Wpisy otagowane ‘Gąsiorowska’

Rozdz. CX – Z Naimską po estakadach.

sobota, 30 Styczeń 2010

Moja sytuacja była w  pod koniec 2002 roku dziwna. Było wiadomo, że najbliższy przyjaciel został wiceprezydentem Warszawy. Zdawać by się więc mogło, że moja pozycja wzrosła. No ale przecież Kaczory, z którymi się Urbański zbratał wszędzie wchodzą pod hasłem prawa i sprawiedliwości, co dla ludzi takich jak Andrzej czy ja w praktyce oznacza,  że łatwiej zatrudnć kogoś z dawnego układu niż nawet najbardziej kompetentnego kolegę. Tak więc doszło do sytuacji w istocie paranolidalnej. Ustosunkowany, z pieniędzmi. Tu –  UKiE i Europejskie Alerty, tam – idea EFiKu,[1] o której już było. Kumpel Prezydenta, już już Doradca i Sekretarz Prezydenckiej Rady Kultury. Kim to ja nie zdawałem się być. Na oko! A jednak coś stanęło na przeszkodzie. Niezręczne słowo ? Spisek?  Dość, że nie dopuścili mnie do pracy.

Moja fundacja „Kultura Tutaj Obecna” i imprezy z Teatrami Ogródkowymi na czele jako dodatek do jakiejś płatnej pracy byłyby bowiem miłym apanażem. Same nie pozwalały związać końca z końcem. Niby wiadomo. A jednak – ciekawe.

Tym ciekawsze, że gdym w 2007 roku pisał te słowa korzystałem akurat gościnnie z gabinetu jednego z dyrektorów biura kadr TVP SA. Było już po tym, co dopiero miało nadejść. Po oszałamiających sukcesach Ogrodów Frascatii. Właśnie tego dnia lipcowego 2007 w „Rzeczpospolitej” ukazał się tekst wieszczący ich śmierć. Za chwilę miały zacząć się oszczerstwa. A ja w trakcie badań lekarskich czekałem na dyrektora Langenfelda, który miał wrócíć z moim kontraktem o pracę w Akademii Telewizyjnej TVP SA. Było jak 5 lat wcześniej. Z tą tylko różnicą, że mój przyjaciel został samym głównym Prezesem TVP SA. I nie miał już nad sobą szefa. Chwilo! Trwaj ! Myślałem  … Krótko trwała. Ledwie 16 miesięcy – tyle co Karnawał Solidarności. Przeżywszy rok 2009 –  Stan Wojenny wspominam jako dobre czasy.

Zatem na początku 2003 roku Wiceprezydent Urbański łapał się  lewą ręką za prawe ucho by jakoś znalaźć miejsce dla byłego marszałka sejmiku, dra nauk, dość chyba sprawnego animatora kultury w prawicowym teamie współpracowników Kaczyńskiego, którzy … bardziej niż diabła obawiają się na urzędzie – goja ! Nie było na mnie pomysłu, więc chcąc niechcąc przedstawiłem w imieniu mojej Fundacji projekt Letniego Festiwalu Artystycznego  i kolejny wniosek ogródkowy. Ciekawe, że po okrzyku „dawaj festiwal”, który usłyszałem jeszcze w listopadzie, gdy kwit ten (natychmiast!) został  Urbańśkiemu wręczony – zapadła kompletna cisza. Otrzymała go także obejmująca właśnie posadę Dyrektora Biura Kultury – córka Rabina czyli Małgosia Naimska.

Małgosia Naimska (z domu Borkowska), że nie jest z gminy  (przynależność do niej dziedziczy się wszak po matce) poinformowała mnie już  nie pytana przy trzecim spotkaniu. Dodając zaraz, że ona wprawdzie jest patriotką

Małgorzata Naimska

cywilną jednak  ma ojca … Rabina. Przyznam, że mnie wparło. Nie sam fakt lecz faryzeizm ( jak by powiedział ŚP – Jurek Koenig) – tego oświadczenia.

