Wpisy otagowane ‘Jerzy Kisielewski’

Rozdz. CXI – Z Paszyńskim i Kisielewskim po Podlasiu

niedziela, 31 Styczeń 2010

Alert czyli Sympatyczne Miglance

W oczekiwaniu zatem na dotację przekształconego w jedną strukturę Miasta dla  XII KTO zająłem się rozkręconym już Alertem Europejskim.  Zająłem się nim właściwie z poczucia obowiązku i misji. No i po to by otaczający mnie ludzie mogli coś zarobić. Sam praktycznie nie zarabiałem na tym nic. No może z trudem pokryłem symboliczny czynsz Wilczej za dwa misiące. Nb. po dwóch latach musiałem po kontrolki NIKu zwrócić UKIE z własnej kieszenie 500 zł.  Urzędnicy doszli bowiem do wniosku, że w ramach przyznanej dotacji nie miałem prawa zmniejszyć kwot projektowanych na noclegi i wyżywienie by trochę lepiej zapłacić ekspertom.

Po wyprawie do Kopenhagi, gdzie 13 grudnia 2002 roku formalnie zakończono negocjacje akcesyjne myślałem o jeździe do Aten. Tam odbywać się miał  16 kwietnia kolejny europejski szczyt – tam też nastąpić miało ( i faktycznie 16 kwietnia nastąpiło) podpisanie Traktatu nt. przystąpienia Polski i pozostałych kandydujących Państw do Unii Europejskiej.

Chciałem przejechać tym razem południową Polskę, i kandydujące wraz z nami do Unii Czechy, Węgry kawałek Macedonii. Poprosiłem o większe  pieniądze. Jednak w UKIE nie zgodzono się na to.

Skończyło się zatem na przedreferendalnej  agitacji na ścianie wschodniej Polski. Celem II Alertu Europejskiego, który odbywał się w rezultacie od 15 do 21maja 2003 była promocja referendum akcesyjnego. Zachęcenie do uczestnictwa w Referendum i dostarczanie argumentów za przystąpieniem do Unii Europejskiej. Poszerzenie wiedzy na temat realnych możliwości i szans  w momencie przystąpienia do Unii. Uruchomiłem Telewizję Publiczną: Program I ( Telewizja Śniadaniowa); TVP Program 3 ( Regionalna) – magazyn Eurotel

Przypomniałem, że Alert to stan podwyższonej gotowości. Szczególnie na specjalnie zagrożonych terenach. Alert dotyczył tych wszystkich, którzy obawiali się, że doraźne kłopoty mogą zmarnować historyczną szansę Polski jaka była marzeniem 10 pokoleń naszych przodków. Dlatego ogłosiłem ten Alert. Czyli gotowość środowisk: głównie szkolnych, kulturalnych i samorządowych pragnących działać na swoim terenie na rzecz Referendum. 15 maja ruszyliśmy z happenigowym Eurobusem zbierać pokłosie Alertu.

Ełk _ Happening

Ełk - Alert Europejski

Alert robiliśmy z Konsekwentnymi, młodymi fajnymi ludźmi, których poznałem jeszcze w Warszawskim Ośrodku Kultury. Adam Sajnuk i Agnieszka Czekierda i ich impresario Aldona stanowią dziś trzon zespołu, od którego oddzielił się po zdaniu do Szkoły Teatralnej twórca tej grupy – Marcin Kołaczkowski.  Konsekewntni do zawodu konsekwentnie przebijają sie spoza Akademii. Nie podoba się to akademikom ( takim choćby jak Staszek Górka ) ale zachwyca publiczność wśród której „Konsekwentni” niby zespół rockowy mają grupy wiernych fanów. Wiem, że także i dla tych młodych ludzi jazda po Podlasiu, spotkania z ludźmi, sam fakt, że wyczarowałem autobus, ekspertów, pieniadze i nagłośnienie – było swoistym przeżyciem.

No właśnie nagłośnienie. Niby nic  ale jak tu sprawić by jadący przez małe  miasteczka autobus ( nie wszędzie się zatrzymywaliśmy) grzmiał. – Autobus musi mieć  przetwornicę: urządzenie zamieniające prąd z akumulatura na właściwy do zasilenia wzmacniacza. Zdobyłem taki autobus, po długim namyśle zaopatrzyłem go w hak holowniczy i przyczepę, na której jechały dwie wierne kolumny ( jeszcze te od Witka Szymańskiego kupowane), które dzielnie przetrzymały całą drogę. Jechał też z nami głupkowaty Adam – akustyk, który omało nie doprowadził mnie do zawału na dzień przed wyjazdem patrząc schematycznie na aparaturę, która nb. przez dwa lata osobiście  obsługiwał na Ogródkach. Na godzinę przed wyjzadem już w autokarze i ogłosił mi nagle że wszystko jest do wyrzucenia. Zdechło ! Cud, że Wróbel, który był tego sprzętu pierszym właścicielem tego sprzętu odebrał komórkę, przyjechał na sygnale przypominajac studencikowi, że gdzieś tam plus z minusem czy wejście z wyjściem są inaczej oznaczone. Wreszcie wszystko zagrało, przybyliśmy, zobaczyliśmy, zwyciężyliśmy,

