją, a i ja poznawałem ich orbitę.
Zanim zaczniemu kroczyć schodami Pałacu Kultury Murawskiego i Isakiewicza – warto powspinać się schodami – niby po jakubowej drabinie.
Spotkany na I roku Janek Aisner. Janek – studiował socjologię, W towarzystwie Ludwika Dorna, Uli Doroszewskiej ( dziś ambasador RP w Gruzji) i Andrzja (Sahibka) Axera – zaangażowany w KOR i Solidarność. Widzę go w 1982 roku w mieszkaniu Magdy Chechlińskiej na Jelonkach, żegna się. Emigruje.
O Michale Bonim z tej klasy kilkakroć już wspominałem.
Z tej klasy spotykanej a to na kursie angielskiego, a to w której z teatralnych sal Pałacu Kultury czy w księgarni OR PAN-u tamże na parterze warto jeszcze wspomnieć dzisiejszego profesora socjologii i brata wybitnego filmowca Roberta czyli Piotrka Glińskiego. Studiował ekonomię ( to on załatwił salę prób na Długiej) potem wszyscy trzej to znaczy Gliniak, Murawski i ja zostaliśmy doktorantami Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Ja w sumie doktorat zrobiłem najszybciej, a chłopcy zrobili co w ich mocy bym (w związku z faktem, iż jako jeden z nielicznych absolwentów studium doktoranckiego, pracę dr obroniłem 11.VI.1980 czyli w terminie) powrócił z zesłania na białostockie kresy wschodnie. I tak się w istocie stało.
Przeprowadzoną w okresie solidarnościowego karnawału uchwałę Rady Naukowej IFISu zobowiązującą Dyrektora Instytutu do zatrudnienia mnie skonsumował Dyrektor-Komisarz tej instytucji prof. dr Kazimierz Doktór już w stanie wojennym. Ale skonsumował ! Była to jego pierwsza decyzja personalna. Podjęta wobec zwalnianego w tym samym momencie z Białostockiej Fillii przez tamtejszego komisarza prof. Jerzego Niemca przewodniczącego komisji wydziałowej pedagogiczno-psychologicznej „Solidarności”. Dziwnie się plecie w Polsce i na świecie. Od tamtej chwil uważałem, że jestem w czepku urodzony. Zresztą ponoć faktycznie jestem.
Moje drogi z IFISem rozeszły się w jakimś 85 roku, gdy z amerykańskiego stypendium wróciła Kasia Rosner.
Chyba trochę rozżalona. Bo dla siebie miejsca w Stanach nie znalazła, pozostawiła natomiast za oceanem swego męża Piotra Graffa. Piotr i Kasia spłodzili ( i świetnie w Stanach wykształcili) Agnieszkę Graff: dziś czołową polską nowożytną sufrażystkę. Piotr zaś (czego dowiedziałem się odeń po francusku, gdyśmy razem oprowadzali po warszawie francuską profesor Jeanne Parain-Vial – jest wyniesionym jako niemowle z getta dzieckiem wychowanym przez polską rodzinę. Ta informacja sprzedana przez Piotra była nader komercyjnie. Osobie, która przesyłała nam dary i zaproszenia umożliwające wyjazd z Polski. W 1984 roku załatwione mi przez ojca stypendium z francuskiego ministerstwa zagranicznych skonsumowałem tylko dzięki zaproszeniu przez profesor Vial mi przesłanemu.
Zatem Kasia Rosner wróciła. Czy to oznaczało również, że gdzieś zdecydowano, iż kolejnego exodusu z Polski nie będzie, że przeciwnie – zaczną się powroty. Że, jak to najjaśniej Marek Edelman wyrazi dla jego pobratymców nie ma miejsca między Arabami. Ich miejsce jest w Europie. Ich ojczyzną Polska, której jedynym mankamentem jest fakt, iż nadto wypełniona radiomaryjnymi Polonusami.
Fakt. że z powrotem Kasi skończyły się dobre czasy. Bowiem Sław Krzemień-Ojak, komunista lecz w sumie przyzwoity człowiek pozwalał mi w ramach Zakładu Estetyki tworzyć zręby Estetyki Teatru. Nauki w Polsce właściwie nie uprawianej. W czasie, gdy szefem zakładu był Witek Kalinowski
( też go wygryziono nie dając nawet obronić napisanej habilitacji ) mogłem napisać popularnonaukową książeczkę dla Ossolineum i przedstawić ją jako pracę roczną. [1]Gdy jednak wróciła Rosnerowa zaczął się w zakładzie terror semiotyczno-kulturowy: Husserl, Levinas, Ricoeur. Z rozpaczy chwyciłem się Foucaulta. Ale i tak pozbyto się mnie na korzyść Pawła Dybla i nijakiego Janusza Palikota, który doktoratu wprawdzie nigdy nie napisał, wzbogacił się jednak niezmiernie na spirytualiach oświadczając ostatnio wprost iż jego czwórjednia to: Platforma-SLD-
Żydostwo i Gejostwo. Cóż, na takie dictum już tylko można fraszkami:
Nie jestem Żydem ani Gejem.
Masonem też – niestety ! - nie.
Obce mi Palikota dzieje.
Alians Platformy z SLD.
Tak więc ja odfrunąłem z IFISu około 86 roku ostatecznie. Gliński z Murawskim zostali. Piotrek okopał się na pozycjach naukowych, został kierownikiem zakładu. Janusz Palikot, Witek Kalinowski, Józek Orzeł, Krzychu Murawski też odlecieli: chcieliśmy rządu czy samorządu: czegoś więcej.
CVIX CDN – Michał Kulesza czyli co nam zostało z Samorządu
[1]Teoria Teatru – (Ossolineum 1985, ISBN 83-04-01935-3; ISBN 978-83-04-01935-5);