Jest Małgosia z wykształcenia … hebraistką. Życie spędziła w Pen-Clubie u boku Władysława Bartoszewskiego jako sekretarka tej międzynarodowej literackiej korporacj. Harcerka, rejtanianka, żona Piotra Naimskiego – jednego z twórców KOR-u. Potem razem z Ireną Lasotą prowadziła Fundację Instytut na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej. Epizod ten zakończyła w atmosferze tuszowanego skandalu.  Szkoda słów. Więcej ma ten temat nich  już z wrodzonym sobie taktem Zofia Romaszewska opowie. Institute for Democracy in Eastern Europe[2]

Pracę w Fundacji straciwszy w niesławie została Naimska przez Kaczyńskiego namaszczona na osobę, która w imieniu Prezydenta Miasta będzie teraz inne Fundacje zaopatrywać. Wtedy też ją poznałem.  Nie znałem oczywiście wówczas raportu Zofii Romaszewskiej ale o konflikcie i bankructwie Fundacji dla Wschodniej Europy słyszałem. Tak więc starałem się z Naimską rozmawiać jak swój ze swoim. Nie musiałem jej nadto

Letni Festiwal Artystyczny

przekonywać, że rozliczenie grantów jest bardzo trudną rzeczą. Jednak, jeśli nie zatrudnia się ludzi inaczej niż na zlecenia, a za siebie ZUSu nie płaci – jakoś możliwą.

Pierwsze spotkanie odbyło się w Gabinecie Andrzeja. Pamiętam, żeśmy nań czekali i nawet przez moment to mnie wypadło grać rolę gospodarza. Rozpostarłem skrzydła, nastroszyłem piórka – i wyśpiewałem moje marzenia zdając sobie sprawę, że istotnym komunikatem jaki w tym momencie przekazuję jest to, że nie musi się mnie obawiać jako konkurenta do stołka. Jedyne czego chcę to umożliwienia mi realizacji mojej wizji. A wizją był Festiwal, którego projekt zgodnie z dezyderatem złożyłem Andrzejowi, i na którego temat głucha zapadła cisza. Więc mówiłem, mówiłem, mówiłem. Tłumaczyłem czemu nie Pałac Kultury ani Plac Defilad. Nie ten anonimowy tłum, który doń zmierza. Pokazywałem miejsca. Miałem już w głowie Park Frascati, o którym Naimska w gruncie rzeczy nie wiedziała. Więc ( jako, że jeszcze samochodu służbowego nie miała) postanowiłem odwieźć ją do domu na Ursynów po drodze zawożąc za Teatr Buffo. Objechałem z nią caly teren trawersując moim Tiponkiem niektóre estakady czym wzbudziłem zdaje się lekkie oszołomienie. W każdym razie początek został zrobiony.

Tak mi się przynajmniej zdawało. Tymczasem pod auspicjami Naimskiej  rodziła się w mieście koncepcja nowa: Festiwalu „Na skrzyżowaniu kultur”. Koncepcja,  która była w moim przekonaniu prostym plagiatem stworzonego przez Macieja Domańskiego, po tym jak nie wyszła nasza wspólna koncepcja „Wisły Żywej”, festiwalu Czterech Kultur. Festiwalu z powodzeniem – do czasu – realizowanego przezeń  w Łodzi.

Tam chodziło o kulturę polską, niemiecką, żydowską, rosyjską – spotykające się w tym mieście. Tu miało by chodzić o pokazanie wielu zjeżdżających dziś do Warszawy nacji. Ale powiedzmy sobie szczerze: wielowarstwowość Łodzi ma w sobie coś szczególnego. Nie można tego powiedzieć o Warszawie. Fakt, że ostatnimi czasy namnożyło się w niej przybyszy z różnych stron świat nie odróżnia jej niczym od  większości aglomeracji w dobie globalizacji.