Konsekwentni, przygotowali specjalny Happening o zaślubinach Polonii Z Europą. Śpiwali piosenki, tańczyli na placach, pomagali rozdawać nagrody w edukacyjnych konkursach przeprowadzanych przeze mnie z ekspertyami. Tym razem o pomoc poprosiłem dziennikarza i syna słynnego Kisiela – Jurka Kisielewskiego oraz byłego kuratora, krótko wiceministra oświaty, dziś znów wiceprezydenta Warszawy czyli Nauczyciela Doskonałego jakim jest Włodek Paszyński.

Ruszyliśmy przez Warszawę – Olecko – Gołdap – Grajewo – Krynki – Bielsk Podlaski – Siemiatycze – Sokołów Podlaski – Białą Podlaską- Radzyń Podlaski – Lubartów – Lublin – Świdnik – Krasnystaw – Zamość –Biłgoraj – Tarnobrzeg– Starachowice – z powrotem do Warszawy.

Wesoly autobus "Konsekwentni"

Po prawdzie to z tym Alertem było tak. Czułem, że po Kopenhadze trzeba iść za ciosem, choć z coraz większym przerażeniem stwierdzałem, że kolejne moje akcje może i służą czemuś, pewnie przysparzają mi popularności. Jednak tak są skonstruowane, że nie dają żadnego regularnego dochodu. No ale działałem trochę jak bankrut. Tyle, że ideowy. Tak uwierzyłem w rok 89, tak uwierzyłem, że jesteśmy w wolnym kraju, takim cudem zdało mi się otwarcie granic, wypełnienie półek, wycofanie wojsk rosyjskich z Polski, że mimo, iż na moich oczach kształtowały się mafie (tu Układ Warszawski), tam w okolicach Unii Wolności przekształconej potem w Paltformę Obywatelską odzyskiwały wpływy gminne sojusze. Widać było to już gołym okiem – ja jednak wciąż w to nie wierzyłem. Wciąż dawałem siebie. Wciąż nie pytałem o płacę i czułem się jak złodziej, gdy z pozyskanego przeze mnie na integracyjne akcje łącznego funduszu w granicach stu tysięcy złotych w kieszeni pozostało mi (i to bez odliczenia wszystkich kosztów) po sześciu miesiącach pracy około 6 tys. zł. Naturalnie nie na tych fakturach, które mi potem kwestionowano.

No ale jak by nie liczyc w skali roku czy siedmiolecia, każda konkretna wpłata pozwalała złapać oddech, pospłacać zwolna kształtujące się zaległości: a to ZUS, a to VAT, czynsz, telefon. Z takimi płatnościami od czasu X KTO już zaczynałem zalegać. Ciągle jeszcze liczyłem na nagrodę.

Marek Chojnacki

Przypominam sobie Marka Chojnackiego. Ten miły, wykształcony młody człowiek, którego poznałem na stanowisku zastępcy Joli Kessler-Chojeckiej jako wicedyrektora Centrum Prasowego PAI bardzo był dumny z siebie po zorganizowaniu obsługi pielgrzymki papieskiej w bodaj 99 roku. Przyjmował potem stanowisko konsula w Lyonie stwierdząjc ze spokojem: jakaś nagroda musi być. No tak, ale on pracował w strukturze. Na sukces choćby zarządzającego w tym czasie PAI Jana Musiała. Ja zaś pozyskując środki dawałem coś publiczności,  Sprawie, konkretnym zarabiającym dzięki mnie osobom. Jednak pracowałem zawsze na siebie. I to  był   błąd. Choć nie do końca przeze mnie zawiniony. Nigdy bowiem nie spotkałem nikogo (od Erwina Axera czy Stefana Morawskiego poczynając na Olechowskim kończąc) – kto by chciał bym pracował na niego. Jakoś tak się złożyło, że to u mnie pracowno. Ja zaś szczyciłem się tym, że zatrudniam najlepszych. Właśnie takich co też pracują na siebie.

Starałem się też zatrudniać młodzież.[1] Choć to szło mi gorzej, bo nie bardzo potrafię prowadzić za rączkę. Zakładam u moich podopiecznych ten sam co u siebie poziom inteligencji, a nawet niezależności. Co się zaś tyczy tych lepszych. Tu z kolei zakładałem, najczęściej błędnie niestety, że takie osoby są lojalne, nie obawiają się konkurencji, jeśli coś otrzymają, zachowają wdzięczność i jakoś spróbują się odpłacić.

Naiwna nieco wiara. Jurka Kisielewskikego znam ( z widzenia) pewnie ponad 30 lat. Mieszkaliśmy czas jakiś na przeciw. Szanowali się nasi ojcowie.

Jerzy Kisielewski

Ojciec Jurka to wszak słynny Kisiel: Stefan Kisielewski – muzyk i pisarz, felietonista Tygodnika Powszechnego w czasie, gdy to katolickie pismo (zawieszone w latach stalinizmu) wyznaczało standard niezależności i patriotyzmu. Po marcu 68 roku ojciec mój nie mógł nigdzie pisać pod nazwiskiem. W Twórczości pisał felietony jako Dedal. W Tygodniku Powszechnym swoje pisywał też pod (powszechnie już rozpoznawalnym) pseudonimem Kisiel. Gdy tylko przyszła nowa lekka odnowa naczelny redaktor Tygodnika Jerzy Turowicz zaproponował memu ojcu felieton na ostatniej stronie. Obok Spodka ( Stefana Skwarnickiego), Józefy Hennelowej, Antoniego Słonimskiego no i przewodzącego tej stawce Kisiela. Tak więc Ojcowie stali się kolegami z redakcji. Spotykaliśmy dość często pana Stefana idąc z Armii Ludowej na spacer w stronę placu Na Rozdrożu, dalej al. Ujazdowskimi wzdłuż Urzędu Rady Ministrów, aż po róg Bagateli zawracając na wysokości Wyższej Szkoły Partyjnej tej od Dionizego Tanalskiego. Pieski wskakiwały na murek, panowie perrorowali, chłopcy grali w pikuty. Jurek miał brata Wacka, świetnego pianistę, który poszedł w muzyczne ślady Ojca i zasłynął w latach siedmdziesiątych wraz z Markiem tworząc podbijający świat do tragicznej śmierci Wacka w ’86 roku duet fortepianowy Marek (Tomaszewski) & Wacek (Kisielewski).

Jurek stara się chodzić w te drugie, publicystyczne ojca szlaki. Przystojny ( moim zadaniem), romanista, mieszka do dziś w al.Szucha na czwartym piętrze na przeciw mieszkania Zosi Kucówny, w którym przechowywali mnie Hanuszkiewiczowie, gdy zdawałem maturę. Przechowywanie dotyczyło też Kalego, psa formalnie mego lecz w istocie powiernika Seniora, którego wyprowadzając natykałem się nie raz na Jurka z jakimś małym szczurkiem.

Łączą więc nas z Jurkiem wybitni ojcowie, krakowskie, inteligenckie korzenie. Podobne w sumie talenty. Przewagą Jurka jest wdzięk i jakaś taka arystokratyczna siła. Nie tyle pewność siebie co poczucie dowartościowanie. Jurek należy do tych co nie biorą – oni udzielają siebie. Za komuny był Jurek skromnym filolologiem romańskim, gdzieś pracował, coś tłumaczył. Jego czas zaczął się po śmierci Ojca. Z godnością go reprezentuje. Robi to zresztą optymalnie. Mnie bycie synem bardzo, bardzo długo nie przysparzało satysfakcji. Nie wynika to zresztą z braku miłości czy szacunku. Lecz ze sposobu wychowania. Mnie tresowano w poczuciu, że i tak w życiu ojca nie dorosnę. Senior wyznał nawet, w Dzienniku, że obawiał się bym ja go nie prześcignął. Jakiś kretyński wyścig szczurów, na który nałożyło się dodatkowo moje różne szkolne głównie niedoskonałości. Potem oblany egzamin, na aktorski. Gdzieś od doktoratu zacząłem odrabiać pozycje. Lecz co zdobyłem flankę: książka, doktorat – okazywała się ona już oderwana od Zamku.

Jurek przeciwnie ma tyle godności i wewnętrznej pewności siebie, że też wiele mu uchodzi. Z wiekiem staje się coraz ważniejszy: pracownik Radia dla Ciebie, potem telewizyjnej śniadaniówki, wybrany wiceprezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w chwili, gdy organizację tę opanowała Krystyna Mokrosińska ze swym telewizyjnym teamem.

Ktoś kto jak ja ma nawyk mierzyć wartość człowieka dziełami mógłby mu zarzucić niedosyt dzieł. Jednak czy obecność nie jest dziełem ? Cóż w końcu innego robi polityk ? On też tylko jest tam gdzie trzeba i we właściwym czasie. Więc dziś, gdy dziennikarstwo schodzi na psy, gdy czołowym autorytetem środowiska ogłosił się samozwańczo – Stefan Bratkowski, którego nieprzyzwoitość już scharakteryzowałem, otóż w takich czasach sylwetka Jerzego Kisielewskiego zdawać się może wręcz klasyczna. I aż wspominać hadko, iż bez wahania  objął odebrane mi za odchylenie promichnikowskie stanowisko Dyrektora Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Że w moim przekonaniu całkiem bezprawnie łączył je z funkcją wiceprezesa SDP będąc zarazem konktrolerem i kontrolowanym. CMWP jest bowiem jednostką podległa Zarządowi SDP. Czynił to jednakowoż sympatycznie, a na dodatek krótko oddawszy rychło funkcję Andrzejowi Krajewskiemu, który odbudowawszy z nas trzech z pewnością najlepiej pozycję Centrum padł również ofiarą samowładztwa Carycy Mokrosińskiej. Urazy w sercu nie noszę. Rękę po kilkakaroć wyciągałem. Wyciągnąłem ją więc do Jurka i teraz byśmy razem w objazd Polski ruszyli. Propozycję przyjął. Wódeczkę piliśmy rozkosznie.