Co tu gadać. Od Maćka Domańskiego ideę. Ode mnie nazwę. Wszak tytuł „Na Skrzyżowaniu” (au Carrefour ) tyle że Europy,  znajdował się wśród zaproponowanych teraz przeze mnie prezydentowi nazw. Opowiadałem już o tym.  Rzecz nie w tytułach.  Tych jest ci u mnie dostatek. Mój imiennik Janusz Kijowski, któremu po wygraniu przezeń konkursu na Teatr w Olsztynie udostępniłem projekt Mazurskiego Festiwalu do dziś posługuje się wymyśloną przeze mnie pod copyryghtem nazwą Festiwalu „Na Pomostach”. – A niech im się darzy. Nie będę się przecież procesował z imiennikiem… Zabawne, że ten drugi Kijowski jest Małgosi i Piotrowi Naimskim jeszcze z harcerskiej Czarnej Jedynki  Liceum Reytana znakomicie znajomy. Gdym opowiedział Naimskiej o jego drobnym szalbierstwie dodała na jego temat sporo pikantniejszych szczegółów.  A to Polska właśnie.

Wracając do tytułów. Zaproponowałem ich parę: -  Wisła Żywa- Vistule Vivante,  Festiwal Odzyskanych Narodów Moskwa -Warszawa – Paryż ,  Weimarski Piknik Europejski (Newa – Wisła – Dunaj –  Ren- Marna – Sekwana),  wreszcie Na Skrzyżowaniu Europy (au Carrefour ). Tytuły zmieniałem w zależności czy adresatem była Solidarność, Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Miasto Warszawa. Lecz pomysł był i nadal pozostaje aktualny – jeden.

Prawie dziesięć lat temu to pisałem. A dziś to bez słowa zmiany powtórzę:

Warszawa stanowi geograficzne centrum Europy i w momencie wstąpienia do Unii Europejskiej może stanowić naturalne miejsce spotkania Europejczyków z północy (Finlandia, Szwecja, Litwa, Łotwa, Estonia) i wschodu ( Rosja, Białoruś, Ukraina, Czechy, Słowacja) – spotkania, które może być bardzo interesującym dla turystów i znawców kultury z Europy Zachodniej ( Przede wszystkim Francji, Szwajcarii, Włoch, Hiszpanii).

Szczególna rola Warszawy na trasie Paryż-Moskwa wyraża się w znanym powiedzeniu, iż zmierzający w obydwu kierunkach , kiedy przypadkiem wysiądą na Warszawskim dworcu mogą odnosić wrażenie, że znaleźli się już na miejscu. Istotną cechą Warszawy jest bowiem fakt, iż reprezentuje kraj z gruntu katolicki, oparty na chrześcijańskich wartościach kultury Śródziemnomorskiej, zarazem jednak jest to kraj Unii Lubelskiej (1569), która była praktycznym wyrazem dążeń Integracji Europejskiej obecnej w myśli politycznej Europy od czasów Karola Wielkiego aż po traktat z Masttrichts.

Jest oczywiste, iż uniwersalnych podstaw nowej Europejskiej pokojowej koegzystencji należy szukać we wspólnych korzeniach kultury. Zagrożenie Amerykanizacją – jeszcze do niedawna bardzo pozytywnie odbieraną w tej części Europy budzi opór młodego pokolenia Europejczyków. Młodzi Warszawiacy podobnie jak Paryżanie czy Berlińczycy jednoczą się w poszukiwaniu korzeni, w odrzuceniu globalizacji – tego wszystkiego co wyraża się w buncie Europa kontra Mc’ Świat.

Odbywające się w wielu miastach Europy festiwale, spotkania i przeglądy, o bogatej tradycji i ustalonej renomie, a także utrwalająca się w świadomości Europejczyków rola Berlina grozi marginalizacją kulturalną stolicy Polski. Nie tylko turyści krajowi i zagraniczni, ale także mieszkańcy Warszawy i regionu, są pozbawieni w miesiącach letnich, propozycji kulturalnych o różnym charakterze – od elitarnych do masowych. Korespondenci zachodni oceniając nasze miasto stwierdzają, że „Warszawa pod każdym względem przypomina zachodnie metropolie, ogromny ruch samochodowy – w jej szerokich alejach, duży wybór towarów w sklepach, bilbordy i neony, luksusowe hotele, doskonała komunikacja miejska i dobra sieć telekomunikacyjna. Kuleje jedynie nocne życie miasta. Z zapadnięciem zmroku, nawet w weekendy, ulice pustoszeją.”  [3]

Z powyższego wynika iż istnieje wolna niezagospodarowana przestrzeń kulturalna, znajdująca się na przecięciu szlaków komunikacyjnych i kulturowych, gdzie spotkanie Wschodu i Zachodu byłoby próbą szukania  antidotum na zagrożenia globalizacją kulturalną.