Ja zasadniczo, a już szczególnie w towarzystwie,  innych trunków niż wino nie pijam. Jednak w kompanii potomka rodu Kisielewskich nawet okowita smakuje jak szampan z oliwką. Urżnęliśmy się więc słodko raz, a może i drugi, skąd trochę śmiechu i miłe wspomnienia lecz w moim mieszku nic nie pozostało. Ani,  Gianta – który miał zasponsorować lepsze rowery na nagrody, które kupiłem najtńsze z wyprzedaży Carrefoura ani nigdy żadnej, najmniejszej propozycji współpracy. Ani wtedy, ani potem – mimo jeszcze kilku ofert jakie w życiu Jurkowi złożę.

Nigdy nie przyszło mu do głowy, że można uczynić większą łaskę niźli odbierać z wdziękiem – można wykonać telefon, gdzieś zaprosić,  pomyśleć co tam słychać u bliźniego.

Ta uwaga dotyczny obydwu “kolegów”. Zarówno Jurka, jak dużo lepiej i jak sam powiada “od wojny japońskiej” zaprzyjaźnionego „Paszczaka”.

Włodawa - Kisielewski, Paszyński & ATK

7 lutego 2007 roku już jako Prezydent ds. kultury i jeszcze zanim będzie musiał zmilczeć ( i tak do dziś trzyma buzię w kubeł) moje z warszawskim samorządem rozstanie w Rozmowie z Agnieszką Budzyń tak ten czas Włodek Paszyński wspominał:

„- Euro-autobus?

- Tak.

- Proszę o tym opowiedzieć.

- Przyszli do mnie dwaj fajni, mądrzy, sympatyczni ludzie, Andrzej Kijowski i Jurek Kisielewski, i zaprezentowali taki trochę „odjechany” pomysł , ale ponieważ ja byłem przekonany o konieczności przecierania drogi do Unii i miałem trochę czasu, więc ruszyliśmy tym autobusem, właśnie z Konsekwentnymi. Spędziliśmy razem kilka dni w tym autobusie, przejechaliśmy sporą część północno-wschodniej Polski, robiliśmy przedstawienie o zaślubinach Polski z Europą. Andrzej się w tym wyżywał podwójnie, trochę intelektualnie, bo był tam taki element wiedzowy, związany ze znajomością Europy, a z drugiej strony Andrzej miał zawsze nie do końca zrealizowane pomysły aktorskie. Fajny był ten autobus, zwłaszcza, że pokazywał nam bardzo różne miejsca i momenty. Czasem było po prostu miło i sympatycznie, ale czasami było też dramatycznie…

- Rzucali się na Was, tłukli jajkami?

- Jajkami nie, natomiast były takie miejsca, w których czekali na nas miejscowi aktywiści antyeuropejscy. Zazwyczaj mieściło się to jednak w jakiejś normie, z wyjątkiem jednego z miasteczek w lubelskim, którego nazwy przez litość nie wspomnę. Tam była naprawdę groza. W bardzo ładnym i zadbanym miasteczku miejscowi aktywiści jakiejś akcji katolickiej, przywitali nas okrzykami nie bardzo europejskimi „Żydzi, won do komór gazowych”. Było to podwójnie dramatyczne, bo rzecz działa się koło Bełżca, ale też myślałem sobie, że to jest taki swoisty chichot historii.”

Zaślubiny : Agnieszka Czekierda (Uniija Samanta Helga Europejska) & Adam Sajnuk (Andrzej Tadeusz Rzeczpospolity)

Eksperci pomogli owszem spopularyzować akcję: Jurek Kisielewski ułatwił wejscie do Kawy Herbaty, Paszyński uruchomił Miłkę Skalską, dzięki czemu suwalska ekipa TVP3 zrobiła reportaż z naszej eskapady. Bawiliśmy się świetnie. Jednak w wszyscy moi goście zarobili  w trzy dni dokładnie tyle samo, co ja pracując pół roku. Wróciliśmy z Podlasia. Akcja zakończyła się sukcesem. Myślę, że nasza obecność przysporzyła Unii zwolenników, w każdym razie we wszystkich odwiedzanych przez nas rejonach referendum wygrało.


[1] W znaczeniu słownikowym alert oznacza stan gotowości np. przed ważnym wydarzeniem. W tym wypadku jest to oczekiwanie na referendum o członkostwie w Unii Europejskiej. Celem projektu jest: przygotowanie polskiej opinii publicznej do referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej, stworzenie pretekstu do dyskusji na temat równości szans państw kandydujących, promocja zdecydowanej, aktywnej postawy Polaków, którzy jako przyszli obywatele powinni umieć walczyć o swoje interesy. Niewątpliwie mocnym atutem jest specjalnie przygotowany Eurobus. Jego trasa obejmie miasta z całej Polski.

Autobus akcji przyjechał także do Olecka 15 maja 2003 r. Aktywnie włączyliśmy się do akcji. Przygotowaliśmy flagi, baloniki i udaliśmy się na miejsce zebrania. Zobaczyliśmy ciekawy happening. W akcji brali udział aktorzy Teatru „Konsekwentni”. Interlokutorami byli Jerzy Kisielewski i Włodzimierz Paszyński zaś polemistą – Andrzej Tadeusz Kijowski.

Uczennica naszego koła Ula Kozłowska wzięła udział w konkursie. Okazało się, że odpowiadała na wszystkie (nawet bardzo trudne pytania związane z UE ). Zdobyła pierwszą nagrodę – rower. Gratulujemy.

A. Kunicka Internet LO Olecko Ostatnia zmiana: 02/20/2006 13:55:25

Rozdz. XCIV – Mokrosińska – czyli Ciotka Rewolucji

niedziela, 8 Listopad 2009

pierwszy poprzedni następny

Mokrosińska – czyli  Ciotka Rewolucji, r. XLIV

Z Krysią Mokrosińską było prościej. Pierwszy raz zaiskrzyło między nami, już po trzech miesiącach mojej pracy.W dużej mierze polegała ona na kontynowaniu redakcji świetnie rozpoczętej przez Goszczyńskiego strony internetowej. Pani prezes odkryła ze zdumieniem, że na archiwalnych stronach Centrum znajdują się teksty pana Goszczyńskiego, wywiady, których udzielał jako dyrektor CMWP włącznie z tymi, w których broni się przed stawianymi mu przez Zarząd SDP zarzutami.

Krystyna Mokrosińska w CMWP

Krystyna Mokrosińska w CMWP

Wtedy okazało się, że jednak  należymy z Krystyną do innych światów. Dla mnie wycinanie przeszłości, jakakolwiek operacja na historii jest działaniem w istocie orwellowskim, grzechem pierworodnym, fałszerstwem. Dla niej i pewnie większości pobratymców sienkiewiczowskiego Kalego: „-Wolność prasy jest wtedy, gdy my mamy prawo głosu, a naszym przeciwnikom też wolno – ale cicho siedzieć.”. Zszokowani byliśmy oboje. Ja tym, że otrzymałem polecenie służbowe usunięcia inkryminowanych stron.  Krystyna, zdaje się, że musiała je wydać.

Moja niezgoda, czy raczej opór ( polecenie służbowe nolens volens przecież wykonałem) wobec stosowania bolszewickich metod zafałszowywania ( choćby instytujonalnej) historii były pierwszym sygnałem roźdźwięku. Drugi był wtedy, gdy w czasie nieobecności Krystyny, bawiącej w Alpach na nartach wybuchły niemal razem: kwestia ustawowego zakazu telewizyjnej koncesji dla Agory i paszportu Grzegorza Gaudena. Przygotowałem w tej sprawie łączne stanowisko moje czyli dyrektora, które skonsultowałem jednakowoż z honorowym prezesem SDP i przewodniczącym Rady Centum Stefanem Bratkowskim. Przytaczam:

„Oświadczenie

W ciągu minionych miesięcy  nasilają się ze strony Organów Władzy Rządu RP działania wskazujące na intencję przejęcia kontroli nad mediami. Dowodzą tego:

         budzące szerokie międzynarodowe oburzenie ograniczenie swobód obywatelskich i prawa podróżowania członków  zarządu spółki Presspublica, (wydawcy dziennika „Rzeczpospolita”),

a)         Należy się obawiać, że tak drastyczne środki mają na celu podporządkowanie sobie przez Rząd najpoważniejszej  - obok Gazety Wyborczej niezależnego dziennika ogólnopolskiego – gazety „Rzeczpospolita”.

2)         Zlekceważenie przez Rząd protestów wszystkich środowisk dziennikarskich i medialnych uznających zaproponowany przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji projekt nowelizacji ustawy jako próbę ograniczenia niezależności mediów prywatnych.

a)         Protesty w tej sprawie wystosowali najwięksi nadawcy komercyjni: Polsat,  TVN ,TV4, TV Puls, Eurozet (Radio Zet i Radiostacja), RFM FM, Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe (sieć Eska), Agora, Ogólnopolska Iza Gospodarcza Komunikacji Kablowej,

b)         Z krytyką Ustawy wystąpiła

i)          Rada Konsultacyjna Centrum Monitoringu Wolności Prasy

ii)         Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych

c)         Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wnioskował  do Premiera o nie wnoszenie ustawy w tym kształcie pod obrady Sejmu.