Jednak moja idea nie przebiła się. Nie uzyskała urzędowej metki. Kto wie, może po prostu dlatego, że była autorska. Kto ukradł pół tytułu mnie, a drugie pół Domańskiemu nie wiadomo. Dość anonimowe Biuro Festiwalu mieści się natomiast przy w prowadzonym przez Katarzynę Hagmajer mokotowskim Domu Kultury zwanym “Centrum Łowicka”. Ale pani Katarzyna (żona Andrzeja, o którym też  już było) nie taka głupia by przypisywać sobie jakieś pisemne zasługi. Jak się chce trwać na stanowisku i zarabiać pieniądze należy uważać na przeciwciała.

O przeciwciałach usłyszałem po raz pierwszy jeszcze w 92 roku, gdy powstawała Niezależna Telewizja Polska. Mirek Chojecki namówił mnie wówczas bym zrobił materiał na temat działalności Heleny Gąsiorowskiej: za czasu komuny, ale i potem nieprzerwanie – skutecznej organizatorki życia kulturalnego na Ochocie, aż po Ursynów, a nawet Mrągowo, gdyż  dzielnica Ochota była jednym z pierwszych współorganizatorów Piknika Country w Mrągowie. Udałem się więc do Pani Heleny, nb. pierwszej żona wspominanego już Krzysztofa Gąsiorowskiego, zaciekłego komunisty i marksisty, rodzonego brata Małgosi Bocheńskiej i stryjecznego wnuka autora „Huraganu” czyli Wacława.  Pani Helena wszystko mi opowiedziała, powoziła od  Domu Kultury OKO aż po ursuski

HELENA ZOFIA GĄSIOROWSKA

ARSUS.  Chcę ją brać do kamery, a ona

–  O tym, nawet mowy  nie ma, powiedziała.

– Czemu ? pytam zdziwiony, bo zwykle ludzie lubią w szklanym okienku się pokazać.

- Bo,  jak urzędnik pojawi się w telewizji – to się uruchamiają przeciwciała. Powiada mi na to mądra Helena.

No, coż nigdy jako urzędnik zgodzić się z tym nie umiałem. Zawsze bardziej niż o pieniądze, dbałem o pamięć i chwałę. I pewnie dlatego – z urzędnikami przegrałem.

Festiwal na Skrzyżowaniu Kultur wymyślono zaś tak, by nikt nie czerpał stąd chwały. No, może jakaś „drobna” kilkunastotysięczna premia została komuś przyznana. Nie wiadomo natomiast ile pieniędzy przepompowano przez kasę miejską dla stworzenia nikomu niepotrzebnego logo, plakatu, wytępów swoich dla swoich ku uciesze urzędników.  Ciężkie miliony ! Tak się postępuje fachowo. Tak generuje się koszty. Kreuje pozorne sukcesy.

Mój „Konkurs Teatrów Ogródkowych”  zbyt silnie osadzony w konkrecie i związany z moją osobą tych standardów nie spełniał.

CDN . Alert – Z Paszyńskim i Kisielewskim po Podlasiu


[1] Europejskie Forum Inicjatyw Kulturalnych

[2] SPRAWOZDANIE O STANIE FUNDACJI:INSTYTUT NA RZECZ DEMOKRACJI W EUROPIE WSCHODNIEJ

[3] Yossi Melman w korespondecji pt: „Już nie na Wschodzie, ale jeszcze nie na Zachodzie”. Korespondecnja z 3.12.2000 roku