3)         W tej sytuacji dodanie przez Rząd do powszechnie krytykowanego projektu zapisu, który głosi, iż „Koncesji nie udziela się, jeżeli wnioskodawca (…) JEST WLASCICIELEM DZIENNIKA LUB CZASOPISMA O ZASIEGU OGOLNOPOLSKIM” ma charakter w sposób jednoznaczny doraźnie centralistyczny  a potencjalnie antynarodowy.

a)         Centralistyczny – albowiem ograniczając  możliwość dalszego rozwoju i koncentracji  niezależnym wydawcom Rząd ma na celu osłabienie niezależnych instytucji medialnych  pozostawiając pod kontrolą rządową wszystkie w szczególności elektroniczne media o zasięgu ogólnopolskim.

b)         Antynarodowy ze względu na fakt, iż przepisy Unii Europejskiej nie zalecają dekoncentracji kapitału medialnego. Nakazują natomiast zniesienie ograniczeń  względem kapitału krajów Unii.  Stwarza to sytuację, w której polskie media zostaną postawione na z góry przegranych pozycjach, gdyż w rozproszeniu będą musiały stawać czoła skoncentrowanemu kapitałowi medialnemu krajów Zjednoczonej Europy. Może to doprowadzić w rezultacie do zmarginalizowania roli mediów prywatnych i niezależnych i pozostawienie odbiorców na łasce koncernów zagranicznych i mediów publicznych.

4)         Nie ulega wątpliwości, iż zapis ten jest skierowany w wydawnictwo Agora, wydawcę Gazety Wyborczej przygotowujące się od dłuższego czasu do inwestycji w stację telewizyjną. Trzeba podkreślić z całą mocą, iż próba uderzenia w Agorę, spółkę handlową, która wyrosła na bazie porozumień okrągłego stołu i rozwija się prężnie  jako potężny  wydawca pierwszej w krajach wschodniej Europy nie koncesjonowanej gazety codziennej ma wymiar symboliczny.

5)         Dziś kiedy wolność prasy nie jest już synonimem swobody mediów, jako, że przeważająca  część informacji dociera do społeczeństwa drogą elektroniczną chęć osłabienia narodowych mediów prywatnych dla doraźnej korzyści   skoncentrowania telewizji ogólnopolskiej telewizji w rękach Państwa musi być  nazwana  zamachem na niezależność polskich  mediów.”

I co ja  na temat powyższego teksu od tego samoustanowiającego się „sumienia dziennikarstwa polskiego” usłyszałem: że przedstawiciela norweskiej spółki bronię

Stefan Bratkowski

Stefan Bratkowski

rzecz jasna słusznie lecz Michnika bym sobie odpuścił bo to komunista! I wszystko sobie sam załatwi z Kwachem.  Tak powiedział facet, który szlajał się z Rakowskim po Komitecie Centralnym PZPR o człowieku, który w tym czasie spędzał lata  w więzieniach.

Ręce opadły mi po raz kolejny. Tymczasem kierując Centrum miałem poczucie poruszania się po spalonej ziemi.  Dotychczasowi sponsorzy zrażeni szumem prasowym nt. sytuacji w Centrum nie byli skorzy do kontaktów. Tym niemniej w ciągu półrocznej pracy zorganizowałem dwie konferencje, z których pierwsza Sprawy prywatne i sprawy publiczne z GIODO odbyła się w Sejmie 27.03.2002, druga: Niezależność mediów, a interes publiczny zaplanowana została na 11 kwietnia 2002. Współorganizatorem tej ostatniej była „Rzeczpospolita”. Zorganizowałem ją w siedzibie Centrum przy Świętojerskioej w Sali  Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Przy ogromnej pomocy zatrudnionej w Centrum jeszcze przez Jolę Kessler Basi Karczewskiej i praktykującej przy tym zdarzeniu pani Kasi Synowiec.

Basia Karczewska

Basia Karczewska

W dyskusji nt. Nadzór nad mediami: zagrożenie czy rzeczywistość? Wzięli udział: Piotr Niemczycki („Agora”),  Kazimierz Gródek (RMF FM), Edward Miszczak (TVN),  Jerzy Baczyński („Polityka”), Robert Bogdański (PAP);  Nt. Ustawy o radiofonii i telewizji: nowelizacja czy centralizacja?  wypowiadali się: Robert Kwiatkowski (TVP), Bogusław Chrabota (Polsat), Robert Kozyra (Radio Zet), Agnieszka Romaszewska (Centrum Monitoringu Wolności Prasy), Marek Borzestowski (Wirtualna Polska). Dyskusję współprowadzili Janek Skórzyński  - z-ca red. nacz.„Rzeczpolspolitej” oraz  Krystyna Mokrosińska (Prezes SDP).

To tam i wtedy Kazimierz Gródek zarzucił sekretarzowi KRRiTV – Włodzimierzowi Czarzastemu – wykorzystywanie władzy do wpływania na strukturę własnościową mediów.

Rozpoczęta została akcja zbierania podpisów pod zgłoszonym przeze mnie w uzgodnieniu z Niemczyckim, Skórzyńskim i Mec. Birke tekstem apelu do Posłów, Senatorów, Prezydenta i Premiera RP o nie uchwalanie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji w zaproponowanym brzmieniu. Wzywaliśmy w zamian o uchwalenie tzw. Małej Nowelizacji Ustawy o Radiofonii i Telewizji . Polegałaby ona na wykreśleniu z nowelizacji wszystkich spornych zmian i  przyjęcie tylko tych, które

(a)        są konieczne ze względu na harmonizację ustawy z przepisami Unii Europejskiej i dokładnie w takiej formie (tzn. definicje europejskości, przepisy dotyczące zawartości europejskiej, lokalizacji i jurysdykcji) i

(b)       nie budzą żadnych sprzeciwów czy wątpliwości.

Sygnatariusze apelowali  też  o wyjaśnienie sytuacji zaistniałej w „Rzeczpospolitej”. W sytuacji konfliktu pomiędzy skarbem państwa będącym mniejszościowym udziałowcem  i prywatnym, większościowym udziałowcem zagranicznym – trzem członkom zarządu zabrano paszporty, zakazano opuszczania kraju i zastosowano wobec nich dozór policyjny. Działania takie sugerowały, że skarb państwa, posiadając pośrednio 49% w Rzeczpospolitej, zamierzał uzależnić ten dziennik od władz[1]

CMWP SDP powołane zostało w 1996. W sytuacji diametralnie już różnej od tej jaką zastałem w roku 2002. Powstało w sytuacji, w której najkrócej rzecz ujmując nie było w Polsce pełnych podstaw prawnych dla funkcjonowania wolnej prasy, była jednak coraz słabiej ale wyczuwalna atmosfera przyzwolenia na realizację tej wolności.

Ówczesną ( i obecną)  sytuację mediów oceniam jako przeciwną. Istnieją wprawdzie już ustawy składające się na demokratyczny ład medialny ale wyczuwalna jest chęć manipulowania w tym obszarze. Sprzyjała temu atmosfera międzynarodowa po 11 września 2001 roku i polska wewnętrzna atmosfera polityczna, która pokazuje iż wszystkie, poczynając od rządu Leszka Millera ekipy władzy dążyły i dążą do stworzenia silnego podporządkowanego sobie centrum medialnego

Zaangażowałem zatem Centrum w prace nad powołaniem Polish Democracy Coalition, która miała by swoje odpowiedniki w innych krajach unijnych i znajdujących się w trakcie procesu akcesyjnego. Podkreślałem, że w szczególności skupić się należy w moim przekonaniu na internecie – dziedzinie jeszcze  nie dotkniętej centralistycznym i koncesyjnym działaniem rządu. Miałem też zamiar działać na rzecz popularyzacji ustanowionej w 2001, a obowiązującej od stycznia 2002 Ustawy o dostępie do informacji poprzez realizację dewizy:

JAWNE JEST WSZYSTKO CO NIE UTAJONE. Służyć miała temu organizacja akcji, którą pragnąłem nazwać: OBYWATELSKA  PAJĘCZYNA.

Napsułem Papieru. Nagadałem się i nauczyłem mnóstwo w rozmowach  z niezwykle kompetentnym  znawcą Prawa Prasowego –mecenasem Janem A. Stefanowiczem.

Jan A.Stefanowicz

Jan A.Stefanowicz

Chodziło mi o decentralizację procesu, a nawet tworzenie alternatywnego ruchu wokół  zarządzania informacją. Myślałem o informatyzacji poprzez zapewnienie jej jawności. Chciałem tworzyć równolegle z rządowym  BIP-em – społeczny jak go nazywałem: BIS –   czyli Biuletyn Informacji Społecznej.  W gruncie rzeczy antycypowałem wtedy takie działnia jakie proponuje się się  obecnie ( w 2009 roku) blogerom – dublującym np. działania śledczych Komisji Sejmowych.

Naiwność polegała na tym, że zwracałem się do środowiska. Środowiska jak się okazuje po prostu nieistniejącego. Dziennikarze czy ci, którzy się za nich uważają stanowią dziś  kolejne pokolenie młodzieży kształconej przez samozwańcze autorytety, często cyników nie rozróżniających moralności politycznej od prostej etyki. Ludzi zagubionych wśród zasad. To pewnie nieunikniona cena  życia po wielkim przełomie. Karier zrealizowanych w wyniku dobrego obstawienia politycznego konia. Dzielenia świata na „naszych” i „cudzych” wg. kryteriów bliżej nieokreślonej lojalności.

W rezultacie tzw. zawodowe korporacje ( pewnie nie tylko w dziennikarskim świecie) służą same sobie i satysfakcji kilku osób, które zyskawszy dzięki nim  prestiż i stanowisko mają na pieczy tylko – nawet nie koniecznie ekonomiczny  interes: często tylko własne dobre na swój temat samopoczucie.

W latach 50-tych zeszłego stulecia ukuto określenie „Ciotki rewolucji”. Jak pisze Zdzisław  Zblewski[2] „ sformułowanie używane głównie w pierwszej połowie lat 50., przede wszystkim wśród działaczy komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, na określenie weteranek ruchu robotniczego, legitymujących się stażem rewolucyjnym co najmniej od czasów Komunistycznej Partii Polski, a ówcześnie zajmujących wysokie stanowiska w aparacie PZPR (aparatczyk) i manifestujących swoje bezgraniczne (i bezrefleksyjne) oddanie dla ruchu komunistycznego. Czołową reprezentantką swoistej dewocji materialistycznej była p.o. kierownika Wydziału Nauki KC PZPR Zofia Zemanek, którą ostatni redaktor naczelny tygodnika „Po prostu”, Ryszard Turski, scharakteryzował w swoich wspomnieniach jako […] „babę nie znającą pardonu”.”.

Krystyna Mokrosińska ma niewątpliwe zasługi w dziedzinie telewizyjnej dokumentalistyki, którą przez lata zarządzała. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że powyższą charakterystykę Turskiego   do  - jej wcielenia „MOKROCHY”:  trzecią już kadencję prezydującej Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich   – można  spokojnie odnosić.

Gdy w czerwcu SDP podziękuje mi ostatecznie za pracę stwierdzi Krysia  bez żadnej żenady, że … właśnie naprawiła słuchawkę telefonu, którą w trakcie tamtej – styczniowej (dotyczącej ocenzurowania stron internetowych CMWP)  rozmowy – rozwaliła z wściekłości o ścianę.

Szala przechyliła się ostatecznie jeszcze przedtem nim przyszedł Rywin do Michnika. Moje miejsce zajął zasiadający zarazem w mającym kontrolować CMWP -   Prezydium SDP – Jurek Kisielewski. Ale któżby się takimi detalami przejmował…

Przemiły Jurek długo zresztą też nie wytrwał z Krystyną w symbiozie. Podobnie jak kolejny dyrektor – Andrzej Krajewski. Szczególnie, że ten ostatni zaczynał pozyskiwać środki i także pragnął „wybić się na niepodległość”.

Na próżno. Gdzieś między uchwaleniem Konstytucji w 1997,  a 11 wrzesnia 2001 roku skończył się sen o wolnych mediach. Słońce chowa się znów za zasłony.

W czerwcy 2002 wyprowadziłem się ze Świętojerskiej by dołączyć do pani Kasi, którą po odbyciu w maju miesięcznego (honorowego naturalnie) stażu w Centrum, zatrudniłem już, za otrzymane przez moją Fundację pieniądze, w „kanciapce stróża” na Wilczej  przy organizacji … XI Konkursu Teatrów Ogródkowych.

CDN Zosia Kucówna – czyli Przyjaciele, Opis obyczajów…r. XCV


[1] Apel podpisali :1.Krystyna Mokrosińska -Prezes SDP;  2. Jerzy Kisielewski-ZG SDP; 3.Andrzej Tadeusz Kijowski-Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP ; 4.Piotr Niemczycki-Agora S.A.; 5.Kazimierz Gródek-RMF FM; 6.  Jan Skórzyński-Rzeczpospolita; 7.Jerzy Baczyński-Polityka; 8.-Barbara Górska RMF/FM; 9 Nina Makowiecka-ZG SDP; 10.Jolanta Łopuszyńska -ZG SDP; 11 Senator Krzysztof Piesiewicz  -Rada Konsultacyjna CMWP SDP; 12.Marek Borzestowski-Wirtualna Polska; 13. Marek Michalski –  Agora S.A.; 14.Janina Dajcz-M&SFDupont; 15.Maciej Tyśnicki-Gazeta Wyborcza; 16. Barbara Rogalska-ZG SDP; 17.Maciej Jankowski-Do Media; 18.Robert Kozyra -Radio Zet; 19.Teresa Bochwic – SDP; 20.Anna Druszcz -Agencja East News; 21.Anna Małcużyńska-Agencja East News; 22.Marian Rosik-Instytut Wzornictwa Przemysłowego; 23.Wanda Nadobnik -TVP; 24.Magdalena Bajer-PR; Rada Etyki Mediów; 25.Robert Bogdański-Polska Agencja Prasowa; 26.Maciej Łukasiewicz-Rzeczpospolita; 27. Adam Wojdyło-Presspublica; 28.Henryk Wujec-Unia Wolności; Rada Konsultacyjna CMWP; 29. Małgorzata Kowalska-Orkla.Rzeczpospolita; 30-Agnieszka Romaszewska-SDP

[2] Zdzisław Zblewski „Leksykon PRL”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000